Widziałeś kiedyś kota przechodzącego po pasach na zielonym świetle? A kuriera jadącego rowerem ściśle według przepisów?

Rowerzyści miejscy nie mają lekkiego życia. Władze miejskie ciągle nie nadążają z budową ścieżek. W centrach często nie sposób wygospodarować przestrzeni dla rowerzystów. Śmigają więc między samochodami, walcząc z kulturą polskich kierowców. Jazda rowerem stała się przejawem miejskiej kultury. Alternatywą wobec „blachosmrodów” – symboli bezmyślnej konsumpcji. Rower to wolność. Rower nie śmierdzi. A alleycat jest najwyższą formą rowerowej swobody.

AlleyCat? Kot z alei?

Alleycat to wyścig na orientację. Nie ma ściśle ustalonej trasy. Są jedynie punkty, na których należy się zameldować. Przed startem otrzymuje się „manifest” – kartkę z rozpiską punktów, a koło przyozdabia „szprychówką” – karteczką ze znakiem imprezy. Trzeba również zapłacić wpisowe wynoszące 3-5zł (czyli cena jednego piwa w podrzędnym barze). W zamian na mecie dostaje się… piwo. Organizatorzy nie nabijają kasy, nie promują żadnych sponsorów. Wyścig jest przede wszystkim zabawą z pewną dawką adrenaliny. „Alleycat to wspólne spotkanie i świetna atmosfera. Do tego dochodzi pewien element rywalizacji, emocji. Jest trochę jazdy pod prąd. Czasem ktoś zaliczy glebę. Ale wszystko odbywa się pod kontrolą” – wspomina Krzysiek – uczestnik alleycatów.
To co jest wypisane na manifeście nie zawsze jest całą trasą alleycata. Na punktach spotykasz sędziów, od których dowiadujesz się o nowych zadaniach, a dalej o następnych i nie możesz być pewny czy jesteś w połowie trasy, czy już kończysz. Nie może być zbyt prosto.

Nielegalne? Nierejestrowane

Nielegalne wyścigi rowerowe? Nie znam – zgodnie odpowiadają zarówno przedstawiciele warszawskiej straży miejskiej jak i policji. Nikt nie prosi władz miasta o zgodę na przeprowadzenie wyścigu. Bo nigdy by jej nie otrzymał. No, chyba że policja zamknęłaby ruch i sparaliżowała miasto. Ale przecież nie o to chodzi, by gonić się po pustym mieście. Ideą alleycatów jest symulacja pracy kuriera, a nie Tour de France. Zatem autobusy, piesi, tramwaje, ciężarówki, samochody, światła, przejścia podziemne są nieodzownym elementem rywalizacji. Jednym z ulubionych miejsc jest warszawski Dworzec Centralny. Rozległy labirynt industrialnych korytarzy nadaje mu specjalny klimat. Zawodnicy w pośpiechu mijają obładowanych podróżnych, zjeżdżają ruchomymi schodami na perony. Ochroniarze rzadko kiedy mają czas na reakcję. Rowerzyści znikają równie szybko jak się pojawili.
Większość punktów spotykanych na wyścigach wymaga uzyskania podpisu od sędziego. Zdarzają się również bardziej finezyjne – sprawdzić cenę kebabu w danej knajpie, spisać godzinę autobusu. Podać numer seryjny windy łączącej przystanek autobusowy na Słowackiego z przystankiem tramwajowym. Podać datę założenia Muzeum Kolejnictwa.

Historia kota

Wyścigi kurierów pojawiły się w Polsce w 2000 roku za sprawą „Masakry” – kuriera rowerowego pracującego wcześniej w Kanadzie. Pierwszy wyścig został rozegrany w Gorzowie, a tydzień później w Warszawie odbyły się I Polskie Mistrzostwa Kurierów Rowerowych. Środowisko kurierów działało na tyle prężnie, że w 2004 roku na warszawskiej Skrze można było spotkać uczestników Kurierskich Mistrzostw Europy. Oprócz wyścigu alleycat zostały rozegrane konkursy sprinterskie, „skidu”, czyli hamowania na zblokowanym kole, „stójki”. „Stójka” to umiejętność stania na rowerze w miejscu, bez zdejmowana nóg z pedałów. Przydaje się w czasie oczekiwania na zielone światło – pozwala ruszyć z miejsca praktycznie natychmiast. Kurierzy wymyślili specjalne reguły konkursów. Najpierw przez 5 minut stoi się normalnie. Jeśli to się uda, puszcza się z kierownicę jedną ręką, po dwóch minutach drugą. Jeśli ciągle nie straci się równowagi, zdejmuje się nogi z pedałów i utrzymuje w powietrzu. Kiedyś na Mistrzostwach Świata konkurencję stójki wygrała kurierka, która siedząc na rowerze ściągnęła z siebie koszulkę, spódnicę…
Obecnie w Polsce Alleycaty są rozgrywane w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Szczecinie, Rzeszowie, Pruszkowie… o wielu nie ma żadnych oficjalnych informacji, ale miejsc ciągle przybywa.

Sprzęt – ostre koło

Jest dla bywalców alleycatów tym, czym Porsche Carrera dla automaniaków. Styl, moc i prestiż. „Ostre” nie znaczy, że zamiast opony mamy tarczę od piły. Dla początkującego jednak może być równie niebezpieczne. Ostre koło to napęd, w którym nie można przestać pedałować w żadnym momencie. Zębatka na tylnym kole jest połączona z łańcuchem i pedałami „na sztywno”, tak, że jadąc z górki trzeba kręcić pedałami z prędkością światła, a żeby jechać do tyłu wystarczy… pedałować do tyłu. Rozwiązanie jest zapożyczone z rowerów torowych. Eliminuje wiele kosztownych elementów roweru jak przerzutki, wielotryb, a nawet… hamulce. Żeby się zatrzymać wystarczy nogami stawić opór przeciwko wirującym pedałom. Pierwsze doświadczenie z ostrym kołem bywa bolesne – właściwie trzeba się uczyć jazdy rowerem od początku. Taki rower jest bardzo tani w eksploatacji – części zużywają się pięć razy wolniej, co zwłaszcza dla kurierów jest istotne. Poza tym rower bez gadżetów jest nieatrakcyjny dla złodzieja. Gdy nawet naiwny złodziej wsiądzie na niego to rozbije się na pierwszym krawężniku. Qpcio – organizator jednego z alleycatów wspomina: Kiedyś siedzieliśmy z kolegami w knajpce z ogródkiem. Rower stał oparty od strony ulicy. Nagle jakiś chłopak wskoczył na niego i zaczął uciekać. Właściciel spokojnie wstał i ruszył powoli za złodziejem. Pogoń trwała może minutę. Rabuś nie zorientował się, że klamki hamulcowe nie są do niczego podłączone, wywinął potężnego orła i uciekł piechotą porzucając ostre koło.
Jeśli w mieście zobaczysz kolarkę bez hamulców – znaczy, że masz do czynienia z ostrym kołem. Możesz skonstruować taki pojazd samodzielnie przerabiając zwykłą szosówkę – zaklejając piastę solidnym klejem (opcja tańsza ale nieco hard-korowa) lub kupując specjalną piastę przeznaczoną do wyścigów torowych (wydatek rzędu 270zł) Złożenie kompletnego roweru to koszt w granicach 1000 zł.
Brak przerzutek powoduje, że zaliczenie niektórych podjazdów w mieście jest niezłym wyczynem. W Warszawie najbardziej spocić się można na ulicy Oboźnej. Ciekawe jak radzą sobie kurierzy z San Francisco?

Sportowcy? Ekstremaliści?

Taaa… Teraz wszystko co nowe i z dreszczykiem musi zawierać słowo Extrema, żeby przyciągnąć prasę i sponsorów. Alleycat, póki co wystrzega się komercji. To przede wszystkim zabawa i okazja do spotkania. Organizatorzy poświęcają własny czas. Ulotki drukują na domowych drukarkach. Punkty obstawiają zaprzyjaźnieni rowerzyści. Qpcio tłumaczy: Nikt nie trenuje specjalnie i nie przygotowuje kondycji przed alleycatem. Bezpieczeństwo wyścigu zależy od tego jaki styl jazdy się wybiera. A to że wszyscy napierają na czerwonym świetle to już inna sprawa. Nie przypominam sobie żadnego wypadku w czasie zawodów. Zdarzają się najwyżej uszkodzone lusterka samochodów. Kiedyś jeden z uczestników został uderzony butelką rzuconą z samochodu.


Specjalną odmianą alleycata jest wyścig urodzinowy. Wówczas nie ma opłaty wpisowej, a organizator-solenizant sam funduje zaproszonym uczestnikom piwo na mecie. Na pozostałych imprezach każdy zostanie przyjęty, o ile tylko nie zabraknie kart startowych. Pojawia się zatem coraz więcej śmiałków. Używają różnego sprzętu – górali, szosówek, ostrych kół. Ci najszybsi na prostej prują ponad 50km/h. Inni nie przejmują się prędkością i jadą tylko dla frajdy. W czasie alleycata Wszystkich Świętych w Warszawie wystartowało 60 osób. Kupiono 60 piw. Sprawa się rozwija.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Dołęgowski

Artykuł ukazał się na łamach miesięcznika „Gazeta Studencka”

O Autorze

Krzysztof Dołęgowski

Biegacz, ultramaratończyk, zawodnik rajdów przygodowych. Przez lata zastępca redaktora naczelnego magazynu Bieganie. Współautor książki "Szczęśliwi biegają ULTRA:, promotor biegania ultra, organizator imprez (m. in. Chudego Wawrzyńca, Monte Kazury i Wilczych Groni). Jako pierwszy Polak pokonał słynną angielską Bob Graham Round, był w pierwszej 50. na Marathon Des Sables, zajął wysokie miejsce w UTMB. Wielokrotny zwycięzca Kieratu - setki na orientację.

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany