[img]/xoops/img2009/edynburg/edynburg_1.jpg[/img]
[b][size=”x-large”]Edynburskie szczury[/size][/b]
Edinburgh Rat Race, 18-19 lipca, Edynburg, Szkocja


Trwająca pięćdziesiąt godzin podróż ( w obie strony, co prawda) i zaledwie osiem godzin ścigania – to mogłaby być definicja frajerstwa. Ku swojemu zdumieniu, wracaliśmy jednak z Irem z tych zawodów zadowoleni. Wcale nie tylko dlatego, że udało się wygrać…

AR to w Polsce zabawa raczej dość świeża, ale najwyraźniej ćwiczona wystarczająco długo, by już wykształcić w wielu odruch inżyniera Mamonia. Co objawia się zasadniczą niechęcią do rzeczy nowych lub przynajmniej nieco odmiennych od kanonu – nawet, jeśli się w takich nietypowych zawodach nie wystartowało, tylko zna je z opowiadań.

[b][i]Urban Rat Race[/i][/b] byłby zatem dla naszych Mamoniów kamieniem obrazy – bo to było po prostu coś zupełnie innego. Już sama formuła, dopuszczająca wybór (biegamy w sobotę, rowerujemy w niedzielę albo i jedno i drugie) prezentuje się ekstrawagancko. Do tego czas nie jest głównym kryterium oceny; o miejscach decyduje liczba zdobytych punktów. No i te zadania…

[img align=left]/xoops/img2009/edynburg/edynburg_4.jpg[/img]

Ale od początku. Odprawa przed sobotnimi zawodami (Mean Streets) zaplanowana była na dwie godziny przed startem. Stawiennictwo było wysoce wskazane, mimo, że mapę (czy też właściwie plan) Edynburga dostaliśmy już wcześniej wraz z eleganckim pakietem startowym. Tyle, że na planie nie zaznaczono nic; liczącą 26 pozycji listę z opisem współrzędnych punktów dostajemy właśnie na odprawie. Na tej liście – poza nazwą ulicy, alejki czy czegoś w tym guście – znajduje się także opis punktu. Żadne tam skrzyżowania ścieżek czy brzegi jeziorek – w końcu to rajd miejski. Dominują lampy, ławeczki, płotki, ale są także sklepy, knajpy czy domy studenckie. No i tajemnicze dość charakterystyki zadań specjalnych wraz z przewidzianym czasem ich wykonania. Charakterystyki to zresztą zbyt łaskawe określenie: zadania (na 26 punktów jest ich chyba z 12) podzielono na trzy kategorie. Tłumacząc na nasze, są to zadania na bułę („physical”), na zręczność („skills”) oraz dla śmichu („comedy”). Najbardziej obawiamy się tych ostatnich. Oczekując na odprawę oglądaliśmy sobie bowiem na zainstalowanym w centrum zawodów telebimie wielce ucieszne filmiki z poprzednich edycji zawodów. Mniejsza już o to, że w jakiejś knajpie trzeba było zaśpiewać karaoke – w sumie bardziej ryzykują słuchacze. Ale już zadanie w zakładzie fryzjerskim trochę nas zmroziło; mistrz zapraszał bowiem szerokim gestem na fotel, po czym zręcznym ruchem maszynki pozbawiał zawodników brwi…

Na golenie różnych części ciała jakoś się moralnie przygotowaliśmy; hokejowa walka na łokcie była drobnym zaskoczeniem. No, ale jak na starcie staje ponad 450 osób (176 teamów), to należy się liczyć z tym, że przynajmniej niektórym się będzie spieszyć i będą chcieli się przepchnąć do przodu. Najwidoczniej jednak nasz wariant nie przypadł nikomu do gustu, bo na pierwszym, odwiedzanym przez nas punkcie, jesteśmy już sami. Kręcimy się tam zresztą o dwie minuty za długo. Szukamy okazałego lampionu (bo takie na filmie były…) a trzeba się było pochylić i poszukać małej stacji na chipa.

Poza wytężaniem wzroku należało także na bieżąco kombinować – co i w jakiej kolejności.. Na pokonanie całej trasy organizatorzy przewidzieli dwie i pół godziny (za przekroczenie limitu naliczano punkty karne). Część punktów (tych z zadaniami) otwarta była jednak tylko czasowo – niektóre przez dwie godziny, inne tylko pół. Do tego jeszcze rozmaicie wyceniano zaliczenie poszczególnych punktów; tabelkę „wartościującą” dostawało się zaś nie w pakiecie, nie na odprawie a tuż po starcie – tak dla ułatwienia.

[img align=right]/xoops/img2009/edynburg/edynburg_3.jpg[/img]Nie wiem, czy biegliśmy optymalną trasą – fakt, że przewaliliśmy limit o kilka minut, ale jako jedyna ekipa zaliczyliśmy wszystkie punkty. Fryzjera tym razem nie serwowano, ale i tak kilka zadań można określić, delikatnie rzecz ujmując, jako niebanalne. Bieganie pod górkę czy korytem rzeki (to Irek), kajakowa koszykówka (to ja) czy ćwiczenia gimnastyczne w wielkim ośrodku fitness (to obydwaj) w sumie nie było jakąś specjalną aberracją. Szukanie stacji w kuchni w akademiku (nie pamiętam, czy to było bardziej „skills”, czy „comedy” )czy wplatanie sznurówki w but i natychmiastowe jej wyplątywanie – także jakoś do ogarnięcia. Ale już wyławianie ustami jabłek z baniaka z wodą zrobiło na mnie duże wrażenie, po którym jednak można się było szybko otrząsnąć wchodząc na drabinki i ślizgając na zjeżdżalni na placu zabaw dla dzieci. Zdecydowanie najlepiej poszło nam zaś zadanie w jednej z niezliczonych knajpek Ednburga; należało się rozprawić z pintem miejscowego piwa. Trening czyli mistrza; z przewidzianych na to zadanie dwóch minut wykorzystaliśmy może z 10%.

W sumie ta przebieżka mierzyła ponad 25 kilometrów. W niedzielę (Nine to Five) miało być łatwiej, bo głównie na rowerze. Ale schemat zajęć podobny – najpierw odprawa, roadbook do ręki – tym razem nie było współrzędnych, tylko sugerowany opis trasy. Zamiast scorelaufu – proponowana kolejność zaliczania punktów, choć można było sobie jakieś po drodze opuścić. Tyle, że kosztowało to sporo.

Start w niedzielę, podobnie, jak dzień wcześniej, usytuowano w centrum zawodów, czyli w parku u podnóża zamku w Edynburgu. Park piękny, dość duży, sporo ławeczek, gdzie można sobie przysiąść (jeśli akurat nie pada, czyli dość rzadko). Ruszamy znowu na piechotę; tym razem przepychanka jakby ciut mniejsza. Gonimy po parku za chłopakiem przebranym za szczura; chyba biegał w przeszłości średni dystans, bo umyka dość chyżo. W końcu doprowadza nas do miejsca, gdzie wiszą karteczki z informacją o zadaniu do wykonania – trzeba policzyć ławki w parku. Nagroda za poprawne wykonanie całkiem przyzwoita – możliwość pobrania rowerów z boksu.

Na tych rowerach także nie jedziemy zbyt wiele; po kilku kilometrach czeka nas przebieżka po okolicznych wzgórzach (cała Szkocja to właściwie okoliczne wzgórza, wyjąwszy jeziora, rzecz jasna) w poszukiwaniu punktów. Na punktach wiszą literki, z literek trzeba złożyć słowo. To nas nieco przerasta; sędzina szczęśliwie przyjęła do wiadomości naszą obcojęzyczność i zadowoliła się wysłuchaniem zestawu liter. Dalej znowu na rowerze, z przerwami na kolejne zadania (wbieganie do morza, przenoszenie pustych beczek bez używania rąk, pływanie w zbiorniku retencyjnym, takoż żonglowanie pomarańczami oraz slalom wózkami sklepowymi) oraz na krótkie odcinki pieszej i rowerowej orientacji oraz na kajaki. Te ostatnie przeprowadzono na kanałku, który zbudowano kilka lat temu; można nim przepłynąć na przykład nad autostradą otaczającą miasto. Nawigacja nadal polega na sprawnym odczytywaniu planu miasta; w pewnym momencie nas trochę ponosi fantazja i wyprzedzamy nieco zbyt wolno – naszym zdaniem – jadących rywali. Chwilę później na jakimś rozwidleniu my skręcamy w jedną stronę, oni w drugą a kilka godzin później przyjeżdżają pierwsi na metę. Tracimy może kilkanaście minut. W sumie mogło być gorzej…

[img]/xoops/img2009/edynburg/edynburg_2.jpg[/img]

Tego dnia najbardziej mnie zaskoczyło zadanie linowe. Nie chodzi o trudność – bo ta była niewielka. Tyle tylko, że zjazdy i trawersy przeprowadzono wewnątrz czytelni biblioteki miejscowego uniwersytetu. Ciężko mi sobie wyobrazić podobne zadanie w Polsce; powtórzę – nie chodzi o trudność…

W sumie [b][i]The Rat Race Urban Adventure[/i][/b] w Edynburgu trwał dla nas jakieś osiem godzin. Było – jak się wyraziła jedna z licznych a szybkonogich miejscowych zawodniczek – „fast&furious”. Szybko na tyle, że w tak krótkim czasie pokonaliśmy trasę mierzącą w sumie nieco ponad sto kilometrów. I za to musimy podziękować: Marcelemu Ślusarczykowi (Jura Skałka), który nam tę zabawę częściowo sfinansował, Dorocie Wiszniowskiej – która nie dość, że jest współorganiztorką tego procederu, to jeszcze się nami troskliwie zaopiekowała oraz Marcie, która nas na zawody dowiozła. Ale było fajnie!!!

[b]Igor Błachut[/b], Team 360
źródło: [url=http://www.team360.pl/content/edynburskie-szczury]Team 360[/url]

zdjęcia: organizatorzy Edinburgh Rat Race oraz Bartek Woźniak

O Autorze

Avatar

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany