Zawsze się zastanawiam, co jest innego, co wyróżnia dany ultra dystans. Jak już doświadczenie własne mi podpowiada, każdy bieg jest inny i do każdego trzeba zawsze podchodzić indywidualnie. Każdy zaskakuje czymś, jakimś elementem, wzniesieniem, ostrym zbiegiem, naprawdę mocno kamienistymi podejściami, bardzo niską temperaturą gdzieś wysoko jeśli chodzi o zimowe edycje, błotem itd. Czułem w sobie, od grudnia zeszłego roku, lekki niedosyt po zimowym Nadleśniku, więc chciałem jeszcze raz skosztować tego smaku.

Jak każdy dystans ultra, ale ten powyżej 80, albo inaczej, mający swój start w nocy, ma swój urok. Noc, księżyc, chmury, świat zatopiony w nocnym odpoczynku i my. No więc my,zawodnicy, grupka około może 40 osobowa ,startująca o czwartej w nocy, którzy nie mieli jakiegoś powiedzmy ekstrawaganckiego startu jak na dużej imprezie, ale to nie było istotne.

Już jeden błąd popełniłem – nie wysypiając się. Tu startując, miałem za sobą zaledwie 2,5 godziny snu czyli właściwie powiedzmy lekki wypoczynek dla ciała i umysłu. Jestem świadom, że braki odbiją się na trasie. Pierwsze podejścia i pierwsze metry są ciężkie z uwagi na nachylenie, ale wiedziałem co mnie czeka i chciałem tego. To jest trasa gdzie wszystko w tobie będzie żyło. Dodatkowym błędem, a może i nie błędem, był brak kijków, ale już na starcie powiedziałem sobie, że jest to trening bez tegoż sprzętu. Od razu widzę, że czołówka , którą pożyczyłem od znajomego już przed startem, nie ma mocy wystarczającej aby oświetlić aktualny teren – czy to kolejny błąd? Tutaj godzina startu jest pewnego rodzaju zbawieniem, bo do świtu niedaleko a jeśli zahaczymy o wieczór to jakoś sobie poradzę – będzie chrzest nocny z uwagi na brak czasu aby czołówkę montować na głowie.

Kiedy dzień na Nadleśniku wstaje, świat pięknieje. Te doliny, miejscowości, mgła unosząca się w powietrzu i słońce Click To Tweet

Specyficzne punkty odżywcze

Ten dystans miał bardzo specyficzne punkty odżywcze. Dlaczego? Nie ma, jak na wielu biegach górskich, długich stołów z pożywieniem. Jest tylko to co się zmieści na jednym stoliku, albo go nie ma. To, czym możesz się pożywić leżało w udostępnionym bagażniku samochodu jeśli chodzi o pierwszy punkt. Nie ma poustawianych kubków z wodą czy izotonikiem. Jeśli chcesz, masz swój kubek więc zawsze możesz poprosić o dolewkę. Tak więc woda, izotonik o smaku Mochito, cola, to tyle jeśli chodzi o płyny. Szczerze powiedziawszy na niektórych punktach widać brak kobiecego ciepła i zwyczajnego zaangażowania wolontariuszy. Czy to tu taki charakter zawodów? No fakt, nie będziemy tu na punktach gościć niewiadomo jak długo, tu trzeba robić swoje, zawijać nogami.

Kiedy dzień w górach wstaje, świat pięknieje. Te doliny, miejscowości, mgła unosząca się w powietrzu i słońce, które codzienne z taką determinacją usilnie nagrzewa to całe podwórko zwane ziemią. Jedyne co możemy to cieszyć się takimi widokami.

DSC00477

Kilka razy biegnąc trasą naszego „nadleśnika”, straciliśmy z oczu taśmę oznaczającą trasę. Była więc albo troszeczkę słabo oznakowana, albo już ktoś po oznakowaniu zaopiekował się niektórymi kawałkami taśmy w negatywnym znaczeniu. W takich momentach, nie pozostaje nic innego jak uruchomić wgraną trasę i cofnąć się do właściwego zakrętu. Tak więc, za chwilową nieuwagę zgubienia tasiemek płaciliśmy dodatkowymi metrami i oczywiście czasem, który mógłby być lepszy na mecie.

Pamiętam doskonale jeden bardzo ciężki odcinek na powiedzmy 1/3 całej trasy. Mowa tutaj o dojściu do pierwszego punktu kontrolnego. Wiesz, gdy zawodnik widzi bardzo mocne zejście/zbieg to pierwsze co przychodzi do głowy, to radość chwilowa – nie ma podejść – uff. Jednak każda sprawa ma dwie strony a w tym przypadku tą drugą jest świadomość, że na dole czeka go wspinaczka, a ta wspinaczka była ostra akurat na tym kilometrażu i szczerze była jedną z najtrudniejszych gdy dodatkowo nie ma się kijów. Potem to wiesz, lecisz cały czas, słońce ogrzewa, trzeba zrzucać zbędne ubrania.

Ciepła herbata z biszkoptami

Bardzo miłym zaskoczeniem na tej trasie okazała się osoba z ciepłą herbatą i biszkoptami nieopodal 40km – bardzo duży łyk ciepłej herbaty albo jak ktoś woli czegoś ciepłego naprawdę dobrze robi. Po takim punkcie nic tylko zasuwasz do przodu a kolejny punkt mieszczący się już nieopodal, bo na ok 50km cieszy. Czy były kryzysy? Na trasie, nie miałem, potem też nie. Delikatnie zmęczenie dopadło na punkcie 60km gdzie ograniczeniem był limit 11h. Kumulacja całego biegowego roku ultra. Tutaj delikatnie dłuższa przerwa na aż dwie dobre kawki z mlekiem.

DSC00478

Organizator wspominał, że teraz będzie dosyć długie podejście czyli tak jak słyszeliśmy na odprawie – wisienka na torcie. Spodziewałem się ostrzejszego podejścia i tak jak kiedyś już pisałem, że nigdy nie zatrzymuje się na podejściach, to tak również było i tym razem. Na górze łyk wody z elektrolitami i biegniemy. Zostało dwadzieścia kilka kilometrów i duży zapas czasu. To raz ty wyprzedzasz, to za parę chwil sytuacja się zmienia. Takim sposobem doganiam Asie i bez marudzenia pokonujemy dobre 15km. „Dawaj – trzeba urwać tę dychę”. ”Dawaj – jeszcze tą dziewiątkę też”. ”Jest już niemało żeby urwać i tę ósemkę”. Tak, silna motywacja, bo lepiej przycisnąć, żeby potem mieć ten spokój psychiczny.

W totalnej ciemności

Został nam już ostatni mały punkcik żywieniowy i 6km do mety i można było po części wyluzować, ale coś czułem, że nie można, że trzeba jeszcze bardziej napierać. Intuicja mi mówiła, że po tych ostatnich górkach, pomimo leżących drzew, zbiegów, przejścia przez rzeczkę, potem znów do góry, trzeba ostro i mocno jeszcze. Nie zwalniać. Bez czołówki w las, w totalnej ciemni. Wspinaj się na ostatnie wzniesienie i jeszcze szukaj po drodze ostatniego punktu kontrolnego. Szczerze, hard, ale extra hard, i naprawdę warto to przeżyć. No a potem wśród drzew szukanie tasiemek i bardzo, bardzo ostry zbieg do mety.

Jak widzisz miejscowość, ludzi, płot dzielący Cię od linii mety, to jest to tak jak zawsze. Nie ważne co było na trasie. Z jakimi kryzysami się mierzyłeś, czy mierzyłaś. Jedyne co czujesz to może trochę nogi a reszta. Woooooow, nie wierzę, woow. Co tu powiedzieć innego. Każdy inaczej i na swój indywidualny sposób to przeżywa i niech tak zostanie.

lib-l_2018_wiosna_um

Zastanawiasz się nad startem w przyszłym roku? Odwiedź stronę biegu.

O Autorze

Mateusz Hyski

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany