Zanim przejdę do propozycji nowozelandzkiego guru AR – Nathana Fa’vae, ćwiczenie z wyobraźni. Polski światek rajdów przygodowych Anno Domini 2025: Biegi ultra w odwrocie, jeszcze nielicznie porywają się na gonitwy po górskich szlakach, ale trend jest jasny: to w rajdach szuka się sukcesu finansowego i prestiżowego. Mistrzostwa Polski, będące eliminacją reprezentacji do Mistrzostw Świata, ściągają niegdysiejszych tuzów ciekania po szlakach. Faworytem jest doświadczony i mocarny team Świerc, Pawlica, Celińska, Łobodziński (jako nawigator), ale w toku pięciodniowej imprezy rozciągającej się od Komańczy po Tatry ustępują, po fenomenalnej walce, ex-reprezentacji Polski w BnO. To Kowalski, Dwojak, Faron, Parfianowicz zgarniają tytuł, by polecieć kilka miesięcy później do kolebki rajdów – Nowej Zelandii, na rajd transmitowany przez Discovery Channel i Eurosport. Fikcja, bełkot, bzdura? Nie dla Fa’aave.

 

 

To właśnie dziarskiemu Fa’aave, który w ubiegłym sezonie powrócił do zawodowego ścigania po kilku latach dosyć aktywnej emerytury, zawdzięczamy obecnie pomysł powołania Mistrzostw Świata w Rajdach Przygodowych, w którym startowałyby drużyny narodowe. To – o dziwo – pomysł wcale nie nowy. Gdy ekspedycyjne imprezy telewizyjnego magnata Roba Burnetta przyciągały przed ekrany telewizorów miliony, tej ekscentrycznej osobowości zamarzyło się włączenie AR do… programu igrzysk olimpijskich w Londynie. Warunek jaki postawił Międzynarodowy Komitet Olimpijski (poza oczywistą procedurą) był jeden: zmiana struktury startowej z teamów sponsorskich na narodowe.

Nathan Fa'avae

Eco Challenge eksperymentuje

Gdy stojący  – jak zawsze-  w wełnianej koszuli i okrągłym kapeluszu Rob Burnett dawał sygnał do startu w 2001 roku w Nowej Zelandii miał przed sobą eksperymentalne zestawienie zespołów li tylko narodowych, dumnie prężących do kamer nie dziesiątki logotypów sponsorskich, a flagi państwowe. Eksperymentalna propozycja spotkała się protestami wielu zespołów, ale już rozmach samej imprezy, której dzięki sklarowaniu reguł i łatwiejszemu objaśnianiu zasad udało się pozyskać znacznie większą atencję, przerósł oczekiwania najzagorzalszych antagonistów narodowego AR. To jednak i tak nie uchroniło cyklu Eco Challenge od rychłej śmierci, na którą złożyło się wiele innych czynników.

Kolarski wzór

Dla Fa’avae, który niejedno w tym sporcie widział i jest chodzącą (ba, rywalizującą wciąż na najwyższym poziomie) encyklopedią, obecna zapaść AR jest nie do przyjęcia. Poza Mistrzostwami Świata i sporadycznymi edycjami pucharu świata, wszystkie imprezy mają generalny problem z przetłumaczeniem rywalizacji dla np. telewizyjnych kanapowców i zainteresowanych sportem mas. Jak bowiem wytłumaczyć ciągłość mistrzostw świata, gdy większość teamów zmienia z roku na rok sponsora lub dokonuje roszad w składach. Czy Thule z Ryśkiem Ussherem i Eliną Ussher to ten sam team, co z Jacky Boisset i Mimi Gulliot? Za wzór do naśladowania w tym kontekście uważa Nowozelandczyk kolarstwo, w którym  startują zespoły sponsorskie. To jednak nie przeszkadza zawodom Mistrzostw Świata, Pucharu Świata i Igrzysk Olimpijskich nieść rangę najważniejszych.

Nathan Fa'avae nawiguje swoją ekipę przez brazylijską dżunglę

 

Westchnienia za dawną wielkością

Nathan Fa’avae jest obecnie jednym z kilkorga zawodników pamiętających lata chwały Adventure Racing, jednocześnie wciąż startujących. Ta pamięć zdaje się być motywem przewodnim w jego próbie zmiany reguł przeprowadzania Mistrzostw Świata. Widząc jakie problemy z – najprościej rzecz ujmując – sprzedaniem formatów swoich imprez mają chociażby organizatorzy zawodów Godzone czy Mistrzostw Świata, wystosował taką propozycję do szefostwa cyklu Adventure Racing World Series. Jaka jest reakcja? – Bierzemy to pod rozwagę – odpowiadają oficjele.

A jaka jest Wasza opinia?

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany