Jeszcze dwa lata temu niewiele osób o niej słyszało. W czerwcu Mirosława Witowska została mistrzynią Polski na trasie Biegu Marduły. Ten sukces otworzył jej drogę do dalszego rozwoju. Znalazła sponsora (Salco Garmin) i marzy o podboju wysokich gór.

Od dziecka rodzina i znajomi mówią na nią Miśka. Tak jej zostało, choć bliżej jej do kozicy górskiej. Tym bardziej, że mieszka w Zakopanem. 10 minut od najbliższego szlaku, godzina biegu dzieli ją od wyższych partii gór. Pochodzi ze sportowej rodziny. Mama była łyżwiarką szybką, tata i brat narciarzami. Co mogła więc robić Miśka w szkole? Też trenowała narciarstwo alpejskie. Nie chciała jednak poświęcić się tylko sportowi. Na studia wyruszyła do Krakowa. Na Uniwersytecie Jagiellońskim została rusycystką, socjologiem i… przypomniała sobie o górach. W mieście wawelskiego smoka i smogu zaczęła tęsknić za Tatrami. Wracała w nie jak najczęściej. Spacerowała. Coraz dalej, szybciej. Potem na tyle szybko, że można to już było nazwać bieganiem…

Fot. Mefedron Photography – Dominika Szostak

Oskar Berezowski: Podobno trenujesz dosyć nietypowo jak na krajową czołówkę. Na czym to polega?
Mirosława Witkowska: Może na tym, że intensywne treningi zaczynam mniej więcej w marcu.

A do tego czasu leżysz na kanapie i zbierasz się do wyjścia z domu?
Wręcz przeciwnie. Całą zimę intensywnie pracuję zjeżdżając tyłem w pługu, w dół stoku.

Brzmi interesująco. Opowiesz coś więcej o tej profesji?
Hmmm… Jestem instruktorką narciarstwa. Uczę dzieci i po całym dniu takiej pracy nie do końca mam jeszcze siłę wyjść na trening. Z resztą nie wiem, czy gdybym zaczynała treningi do sezonu letniego już w listopadzie, to czy teraz nie miałabym dosyć biegania. Zupełnie się nie usprawiedliwiam. Lubię to, co robię. Dużą przyjemność sprawia mi praca z ludźmi.

To szybko dochodzisz do formy. W marcu zaczynasz trenować, w czerwcu zdobywasz 1 miejsce na Mistrzostwach Polski Skyrunning Classic w ramach Wysokogórskiego Biegu im. druha Franciszka Marduły.
Faktycznie szybko w tym roku poszło i jeszcze nie do końca się oswoiłam z myślą, że zostałam mistrzynią kraju.

Ten sukces otworzył przed Tobą nowe drzwi w rozwoju?
Tak! Wcześniej nie miałam żadnego sponsora. Teraz już mam. Zostałam zawodniczką Salco Garmin Team?

Dlaczego właśnie oni?
W Salco Garmin Team spodobała mi się atmosfera oraz ich podejście do budowania teamu, biegania. Są otwarci i nadajemy na tych samych falach. Mam też zapewniony sprzęt, suplementację i wsparcie mentalne, a to dla mnie duży, pozytywny zastrzyk energii. Ktoś we mnie uwierzył, zaufał.

W górach zaczęłaś mieszać już w zeszłym roku. 3. miejsce mistrzostw Polski, potem 22. pozycja w mistrzostwach świata.
Faktycznie, to wtedy jakoś zaczęłam wierzyć, że mogę więcej osiągnąć, niż o sobie sądziłam. Ja z natury jestem skromną osobą i nie myślałam o sukcesach w bieganiu. Lubiłam taki rodzaj wysiłku i to była moja główna motywacja. Nie myślałam, że jestem od kogoś lepsza. Brązowy medal mistrzostw Polski był trochę dla mnie zaskoczeniem. On dał mi przepustkę na mistrzostwa świata we włoskiej Premanie. Na tamtą chwilę te 22. miejsce to było maksimum moich możliwości, tym bardziej, że w końcówce upadłam pechowo. Złamałam kość śródręcza. Pozbierałam się i ruszyłam dalej, ale miało to wpływ na dalszą część sezonu, bo musiałam zrobić sobie przerwę na wyleczenie kontuzji.

Mnie cały czas ciekawi Twoja recepta na szybkość.
Z pewnością niebagatelny wpływ na moją dyspozycję ma fakt, że biegam na treningach z mocnymi facetami. W zeszłym roku często wychodziłam pobiegać z Marcinem Rzeszótko (Buff Team Polska). W tym roku pomaga mi Piotr Gutt. W ten sposób zaadaptowałam się do większych obciążeń.

Najlepiej czujesz się podobno w trudnym terenie.
Faktycznie. Lubię biegi z dużym przewyższeniem, trudne technicznie. Coraz bardziej skłaniam się do decyzji, by koncentrować starty na skyrunningu. To mnie najbardziej pociąga.

Fot. Mefedron Photography – Dominika Szostak

Dosyć trudna jest także Twoja codzienna praca.
Trudna i piękna. Pracuję jako trenerka w Fundacji Integracji Przez Sport „Handicap Zakopane”. Moimi podopiecznymi są dzieci i dorośli z niepełnosprawnością intelektualną i fizyczną, a także seniorzy. To duże wyzwanie, ale lubię taką właśnie pracę, daje mi dużo satysfakcji.

W przyszłości często będziemy słyszeli o Twoich sukcesach?
Mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej, nie planuję jednak brylować w mediach społecznościowych, nie czuję takiej potrzeby. Nie chcę się zmieniać i zespół mi tego też nie będzie narzucał. Chcę to robić głównie dla siebie, rozwijać się sportowo, poszukiwać nowych wyzwań biegowych i górskich.

Tego Ci więc życzę!


→W teamie Garmin Salco zaszły więc w ostatnim czasie zmiany w kobiecej obsadzie. Okazało się, że wygranie przez Malwinę Jachowicz tegorocznego Dzikiego Gronia w Szczawnicy, było zwieńczeniem jej dotychczasowych sukcesów na szlakach. W najbliższym czasie Malwina skupi się na innym wyzwaniu. Roli mamy! Gratulujemy!


O Autorze

Oskar Berezowski

Jestem autorem tysięcy artykułów w czołowych polskich dziennikach, tygodnikach, miesięcznikach i serwisach online. Pracowałem m.in. dla gazety “Polska The Times” i “Dziennika Polska Europa Świat”. Dzięki nim mogłem relacjonować lekkoatletykę podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie, spotykać się z zawodnikami i trenerami podczas mityngów w Polsce i za granicą oraz analizować zmagania podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata. Sporo nauczyłem się także pracując w miesięczniku „Bieganie”. Współpracowałem i współpracuję z www.magazynbieganie.pl, „Esquire„, Gazeta Wyborcza, gazeta.pl, Forum Trenera.

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany