[size=x-large]Adventure Race Slovenia 2006 [/size]

[b]Relacja Gawła Boguty (napieraj.pl)[/b]


[b]Trasa[/b]
Etap 1
8km biegu na orientację po mieście z mapa 1:10000. Dostajemy dwie mapy i możemy się rozdzielić, ale tylko na jednej mapie są naniesione PK. Trzeba je przerysować na drugą mapę
Pływanie 1,3km – płynie cała drużyna na drugą stronę jeziora, następnie powrót – połowa drużyny wraca wpław 1,3km , druga kajakiem 2,1km.
Etap 2
Rower 49km z etapem na orientację na mapie 1:15000, gdzie trzeba się rozdzielić – dostajemy dwie mapy z różnymi punktami. Jedna z tras jest o 20% dłuższa niż druga.
Na tym odcinku zadanie specjalne – zjazd z mostu.
Etap 3
25km trekking a na koniec orientacja na mapie 1:15000, znów można się rozdzielić, ale trzeba samemu nanieść punkty na drugą mapę.
Etap 4
55km rower, z czego jeden przelot ma ponad 42km!
Zjazd do jaskini i wyjście po linie.
Około 2km odcinek rzeki, w zamyśle hydrospeed na dętkach, w rzeczywistości spacer po wodzie i ciągnięcie naszych rzeczy w wodoszczelnych workach.
Etap 5
43 trekking w wysokich partiach Słowenii + orientacja 1:10000 – całość pokonuje tylko jeden zespół, Nike ACG Squad. I tylko oni bawią się w canyoning na tym etapie. Reszta drużyn wykonuje większe bądź mniejsze skróty.
etap 6
65km rower, przewożenie roweru i sprzętu na dętkach, około 400m po jeziorze.
20km kajaków, po malowniczej rzece, w międzyczasie zjazd po linie do kajaka.

Organizator podał wszystkie odległości w linii prostej, a nie wg optymalnych wariantów! W związku z tym cała trasa wyszła znacznie dłuższa niż się pierwotnie wydawało. Całość rowerów napieraj.pl to ponad 250km pedałowania!
Trasa była pomyślana tak, że wymagała strategicznego podejścia: podziałów zawodników drużyny, rozdziału PK w częściach biegów/jazdy na orientację. Zarazem była tak poprowadzona, że można było wybierać pomiędzy wieloma wariantami.

[b]Pogoda[/b]
Pogoda w czasie rajdu, typowa dla tutejszych zawodów. Przygotowania w nieznośnym upale, start w słońcu, po czym do końca dnia ulewy i znaczny spadek temperatury. Ratują nas leciutkie kurtki przeciwdeszczowe Marmota, które ze względu na ich niską wagę przez cały rajd mamy przy sobie. W deszczową noc nieocenione okazują się również ażurowe buty Merrell’a Reactor Ventilator II – szybko mokną, ale równie szybko wysychają, dzięki temu stopy nie zaparzają się w wysokich temperaturach.

[b]Polskie drużyny na rajdzie:[/b]
Davis Trezeta AT
Napieraj.pl

[b]Na trasie[/b]
Głowę mam zwieszoną, idę równym tempem i przyglądam się nierówno położonemu asfaltowi. Z każdej plamy na ziemi wyłania się wyraźny kształt: słonie przy wodopoju, cyrk z klaunami, przedziwne twarze. Takie halucynacje drugiej nocy to nic dziwnego. Lubię je nawet i dobrze się z nimi bawię. Na obraz rzeczywistości nakładają mi się senne wizje. Dopóki nie szukamy punktu kontrolnego i nie dostrzegam go za każdym krzakiem, nie ma się co przejmować.
Asfalt wydaje się jednak nie kończyć, a stopy pieką coraz bardziej. Jeszcze tylko parę kilometrów i będziemy na przepaku. A tam chwila na przebranie się, jedzenie i dalej w drogę, już na rowerach, na ostatni etap zawodów. Ciekawe czy uda mi się usiąść na siodełku? Kiedy przed wyruszeniem na etap pieszy żegnałem się z moim rumakiem, wcale nie miałem ochoty więcej go dosiadać. Ale nie będę miał chyba innego wyjścia…

Ola, z którą starujemy po raz pierwszy, nie czuje się najlepiej. To dopiero drugi jej start w zawodach AR. Ani ona, ani my nie wiemy na jak długo wystarczy jej sił i determinacji.
Po tym jak nie zdążyliśmy na limit czasowy i organizatorzy skrócili nam trasę, nasz duch bojowy trochę osłabł, a tempo i determinacja spadły. Ja swój kryzys postanowiłem przemilczeć i snuć się spokojnie za resztą, obserwując ich nastroje. Na szczęście na kolejnym punkcie dowiadujemy się, że tylko jedna ekipa została puszczona na całą trasę, a wszyscy pozostali poszli mniejszymi bądź większymi skrótami. Ta informacja dodaje nam siły – musimy bez względu na wszystko dotrzeć do mety. Ponieważ każda drużyna idzie inną trasą, to tam dopiero zapadną rozstrzygnięcia co do zajętego miejsca.

Niestety projekt tegorocznej trasy to spory błąd organizatorów. Okazuje się, że odległości liczone są po liniach prostych, a nie wg optymalnych wariantów. Dodatkowo limity czasowe, dopuszczające do przejścia całej trasy są tak ostro ustawione, że tylko Nike ACG Squad pokonuje całość. W związku z tym rywalizacja kończy się tak naprawdę w sobotę o godzinie 15.00 (po 30h zawodów) – limit dopuszczający do przejścia całego II odcinka trekkingowego. Od tego momentu nie wiadomo, kto ile km ma za sobą i które zajmie miejsce, pozostaje więc walka z samym sobą, a nie z innymi drużynami.

Ale powróćmy na trasę. Przed nami ostatni etap rowerowy, przerywany kajakami. Czeka nas jeszcze sporo podjazdów, a mamy już za sobą 180km mocnych rowerów.
Na przepaku spędzamy prawie godzinę. Ola śpi, my w tym czasie szykujemy rowery i pakujemy potrzebne rzeczy. Przed świtem chcemy zdrzemnąć się jeszcze 15 minut, po pierwszym podjeździe, już poza hałaśliwym przepakiem.

Na trasie nasze nastroje ciągle się zmieniają. Moc też zmienia się szybko. Raz pędzimy pełni sił, by za chwilę robić przerwę na złapanie oddechu. Tempo jest rwane, ciężko nam wpaść w rytm. Dochodzi jeszcze awaria siodełka Adama – śruba jest pokrzywiona i nie daje się jej dokręcić. Już do końca będzie musiał jechać z ruszającym się siodełkiem. Do tego żar lejący się z nieba nie daje nam chwili wytchnienia.

W końcu zjeżdżamy na niziny. Na asfaltach poruszamy się już bardzo szybko, jadąc gęsiego na kole. Dopadamy do zadania specjalnego, na którym musimy przewieźć kilkaset metrów po jeziorze cały nasz sprzęt z rowerami włącznie na dętkach samochodowych.
Woda daje przyjemny chłód, ale tylko na chwilę. Wyskakujemy z wody i jedziemy na kajaki. Moja ulubiona dyscyplina na rajdach, niestety niedoceniana przez niektórych organizatorów. Dostajemy do pływania wspaniałe, stabilne sitOnTop’y – otwarte kajaki pozwalające pływać nawet po dość trudnych rzekach, bez większych umiejętności.
Rzeka jest przepiękna. Ma szybsze momenty i duże spadki wśród gór kamieni, jak i spokojniejsze fragmenty. Nieufnie podchodzę do stromych bystrzy usianych kamieniami. Na górskich rzekach ostrożnie podchodziliśmy do takich miejsc, częściej je obnosząc niż spływając. Tak też robimy i tutaj, dopóki nie widzę jak inna drużyna na pełnym pędzie wpływa w środek głazów i … i nic się złego nie dzieje! Tak też pokonujemy każdy następny trudniejszy moment. Na tych kajakach nie sposób się wywrócić. Woda po prostu przelewa się przez pokład i to wszystko.

W końcu dopływamy do końca i po raz ostatni wsiadamy na rowery. Wydaje się, że już nic nie powinno nam przeszkodzić w dotarciu do mety. Ponieważ kończy nam się picie, postanawiamy zrobić krótką przerwę w barze. Dobrze nawodnieni ruszamy w dalszą drogę i zaczynamy liczyć odległości i czas, który pozostał nam do zamknięcia mety. Nagle okazuje się, że nie powinniśmy być aż tak beztroscy i że możemy nie zdążyć na czas!

Tętno przyspiesza, prędkość wzrasta. Jesteśmy już na trasie ponad 50 godzin, szkoda by było nie zdążyć teraz na limit czasowy.

Adam bezbłędnie nawiguje do punktu, jaskini w której trzeba znaleźć punkt kontrolny. Wszystko idzie sprawnie, pojawiają się jednak różne koncepcje dojazdu do mety. Okazuje się, że od mety dzieli nas jeszcze całkiem spory podjazd, co prawda asfaltowy, ale wydaje się najstromszy ze wszystkich! Do tego ten żar lejący się z nieba. Jakoś dajemy radę, w końcu to ostatnie 8 kilometrów.

W końcu po 58 godzinach napieranie i 25 minutach snu wpadamy na metę. Organizatorzy jak zwykle przygotowali coś ciekawego na koniec. Ostatni punkt na mecie znajduje się kilkanaście metrów od brzegu na kajaku. Wszyscy wskakujemy do wody w ubraniach. Ola pięknym delfinem przegania nas wszystkich i już czeka na nas na kajaku. Dalej już tylko szampan, uroczyste zakończenie i seeeeeeeeen. Dopiero wieczorem na zakończeniu dowiadujemy się, że zajęliśmy piąte miejsce!

Słowenia jest piękna, a organizacja zawodów na dobrym poziomie, dlatego zachęcamy do startów tutaj! Co roku na rajd przyjeżdżają Polskie ekipy i co roku plasują się wysoko w rankingach. Miejmy nadzieję, że tak będzie również za rok.

[b]Zobacz również:[/b]


[url=/xoops/modules/news/article.php?storyid=540]Relacja na żywo[/url]

[url=http://www.adventurerace.si]Oficjalna strona zawodów[/url]

[url=/xoops/modules/wfsection/article.php?articleid=64]Relacja z 2004 roku[/url]

[url=/xoops/modules/news/index.php?storytopic=21]Newsy z poprzednich lat[/url]

[url=/xoops/modules/xcgal/thumbnails.php?album=45]Galeria[/url]

O Autorze

Gaweł Boguta

Ojciec portalu napieraj.pl, zawodnik rajdów przygodowych, biegacz ultra, kajakarz. Startował kilkukrotnie w prestiżowym Marathon des Sables, ma na koncie wynik poniżej trzech godzin w maratonie i udział w wielu zagranicznych rajdach, między innymi w Czechach, Słowenii i Kostaryce.

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany