[size=x-large]Moja pustynia[/size]

[size=large][b]Przygotowanie do maratonu piasków[/b][/size]

[i]Gaweł Boguta[/i]


[b]Co to jest Maraton Piasków (Maraton des Sables MdS)?[/b]

MdS to zawody piesze uważane za jedne z najtrudniejszych na świecie. Miejscem zmagań, co roku są piaski Sahary w południowym Maroku.

Zawody trwają 7 dni. W sumie do pokonania jest ponad 230km po pustyni. Całość wyścigu podzielona jest na 6 etapów o długości od 20 do 80km, w tym jeden etap maratoński (42km) i jeden o długości około 80km trwający non-stop przez 2 dni.
Przez cały czas zawodnicy muszą nieść ze sobą jedzenie oraz cały potrzebny im sprzęt, dostając od organizatorów wyłącznie 9 litrów wody dziennie i schronienie na noc w prostych berberyjskich namiotach.

[b]Trasa[/b]

Dokładna trasa maratonu ujawniana jest dopiero w dniu startu. Teren jest bardzo zróżnicowany (pewnie będę mógł opowiedzieć więcej po powrocie 🙂 ). Każdego roku jeden etap jest wyjątkowo wspominany przez wszystkich uczestników, zarówno ze względu na swoje piękno jak i stopień trudności – dzień wydm. Trasa biegnie przez ogromne piaszczyste wydmy. Uczestnicy brną nieraz po kolana w piasku. Poza tym do pokonania są wyschnięte jeziora, różnego rodzaju żwiry, szutry i skały oraz raz na jakiś czas oazy.
Temperatura w ciągu dnia to waha się między 30 a 50 stopni C, w nocy 5-15 stopni C.

[b]Uczestnicy[/b]

W 1986 roku, kiedy zawody zostały zorganizowane po raz pierwszy, wystartowały 23 osoby, w 20 maratonie weźmie udział 800! Chętnych było znacznie więcej, jednak organizatorzy nie byliby w stanie zapewnić sprawnej logistyki dla większej liczby uczestników.
Startują tu bardzo różni ludzie – zawodowcy i amatorzy, biegacze i piechurzy.
Rajd ukończyło do tej pory dwóch Polaków: Stefan Stefański i Michał Kopczewski.
Stefan wystartował w 2001 roku i zajął znakomite 18 miejsce
W 2005 roku będę jedynym Polakiem biorącym udział w MdS.

Terminy 20 MdS

• Początek zapisów lipiec 2004
• Koniec rezerwacji – 31 października 2004
• Wpłata wpisowego do 28 lutego 2005
• Wylot do Maroka, transfer na biwak – 7,8 kwiecień 2005
• Start zawodów – 10 kwietnia
• Koniec zawodów – 16 kwietnia
• Powrót do Polski – 18 kwietnia

[b]Mój trening[/b]

Biegam, po prostu biegam jak najwięcej 🙂
Decyzje o starcie podjąłem w lipcu 2004 roku, czyli prawie na 10 miesięcy przed imprezą. Przede mną był jeszcze Adventure Race Czechy (sierpień 2004), po czym zacząłem przygotowania do MdS. Jako pierwszą imprezę przygotowawczo treningową miałem [url=/xoops/modules/news/article.php?storyid=254][b]mBank eXtreme Sielpia 2004.[/b][/url] Udało się pognać nawet całkiem sprawnie i ukończyć zawody na 3 miejscu. W planach miałem jeszcze starty w maratonie warszawskim i 100km w Kampinosie, jednak kontuzja kolana wykluczyła mnie z tych zawodów i treningów na dwa miesiące.
Treningi pod kątem MdS rozpocząłem w listopadzie, czyli na 5 miesięcy przed startem.
W międzyczasie pobiegłem w II Zimowym Marszu Dookoła Wyspy Wolin, gdzie niestety nabawiłem się kontuzji ścięgna…więc znowu chwila przerwy (2 tygodnie).
Ale jakoś udało mi się doprowadzić do porządku i do przyzwoitej formy.
Bardzo cieszyłem się jak spadł śnieg, a stało się to akurat w okresie, kiedy miałem zaplanowane najcięższe treningi. Starałem się jak najwięcej biegać po świeżym śniegu i zrobić sobie taką symulację piasku. Śnieg i piach to raczej nie to samo, ale myślę, że wysiłek potrzebny do pokonania jest podobny!

Kilka miesięcy przed startem poprosiłem Stefana Stefańskiego o pomoc. Chciałem dowiedzieć się szczegółów: jak tam jest, co ze sobą zabrać, jak się przygotować.
Stefan udzielił mi wielu cennych rad, za co jestem mu bardzo wdzięczny!
Ale nie ze wszystkich skorzystałem – Stefan biegał przez 3 miesiące codziennie po 20km! Ja tygodniowo biegałem po 50-120km, zazwyczaj bez obciążenia. W weekendy biegałem z plecakiem po 20-30km. Nie był to plecak obciążony tak jak na rajdzie, bo bałem się o kolana – ważył najczęściej 6-7kg.
Najintensywniejsze i najdłuższe treningi zrobiłem od 5 do 3 tygodnia przed zawodami.
I tu pora na moją ulubioną radę od Stefana. Zapytany jak powinienem biec i jak rozkładać siły podczas zawodów powiedział:
„Musisz biec jak najszybciej wtedy najmniej się zmęczysz!” – zobaczymy jak bardzo uda mi się z niej skorzystać.

[b]Sprzęt[/b]

[url=/xoops/modules/wfsection/html/stuff.htm][b]—> Pełna lista ze zdjęciami, opisami i wagą[/b][/url]

Tak samo jak w przypadku zawodów AR i tutaj trzeba walczyć o każdym gram i kompromis pomiędzy wygodą, a wagą. Tutaj dochodzi jeszcze biwak, gdzie można wypoczywać do woli.
Noce bywają chłodne, a dodatkowo po dużym wysiłku mocniej odczuwa się zimno. Dlatego wybór śpiwora jest kwestią bardzo istotną.
Z początku miałem pomysł, żeby spać w takiej grubszej NRCcie – ALUPACK 330 (patrz zdjęcie). Waga 330g (!), ciepły, nieprzewiewny, ale trzeba pamiętać, że nie oddycha, w związku z tym woda skrapla się w środku. Dodatkowo jest dość hałaśliwy i mało przytulny.
Początkowo zdecydowałem się na śpiwór firmy pajak EXTRA LIGHT (750g). Jednak jego masa w stosunku do komfortu i ciepła pozostawiała wiele do życzenia. W związku z tym zabrałem swój stary i sprawdzony śpiwór puchowy firmy Yeti. Waży co prawda 870g, ale jest ciepły! Zobaczymy jak się sprawdzi na pustyni.
Wyrzucając kolejne „zbędne” rzeczy z plecaka pozbyłem się długich spodni na wieczór, dodatkowych skarpet, szczoteczki do zębów i innych „niepotrzebnych” rzeczy.
Z dodatków z serii lux wziąłem na wszelki wypadek kije do poratowania się w trudnych chwilach. Na szczęście Trail Pole ważą tyle, co nic! Na koniec został mi jeszcze aparat cyfrowy – warto mieć jakąś pamiątkę po takim starcie.
Całość sprzętu razem z plecakiem waży 3537g. Do tego dojdzie jeszcze flara od organizatorów – dodatkowe 360g, czyli 3897g.

[b]Jedzenie[/b]

W czasie przygotowań szybko okazało się, że jedzenie jest najtrudniejsze do zaplanowania, przetestowania i kupienia. Trzeba pamiętać o wysokich temperaturach, w związku z tym odpadają czekoladowe batony, chyba że ktoś chce je wypijać. Trzeba dostarczyć organizmowi około 3000-4000 kCal dziennie, a jedzenie musi być przy tym jak najlżejsze.
Przed zawodami nie tylko robiłem sobie treningi biegowe, ale starałem się symulować zawody: kilka razy przez 3 dni jadłem i piłem tylko to, co potem będę miał na zawodach, a przy tym normalnie trenowałem. Pozwoliło mi to sprawdzić jak mój organizm reaguje na taką dietę, a przy okazji sprawdzałem smak potraw liofilizowanych. Sensacji żołądkowych nie było, ale radości z jedzenia też za dużo nie miałem. Dieta monotonna, a wszyscy naokoło objadają się smakołykami! Ale na pustyni wszyscy będą biedować :-). Te 2500, 3000kCal dziennie przy 8h pracy za biurkiem, a potem wieczornym treningu było wystarczające, ale po 3 dniach byłem już zmęczony. Nie będzie lekko! W dodatku stwierdziłem, że część z liofilizowanych dań obiadowych, moim zdaniem, nie nadaje się do spożycia…
W końcu udało mi się znaleźć właściwe składniki – jak się sprawdzą zobaczymy na zawodach.
Śniadania i część kolacji stanowią kaszki dla dzieci. Wybrałem kaszkę mleczno-ryżową z kakao i mleczno ryżową z bananami, obie firmy Nestle. Waga paczki to 250g.
Obiady to żywność liofilizowana firmy elena. Na podstawie moich testów, należy unikać takich wynalazków jak jajecznica w proszku, bigos, a w szczególności fasolka po bretońsku. Natomiast zupy są bardzo dobre, a przy tym wysokokaloryczne, dlatego zabieram borgacza i zupę gulaszową.
Na trasę zabieram głównie żele energetyczne „x-treme energy gel” firmy inkosport. Dobrze smakują i nie zamulają tak bardzo. Trzeba pamiętać, żeby obficie popić je wodą.
Jako uzupełnienie diety mam batony białkowe („BIO PROTEIN” firmy MLO) oraz batony składające się z orzechów i sezamu połączonych miodem produkcji Tureckiej – do dostania w supermarketach. Wogóle polecam batony orzechowe, ze względu na dobry przelicznik wagi do posiadanych kalorii oraz mniejszy efekt zamulania.
Do picia woda, wieczorem dla uzupełnienia minerałów z dodatkiem „Active Mineral Light” firmy Inkosport – wydajne (opakowanie 300g na 10 litrów wody) i całkiem smaczne.
W sumie wychodzi około 3000 kCal dziennie, co oznacza że mam szansę trochę schudnąć podczas zawodów :-), ale dotrzeć do mety.
Po przeczytaniu [url=http://www.gory.wyd.pl/archiwum.php?art=1512][b]artykułu Joanny Wis[/b][/url] zacząłem się trochę martwić o ilość siniaków od leżenia: „Już po kilku dniach, kiedy ich ciała pozbędą się tkanki tłuszczowej, leżenie na twardej glebie staje się bardzo niewygodne„ 🙂

Rano pierwszego dnia przed startem nie jestem ograniczony wagą. Po raz ostatni zjem prawdziwe śniadanie, czyli banany, kawał buły z dżemem i popije całość gęstym sokiem Tymbarku, zabranym jeszcze z Polski.
Po przybiegnięciu na metę każdego etapu 1/3 kaszki (łatwo się przyswaja, nie trzeba gotować wody i zaspokaja pierwszy głód), chwila odpoczynku przerywana batonami i dużą ilością wody, a później obiadokolacja w postaci zupy gulaszowej lub bogacza.
Śniadanie to 2/3 kaszki, pozostałej z dnia poprzedniego – dzięki temu nic nie będzie mi się rozsypywało po drodze.
I tak dzień, po dniu, dzień, po dniu….

Plan jedzeniowy wygląda mniej więcej tak jak poniżej. Uwaga: nie obejmuje to śniadania pierwszego dnia. Waga kaszki liczona jest w dniu kiedy ją otwieram (czyli każdego dnia po skończeniu etapu).
(dzień, przewidywana liczba km, ilość kCal, waga w gramach)
niedziela 25km 2009 511
poniedziałek 30km 2845 556
wtorek 30km 2894 556
środa 76km 2259 656
czwartek wolny 3310 400
piątek 42km 3124 590
sobota 20km 984 80

W sumie zabieram ze sobą 17425kCal, ważących 3349g + jakieś 300g waga samych opakowań, czyli 3649g.

Całkowita waga plecaka, pierwszego dnia przed startem bez picia (butelka 1,5l):
Sprzęt: 3897g
Jedzenie: 3649g
Suma: 7546g

[b]Skąd pomysł startu[/b]

O zawodach myślałem już od kilku lat. Znalazłem je kiedyś w Internecie i bardzo spodobała mi się formuła. Chwilę potem wystartował w nich Stefan, potem jeszcze Michał Kopczewski i zacząłem się zastanawiać, że może już pora żebym i ja sprawdził się na pustyni?
Uwielbiam rajdy przygodowe – ich zespołowość, zmienność dyscyplin, więc skąd pomysł na sam marsz i to bez moich wspaniałych towarzyszy z napieraj.pl?
Wyszedłem z założenia, że trzeba spróbować wszystkiego!

[b]Moje oczekiwania[/b]

Jadę ukończyć ten rajd, nazywany przez wielu najtrudniejszym na świecie. Zobaczymy na ile pozwoli mi pustynia, ale na pewno dam z siebie wszystko!

Na pustyni nakłada się na siebie bardzo wiele czynników, które czynią ten rajd tym jednym z najtrudniejszych:
– temperatura – ciężko w Polsce i to o tej porze roku przyzwyczaić się do palącego słońca i wysokiej temperatury. Chcąc jakoś przyzwyczaić skórę do słońca, spędziłem trochę czasu na solarium, żeby nie jechać zupełnie bladym. Jakoś nie czułem się najlepiej w salonach piękności wśród odstawionch kobitek pytając się czy można skorzystać z solarium, ale po kilku razach jakoś się przyzwyczaiłem. Takie solarium to straszne nudy, ale robiłem to w słusznej sprawie 🙂
Jeśli chodzi o temperaturę, to nie będę miał wyjścia i liczę na to, że szybko się przystosuje. Regularne picie jest dla mnie nawykiem z rajdów, więc nie powinienem mieć problemów z odwodnieniem. Dodatkowo będę łykał tabletki z solą, pił Gastrolit (środek stosowany przy odwodnieniach) oraz napój izotoniczny „Active Mineral Light” firmy Inkosport.
– obtarcia – piach podobno wdziera się wszędzie…. Należy regularnie wysypywać nadmiar piachu z butów. Buty powinny być o jeden dwa numery za duże. Dodatkowo biorę stuptuty (amerykańskiej firmy – nazywają się MiniGaiters) które mają chronić moje stopy przed nadmiarem piachu.
Ale problem obtarć dotyczy nie tylko stóp, dlatego niezbędny może się okazać [url=/xoops/modules/wfsection/article.php?articleid=24][b] sudocrem[/url][/b]. Częste są też przypadki obtarcia pleców i ramion od plecaka. Jakoś trzeba będzie z tym żyć. Miałem już zmasakrowane nogi na kilku rajdach, więc wiem mniej więcej, czego mogę się spodziewać. Nie tego boję się najbardziej. Najbardziej boję się kontuzji!
– kontuzja – kolano lub ścięgna, czyli coś, co w ciągu ostatniego roku się odzywało. Ból jest bardzo duży i skutecznie uniemożliwia bieg lub szybkie poruszanie się. Miejmy nadzieję, że to mnie ominie! W końcu dodałem trochę masy mięśniowej i wszystko powinno być OK! Zgodnie z zaleceniami lekarza po treningach stosuje zimne okłady na kolana i wygląda na to, że dobrze im to robi!

[b]Wielkie postacie Maratonu Piasków[/b]

Maraton odbywa się od 1986 roku i wystartowało już w nim ponad 6 000 osób. 30% zawodników powraca w następnych latach by po raz kolejny przeżywać zmagania z pustynią.
14 km/h to najwyższa średnia prędkość osiągana na rajdzie – z tą prędkością zmierzają do mety bracia Ahansal. Lahcen (33 lata) i Mohamad (31) zajmują tu zazwyczaj pierwsze dwa miejsca. Lahcen wygrywał już 7 razy. Po raz pierwszy wystartował w 7 edycji i mając zaledwie 20 lat zajął 3 miejsce. Potem wracał trzykrotnie, dwa razy zajmując 5 miejsce, a raz wycofując się. W pierwszych startach najwięcej problemu sprawiał Lahcenowi najdłuższy etap maratonu, więc ćwiczył ciężko właśnie ten element. Po pięciu próbach w końcu zwyciężył po raz pierwszy, a rok później zwycięstwo odebrał mu jego brat Mohamad.
Jednak od tamtej pory nikomu innemu nie udało się wyprzedzić Lahcena Ahansala. Jego sekret jest podobno prosty: celem numer jest dla niego Maraton Piasków i cały rok ciężko przygotowuje się do niego.
Dla kontrastu najmniejsza średnia prędkość to 3 km/h.
Najmłodszy zawodnik, jaki ukończył MdS miał 16 lat, a najstarszy 78!

Warto również przyjrzeć się czasom na poszczególnych etapach. Etap maratoński (42km), który jest zaraz po najdłuższym etapie najlepsi pokonują w niecałe 3h! Z plecakiem, po trudnym terenie i w piekielnym upale mając w nogach ponad 150km z wcześniejszych etapów.

[b]Jak się zapisać?[/b]

Można zapisać się albo bezpośrednio u organizatorów – francuskiej firmy AOI, albo poprzez ich reprezentantów w innych krajach. W Polsce nie ma AOI, a najbliższy oddział jest w Niemczech.
Francuzi są dość specyficzni – kiedy wypełniłem po raz pierwszy formularz zgłoszeniowy na stronie, przysłali mi pocztą formularze z poprzedniego maratonu, a wszystko trwało około 3 tygodni. Po ponowieniu mojej prośby przez ten sam formularz i poparciu jej mailem, dostałem po kolejnych 3 tygodniach właściwe formularze. Po wypełnieniu i odesłaniu do Francji przyszła pora na kolejną porcję problemów. Marie, odpowiedzialna po stronie AOI za obsługę zagranicznych zawodników niechętnie odpowiadała na maile i najczęściej potrzebowała kilku maili z przypomnieniem, a dwa razy konieczny był telefon. Raz docierałem do nich przez AOI z Hiszpanii, bo przez 3 tygodnie mail milczał!
Dlatego znacznie lepiej jest zapisać się przez ich reprezentantkę w Niemczech – Anke.
Przesympatyczna kobieta, która już po raz 11 będzie startować w Maratonie Piasków. W związku z tym jest prawdziwą skarbnicą wiedzy na temat zawodów.
Anke zaproponowała żebym zrezygnował z lotu z Paryża, zamieniając to na samolot z Berlina + 3 dodatkowe dni na miejscu na aklimatyzację! A wszystko w tej samej cenie.
Anke niestrudzenie odpowiadała na wszystkie moje mailowe pytania i wątpliwości. Świetnie mówi po angielsku, francusku i oczywiście po niemiecku.

[b]Koszty startu[/b]

Wpisowe w 2005 roku wynosi 2530 Euro. Do tej sumy trzeba jeszcze doliczyć koszty sprzętu i jedzenia, czyli dodatkowych kilkaset euro. Jeżeli chce się wysyłać informacje z trasy, trzeba zapłacić niemało za telefon satelitarny. Szczegółowy kosztorys przedstawię pewnie po zawodach. Wpisowe obejmuje przelot z Paryża, ale można z niego zrezygnować (wpisowe mniejsze o 400 euro).

[b]Ważne adresy:[/b]

AOI France – oficjalni organizatorzy zawodów:
http://www.darbaroud.com
Email: aoi@darbaroud.com

Niemiecki przedstawiciel AOI
http://www.laufenderleben.de/
Anke Molkenthin anke.molkenthin@laufenderleben.de

Wskazówki i uwagi przedstartowe

To są informacje przesłane przez Anke, żeby wiedzieć, czego się spodziewać na miejscu:

Maroko leży w Afryce, co oznacza, że:
Słowo ważne jest bardzo relatywne
Słowo punktualnie nie istnieje w języku arabskim
Czas jest czymś bliżej nieokreślonym, a zegary słoneczne różnie działają…

Duże podziękowania dla:
– Tomka Pryjmy z firmy Emmet,
– Stefana Stefańskiego,
– Artura Kurka,
– moich Koleżanek i Kolegów z pracy,
– mojej Żony i Córeczki,
którzy bardzo pomogli mi w przygotowaniach do zawodów!
Obiecuje dać z siebie wszystko!

[b]Warto poczytać:

[url=/xoops/modules/wfsection/article.php?articleid=49] Joanna Wis „Maraton Piasków – wspomnienie z pustyni” [/url]
[url=http://www.gory.wyd.pl/archiwum.php?art=1512]Joanna Wis „Maraton Piasków” [/url]
[url=http://www.raidrunner.com/18mds/matos18.htm]Francuska strona o przygotowaniach do MdS (ciekawe zdjęcia i sprzęt) [/url]
[url=http://adrenalina.onet.pl/1118092,0,0,rajdy.html]Relacja Michała Kopczewskiego z 18 MdS [/url] [url=http://www.geocities.com/huzefa_mehta/mds.html]
Dziennik jednego z uczestników 16 Maratonu [/url][/b] – po angielsku

O Autorze

Gaweł Boguta

Ojciec portalu napieraj.pl, zawodnik rajdów przygodowych, biegacz ultra, kajakarz. Startował kilkukrotnie w prestiżowym Marathon des Sables, ma na koncie wynik poniżej trzech godzin w maratonie i udział w wielu zagranicznych rajdach, między innymi w Czechach, Słowenii i Kostaryce.

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany