[size=x-large]Bergson Winter Challenge 2006 – trasa Speed[/size]

Damian ‚Drewniacki’ Gruszecki

[i]Piotrkowi- najlepszemu napieraczowi z jakim dotąd startowałem[/i]


[b]Karpacz 21:30[/b]

„Ty ch… nazwałeś mnie złodziejem!” Piotrek trochę chyba zbity z tropu, bo przecież nic takiego nie powiedział, ale stoi twardo i z groźną miną. Przestraszony chowam się w kąt i widzę jak Irka (Mapy Ścienne Beata Piętka) aż ręka świerzbi. Widzę, że gdyby nie to, że zaraz zacznie się ścigać, koleś już by miał jego pięść na twarzy. Przez salę chlustnęło piwo, za piwem poleciał kufel miając o włos twarz Piotrka i rozbijając się o ścianę tuż nad głową przerażonej Niemki. Po krótkiej szarpaninie gość leżał już przygnieciony do gleby. Miał być już spokój, jednak po chwili jegomość wrócił domagając się przeprosin. Trudno przepraszać faceta, który próbował ukraść sprzęt zostawiony na chwilę na stole, ale w końcu odpuściliśmy i zgodnie go przeprosiliśmy; trochę zmieszani bo w sumie nikt chyba nie wiedział za co. Kto to potrafi powiedzieć czego się trzeba nauczyć by przetrwać zawody AR?

Rozgrzewka była mocna, ale wróćmy do tematu:
Na starcie wszyscy ruszają szybko (wszak to Speed). Pierwszy punkt biegu na orientację obskakuje chmara zawodników i każdy próbuje się do niego dorwać. Ponownie się okazuje, że ważniejsza w AR bywa siła pięści nad siłą łydki. Tempo szybkie, sam czuje gorącą atmosferę. Biegniemy za szybko – Piotrek każe zwolnić. Nawigacja prosta, lecz nie daję się wybić z rytmu i spokojnie popełniam błędy. Zbiegamy z ostatniej górki za jakimś ogromnie krzykliwym zawodnikiem 😉 Mieliśmy być w pierwszej dziesiątce – jesteśmy czternaści. Też dobrze.

[b]Niebieski szlak do „Samotni”. Około północy [/b]

Lubię podejścia. Lubię wyprzedzać na podejściach. A w Karkonoszach podejść jest dużo. Korzystam z tego, że mam jeszcze siły (i po młokosku wydaje mi się, że nigdy ich nie zabraknie) i wyprzedzamy cały zestaw zespołów. Od wejścia w śniegi przy głównej grani zaczyna wiać i jest nieprzyjemnie. Piotrek jednak trzyma równe tempo więc wszystko co muszę to się za nim trzymać. Droga do schroniska Samotnia myli mi się z zamkniętym szlakiem i bonusowo dostajemy kilka metrów w pionie i kilkaset w poziomie. Ale wciąż jesteśmy w czubie. Chwilę później dzięki Bogu i czołówce nie spadliśmy w przepaść po moim wyborze ścieżki i dalej jesteśmy w czubie. Jednak mimo moich usilnych starań postawienia nas przed drzwiami św. Piotra lub chociaż w końcówce peletonu, Piotrek broni sytuacji. Jeżeli ktoś kazałby mi wymienić najgenialniejszą decyzję wszystkich moich rajdowych kapitanów wymieniłbym właśnie to co zrobił wtedy Piotrek. Zadecydował byśmy założyli rakiety – eureka! Niby nic ale gdyby podjął tę decyzję w jakimkolwiek innym miejscu byłoby źle. A tak zupełnie leciutko mijamy pełno ekip, które pokornie i wolno idą w śniegu po kolana z rakietami na plecach (zastanawiamy się o co im chodzi, ale przecież to zawody). Na grani oczywiście wieje. Trzeba stroić miny – ja na chwilę przestałem ruszać twarzą i mi stwardniała. Idzie dobrze aż do końcówki odcinka. Nagle okazuje się, że nie ma komu przecierać i spora grupka idzie przodem zmieniając się na prowadzeniu. I po co nam było to wyprzedzańsko? Dziewczyny w strażnicy nie nadążają z podbijaniem PK ale i tak nikt się specjalnie nie spieszy. Poza Irem i Darem (Mapy Ścienne Beata Piętka), którzy wybrali lepszy wariant (kiepscy nawigatorzy?) nikt tu specjalnie nie nadrobi. Sztolnie – pierwsze zadanie specjalne – miłe (bo ciepło), ale oprócz schematu podziemi nic nie ma i punktów musimy szukać na czuja. Zbieg do bazy (przepak), choć z rakietami na plecach, to jednak przyjemny.

[b]Kowary – blady świt[/b]

Mimo że mama uczyła mnie – róż i czerwień to kolory, których się „nigdy synku nie łączy”, to jednak nie mogłem się powstrzymać. Przekonani o wielkiej mocy jaka drzemie w legginsach ruszamy dziarsko na kolejny etap. Całe szczęście jadę pierwszy i tylko Piotrek słyszy salwy śmiechu stojących o 5 rano na przystankach, zaspanych ludzi. Tak niewiele trzeba by ich rozruszać…Pierwszy PK – podejście z pchaniem roweru; drugi PK – podejście; trzeci PK – podejście… Panowie organizatorzy, ile można!? Z choroby (chyba tej zwanej chronicznym brakiem formy) prawie rzygam próbując utrzymać się za Piotrkiem. Zielonojabłuszkowy Isostar pomaga jednak na wszystko. Trudne podejście na Skałę Witosa i jeszcze trudniejsze zejście wynagradzają nam ładne widoki. Perspektywa kolejnego targania rowerów odbiera mi siły na podjeździe (a Piotrek jest tak miły by poczekać) i Davis Trezeta Carinthia biorą nas jak dzieci. Razem z Adventurą wesoło pchamy rowerki. Gdy na punkcie kontrolnym wcinam nie wiem którego już batona Piotrek z troską pyta czy nie jestem czasem w ciąży. Chyba faktycznie robię za kobietę w zespole… Na rowerach jesteśmy mocniejsi od naszych odwiecznych rywali, więc mimo moich kilku wywrotek im uciekamy. Asfalt, asfalt, asfalt i o dziwo ładna (czytaj przejezdna) leśna droga do punktu. Nie bardzo nam się chce podjeżdżać – tempo spadło, więc ustalamy, że ten kto pierwszy podjedzie bierze sędzinę. Taka motywacja na mnie działa, więc wygrywam, ale że sędziny są dwie… Cóż. Walczyliśmy o pietruszkę.
Jestem zaskoczony tym jak szybko potrafię zjeżdżać w śniegu i tym jak bardzo to miłe.

[b]Schronisko „Szwajcarka” w samo południe[/b]

Z bazy zabieramy rakiety i kije i tak obładowani pędzimy w Rudawy Janowickie.
Pierwsze kilkaset metrów i śmiechy obsługi uświadamiają nam, że zabieranie rakiet to był wielki błąd. Perspektywa wiezienia ich potem cały rowerowy etap nie nastraja, rakiety więc szybko lądują porzucone w rowie, a nasze modlitwy by nikt ich nie dostrzegł u Pana Boga na biurku. Wszystkie ścieżki są ładnie wydeptane przez obsługę trasy i zawodników Masters. Przed nami pełno zadań specjalnych. Szczególnie do gustu przypadł mi Sokolik – bardzo długi zjazd po linie. Poproszę więcej takich! Zaraz na początku naszej pętli spotykamy Mapy Ścienne Beata Piętka – idą od drugiej strony i już kończą; na pewno wygrają – myślimy (chłopaki chwile później stracą pewne pierwsze miejsce jadąc/pchając z rozpędu na odwołany PK17). Sprawdzanie sprzętu obowiązkowego bardzo przypadło mi do gustu. Przechodzimy bez problemu, pochwaleni za dobry sprzęt już na odprawie w bazie, ale wszyscy oszukiści i skryci niezabieracze linek dostaną po pupie. W miarę zręczna nawigacja pozwala nam względnie szybko uporać się z etapem. Choć na początku było ciężko to etap miły. Na koniec Ola, Magda i Kshysiek dodają nam trochę otuchy i po zbyt długim przepaku ruszamy w trasę ostatniego odcinka.

[b]Porcja asfaltu przed zmrokiem i nocnej bieli[/b]

Dopingowani przez team’owego fotografa dajemy z siebie wszystko. Idziemy mocno. Bardzo mocno. Za mocno. Jak tylko uciekł obiektyw prawie padłem na asfalt i zasnąłem. Drewniacki, kiedy ty w końcu wydoroślejesz? Co za sens się tak zbułować na odcinku 1km po szosie? Ostatecznie guaranna i Jęzor Teściowej dzięki swej zbawiennej sile przywracają mnie do życia i dają tyle mocy by utrzymać się za Piotrkiem. Najpiękniejszy punkt rajdu umieszczony jest w tunelu nieczynnej linii kolejowej. Zamarznięte kaskady lodu i gładkie tafle lodowe robią niesamowite wrażenie. Na jednej się wywracam i klnę pod nosem. Jeden z unktów kontrolnych umiejscowiony jest przy „źródełku” – jego szum tylko dodaje magii temu miejscu. Ale na końcu tunelu orientujemy się, że znaleźliśmy tylko jeden z dwóch postawionych tu punktów kontrolnych. Po telefonie do Pawła (kierownika rajdu) rozpoczynamy powrót tym kilometrowym tunelem. Tym razem wywala się Piotrek i klnie brzydziej ode mnie. Drugi punkt w tunelu jest bardzo widoczny. Jak mogliśmy go przegapić? Zwłaszcza, że mamy prawdopodobnie najlepsze oświetlenie ze wszystkich zespołów… Podjazd na Okraj jest długi i mozolny. Utrudnia go jeszcze śnieżyca. Byliśmy ostatnim zespołem, któremu udało się podjechać – wszyscy za nami, ze względu na grubą warstwę świeżego śniegu, prowadzą rowery. (Jak się potem dowiedziałem podprowadzenie roweru aż tutaj z bazy, zajęło największemu twardzielowi tych zawodów – Grzesiowi Łuczko, pjsport.com – który praktycznie wylazł ze śpiwora by dojechać na Okraj do swego partnera po ich „niedogadaniu się”, ponad 4h. Szacunek!) Zbaczamy z tzw. asfaltu we wcześniej zapamiętanym miejscu i brniemy przez śniegi. Choć w dół to jednak nie bardzo da się zjeżdżać – trzeba pchać. Od Kowar do Karpacza – brzmi jak formalność. Jest tu jednak jeszcze szansa na spory błąd nawigacyjny – atakowanie Kruczych Skał od góry – którą oczywiście wykorzystuje. Piotrek nie bije mnie za to już chyba tylko z uprzejmości. Na metę docieramy jako piąty zespół. Wita nas całkiem pokaźna grupka kibiców – organizatorzy i przyjaciele. Kilka zdjęć, kilka szampanów i spać kątem w pokoju naszej ekipy z trasy Masters.

Jak zwykle oprawa nie zawiodła. Choć cieszę się, że zawody wyniosły się z Kotliny Kłodzkiej, to jednak trzeba przyznać, że zeszłoroczne zakończenie, ze względu na jego miejsce, było znacznie bardziej „dostojne”. W Karpaczu niestety takiego rynku nie ma i nikt poza zainteresowanymi się na nim nie pojawił. Za to porajdowy bankiet pierwsza klasa – ogromny parkiet, który chyba już tradycyjnie wykorzystuje tylko obsługa. Brak sił, chęci, odwagi by być wytkniętym przez „nasze skłócone, skaczące sobie co chwilę do oczu i godne pożałowania środowisko” ;-)? W tej „nieprzyjaznej” atmosferze dobrze się jednak czuję i gadam do pierwszej. Gadałbym i dłużej, ale gdy patrząc na Sławka potrafię już myśleć tylko o łóżku, stwierdzam że cos tu jest nie tak i walę się spać a gdańskiego honoru broni dalej już tylko Kazig. Dobranoc!

Zespół napieraj.pl wystartował w składzie Piotr Dymus, Damian Gruszecki.

[b]Zobacz również


[url=/xoops/modules/xcgal/thumbnails.php?album=40]Galeria zdjęć z trasy Masters[/url]

[url=/xoops/modules/xcgal/thumbnails.php?album=42]Galeria zdjęć z trasy Speed[/url]

[url=/xoops/modules/wfsection/article.php?articleid=140]Relacja zespołu napieraj.pl z trasy Speed[/url]

[url=/xoops/modules/wfsection/article.php?articleid=139]Relacja zespołu pjsport.com z trasy Speed[/url]

[url=/xoops/modules/wfsection/article.php?articleid=143]Wywiad z Justyną Frączek[/url]

Relacja na żywo Trasa Masters:
[url=/xoops/modules/news/article.php?storyid=480]Dzień 0[/url]
[url=/xoops/modules/news/article.php?storyid=481]Dzień 1[/url]
[url=/xoops/modules/news/article.php?storyid=482]Dzień 2[/url]
[url=/xoops/modules/news/article.php?storyid=483]Dzień 3[/url]
[url=/xoops/modules/news/article.php?storyid=485]Dzień 4[/url]
[url=/xoops/modules/news/article.php?storyid=489]Dzień 5[/url]

[url=/xoops/modules/news/article.php?storyid=488]Relacja z trasy Speed[/url]

[url=/xoops/modules/wfsection/article.php?articleid=146]Relacja z trasy Speed zespołu Mapy Ścienne[/url]

[url=/xoops/modules/wfsection/article.php?articleid=139]Relacja zespołu pjsport.com z trasy Speed[/url]

[/b]

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany