[size=x-large]The North Face Adventure Trophy 2005[/size]
[size=large]Relacja drużyny napieraj.pl[/size]


The North Face Adventure Trophy – to najstarszy i najbardziej prestiżowy polski rajd przygodowy. Gdy zapowiedziano, że po rocznej przerwie znowu się odbędzie i to w Tatrach, stał się najbardziej wyczekiwanym wydarzeniem polskiego środowiska rajdowego. Na starcie stanęły prawie wszystkie najlepsze krajowe zespoły AR i goście z zagranicy. Nie mogło tam również zabraknąć nas, flagowego zespołu polskiego portalu internetowego o rajdach przygodowych – napieraj.pl

[b]Start.
Bieg na orientację i „wycieczka” przez Tatry.[/b]

Ruszamy na odcinek biegu na orientację. Nie śpieszymy się zbytnio. Nie wszyscy w zespole są już dostatecznie rozgrzani, nie wszyscy zdążyli zamienić przedstartowy stres na wyścigową moc. Zaliczamy wszystkie punkty bez problemów i dobiegamy do plecaków pozostawionych na starcie przed czasem przewidzianym przez organizatorów dla najlepszej ekipy. Ale i tak połowy zespołów juz tu nie ma. Zbiegam sprawnie z Gubałówki i szybkim marszem przechodzimy przez Krupówki. Mijamy przekrój Polskiego społeczeństwa i tym samym na kilkusetmetrowym odcinku ulicy spotykają nas zarówno głosy oburzenia („Tu się spaceruje a nie biega!”) i drwiny („Co tak wolno!”, „Kijki macie, ale narty to chyba zgubiliście”) jak i zachęty i poparcia. Z przyjemnością opuszczamy stolicę Tatr i Doliną Białego wchodzimy w góry, gdzie tłum jest trochę mniejszy. Zaczynają się stromsze odcinki, Ola idzie na hol. Po krótkim marszu zaczynamy podejście pod przełęcz pod Kondracką Kopą. Śnieg jest miękki i rozmokły, nie lubię takiego, ślizgamy się z każdym krokiem a w takich warunkach często odzywa mi się stara kontuzja, daje o sobie znać i teraz. Wydeptany zimowy szlak trawersuje bardzo w lewo. Mamy rakiety śnieżne, więc po krótkim namyśle postanawiamy podejść prosto pod przełęcz, tak jak szlak biegnie na mapie. Na przełęczy przykra niespodzianka: nie ma punktu ! Konsternacja. Na pewno jesteśmy tu gdzie powinien być. Dzwonimy do organizatora, stoimy, cenne minuty uciekają. Okazuje się, że „punkt” nie doszedł na właściwe miejsce. Sędziego, na podejściu wydeptaną, ścieżką dogonił najszybszy zespół i dlatego punkt znajduje się gdzieś niżej na „szlaku”. Suma sumarum okazuje się, że punkt mamy zaliczony, bo sędzia nas widział – ruszamy dalej.
Przejście grani Czerwonych Wierchów i zejście do Kościeliskiej poza pięknymi widokami nie przysparza nam juz tylu wrażeń. Przejście przez Jaskinię mylną jest dla nas kłopotliwe raczej ze względu na niesiony sprzęt – nie wiemy po co musieliśmy ją pokonywać z plecakami i kijami, orientacja raczej banalna. Uzupełniamy bukłaki w schronisku na Ornaku i przez przełęcz Iwaniacką. Dochodzimy do końca Etapu.

[b]Rolki[/b]

Rozmoczone stopy bardzo cierpią na chropowatym asfalcie Doliny Chchołowskiej. Tylko Adam popyla na rolkach jakby urodził się z kółkami zamiast stóp. Wykorzystujemy to, podciąga na zmianę mnie i Olę. Większość tego etapu udaje nam się pokonać przed zmrokiem i szczęśliwie, nie licząc jednego efektownego upadku, dotrzeć do bazy. Z ogromną przyjemnością zdejmuję rolki. Przed nami noc na rowerach. Udajemy się na szybki posiłek przygotowany przez organizatorów: makaron z sosem truskawkowym – pełna rewelacja, morale wyraźnie się podnosi.

[b]Z rowerami na plecach[/b]

Ruszamy z przepaku. Zaraz po wyjściu tyrolka (wolny zjazd po skośnej linie) z rowerem przez rzekę. Niezbyt wygodny start, Adam uszkadza sobie kostkę, ale poza tym rowery i my jesteśmy cali. Kolejny punkt to przejście graniczne na Magurze Witowskiej, na mapie nie jest daleko, ale pokonanie tego odcinak zajmuje nam dużo czasu. Sporo trzeba pchać rower: stromo, błoto, potem śnieg. W pewnym momencie widzimy za sobą 4 światła. Od Doliny Kościeliskiej cały czas mijamy się z zespołem ukraińskim, z przepaku wyszliśmy przed nimi. W pierwszej chwili myślimy że to oni, tylko czemu tak szybko idą ! Czy my tak zwolniliśmy ?! Chwilę później sprawa się wyjaśnia: to dwa czołowe zespoły z trasy Open Salomon Adventure Team i Peritus Orły Chrzanów. Idą tak szybko bo są dobrzy i mieli kilkugodzinny wymuszony ich regulaminem odpoczynek. Próbujemy się za nimi utrzymać, nie jest łatwo. Przekraczamy granicę i teraz z kolei znosimy rowery. Wybieramy wariant jak najszybszego dotarcia na jezdną drogę. Nareszcie zaczyna się jazda. Szutrami i asfaltami docieramy na kolejne zadanie specjalne – trawers skalny. Zadanie trochę siłowe – „bułujące”, ale pokonujemy je bardzo sprawnie. Sporo zespołów idzie w podobnym do nas tempie. Jednych widzimy jak kończą przed nami trawers inne dwa – chwilę później, gdy odjeżdżamy od punktu. Powoli wyczekujemy już świtu. Do kajaków trasa niezbyt ciekawa. Poza jednym ciekawym zjazdem, to trasę można streścić: asfalt, pchanie po błocie, asfalt, pchanie po błocie. Mamy serdecznie dość tego pchania.

[b]Kajaki[/b]

Docieramy w końcu do kajaków w słowackim Namestovie. Na rajdach najbardziej marznie się: zimą na rowerowych zjazdach i latem na wodzie. Tym razem nie mam ochoty na chłód. Ubieram się ciepło, o piankę zbyt ciepło. Wypływamy na etap kajakowy, zanim najlepsi zdążyli go skończyć, ale widzimy ich jak płyną na ostatni punkt. Mamy do nich ok. 4 godziny straty. Oj nie potrenowaliśmy z Adamem zbytnio kajaków w tym roku. Zanim udaje nam się zgrać Piotrek sam (ze śpiącą Olą) wiosłuje szybciej niż nas dwóch. Z czasem się podciągamy. Zaliczamy kolejne punkty na Zbiorniku Orawskim. Zostaje nam ostatni. Niby prosta rzecz, trzeba wpłynąć na wypływającą z jeziora rzekę, ale tracimy prawie godzinę błądząc po zaroślach. Czy to zawiniła mapa, podniesiony poziom wody, czy też mój brak doświadczenia w nawigacji kajakowej? Nie mamy czasu się zastanawiać trzeba nadrabiać stratę. Kończymy kajaki i szykujemy się na rower. Upał zapowiada się sakramencki. Decydujemy się na przeloty między punktami „na około, ale po jezdnym” – bardzo nie chcemy już pchać rowerów. Ruszamy. Pierwszy punkt zaliczamy bez problemów. Łapię nieprzyjemną, ale niegroźną glebę na zjeździe – nie udało mi się wypiąć z pedałów. Długi odcinek po asfalcie, głównie pod górę. Strasznie gorąco. Chciałbym się zatrzymać, odpocząć w cieniu, ale nie proponuje tego innym, trzeba się posuwać do przodu. Zaczynam stawiać sobie małe obietnice: „Jak dojedziesz do skrętu z głównej drogi, to będziesz mógł chwilę odpocząć”, skutkuje, napieram dalej. Jednak po chwili propozycje postoju przedstawia reszta ekipy. Stajemy na 15 minut. Chyba w dobrym momencie, bo gdy się podnosimy upał jakby mniejszy, zaczyna się późne popołudnie. Akurat dogania nas bratni zespół napieraj.pl & entre.pl z trasy Open i razem pokonujemy odcinek do kolejnego punktu na południowych stokach Babiej Góry. Przed nami jeszcze objechanie masywu od wschodu i przejście przez Tabakowe Siodło. Dalej ciągle mijamy się z Ukraińcami, co wywołuje w nich i w nas wiele uśmiechu. Pozdrawiamy się za każdym razem. Kolejny śnieg, potem kontrola graniczna i jesteśmy w Zawoi. Mamy świadomość zbliżającej się nocy. Pada propozycja szybkiej zupy gdzieś w barze, ale nigdzie nie są w stanie podać nam jej od razu na stół. Zjemy na przepaku. Zaczynamy długi podjazd na przełęcz Krowiarki. Jesteśmy zmęczeni. Olę bolą plecy, Chyba z tego bólu dociska na końcu podjazdu tak mocno, że ledwo się za nią utrzymuję. Robi się ciemno. Zapada decyzja: mamy godzinę na wszystko.

[b]Przepak i trekking [/b]

Pół zajmuje nam zjedzenie i naszykowanie się do trekkingu, a drugie pół szybko przesypiamy. Po raz ostatni na trasie widzimy się z Ukraińcami, których zostawiamy śpiących w namiocie. Przed nami odcinek pieszy niby tylko 42 kilometry, ale sporo przewyższenia i pierwsza połowa z nie oczywistymi przebiegami. Kusi dojście na punkt bezpośrednio szlakiem, bez niepotrzebnej nawigacji, ale wystarczy policzyć, że nadrabia się wtedy nipotrzebnych przewyższeń, a do tego na pewno będzie śnieg Wybieramy wariant dołem. Przed nami sporo kilometrów asfaltem. Niestety brak sił żeby biec. Mnie zawsze takie odcinki usypiają. Nie ma nawigacji – nudy. Zaczynam przysypiać. Gdy dochodzimy do miejsca, z którego mamy zacząć podejście jestem kompletnie nieprzytomny, a będę musiał teraz bezbłędnie wprowadzić nas na trudniejszy punkt. Potrzebuję „restartu”. Informuję ekipę, że ma mnie obudzić za 3 minuty i kładę się na poboczu. Budzę się gdy tuz obok mojej głowy przejeżdża samochód. To nie było przyjemne, przypływ adrenalinki. Co się stało? Widzę, że reszta ekipy śpi! Budzę ich nieźle wkurzony. Jest źle nie wytrzymali 3 minut. Na ile zasnęliśmy? Nikt nie wie. 15-20 minut? Teraz już nie ważne. Ruszamy pod górę. Ten samochód zapewnił mi wrażeń – już do końca rajdu nie będę śpiący. Drogami a potem bardzo stromo pod górę wychodzimy na punkt. Ola śpi na holu, tempo mamy nie najlepsze, na szczęście wychodzimy prosto na następny punkt i nic nie nadkładamy. Zaczyna się kolejny dzień. A wraz ze wschodzącym słońcem widzimy doganiającą nas drużynę Author Adventura II. Trochę nas to mobilizuje. Przez wodospad na Mosornym schodzimy do Zawoji gdzie uzupełniamy zapasy picia i załapujemy się w sklepie na świeży sernik i banany. Trasa wiedzie dalej przez Patrię, Magurkę i Diablak. Droga wydaje się oczywista, jednak gdy pokonując długą grań dochodzimy znowu na Krowiarki, okazuje się, że udało nam się po drodze dogonić lub wyprzedzić ekipy mające przed trekkingiem nad mami przewagę dochodzącą do 5 godzin. Zaczyna się trochę nerwówka, bo do mety już niedaleko, sporo zespołów zaraz za nami, a jesteśmy na dobrym 4 miejscu (wśród MIX-ów, 6 – ze wszystkich).

[b]Znów rowery![/b]

Dzień znowu gorący. Nie czuło się tego wysoko w górach, ale zaczyna się czuć niżej na rowerowych podjazdach. Dogania nas wyprzedzona wcześniej Szybka Paczka. Nie udaje się nam nawiązać walki, są lepsi na rowerach. Rozpoznaje okolicę znaną mi ze słynnego maratonu rowerowego w Danielkach. Zaliczamy kolejne punkty i po długim i przyjemnym zjeździe znajdujemy się na równinach Orawy. Tu czeka nas zadanie specjalne – bieg na orientacje po bagnach. Nie polubiłem się z mapą do tego biegu. Czarno-biała kserówka, bez legendy, z dziwnymi oznaczeniami. Pierwszy punkt odnajdujemy bez problemów, dalej jednak zaczynają się schody. Nie wchodząc w szczegóły zmęczenie i irytacja (zbliża się kolejna noc, a my mieliśmy już dziś być na mecie) powoduje, że tracimy tu kolejną godzinę. Na szczęście nie tylko my. Przez bardzo podmokłe łąki już po zmroku docieramy na przeprawę przez most. Ładujemy rowery na tratwę i przepływam z nimi na drugą stronę, reszta przechodzi po częściowo rozebranym moście kolejowym. Przed nami trudna decyzja, co do dalszej trasy, a już widzimy goniącą nas ekipę po drugiej stronie mostu. Szybko „bierzemy się do kupy” i wybieramy wariant. Przebiegamy przez podmokłe pola i dopadamy asfaltu. Teraz już liczy się tylko „buła” w łydce. Kręcimy. Kolejny punkt. Wybieramy dalej wariant asfaltowy, choć oznacza on więcej przewyższeń. Kręcimy. Nie widzimy goniących – to dobrze, Piotrek zaczyna bardzo zasypiać – to źle. Na szczęście ma jeszcze sporo siły – więcej niż my, więc budzi się robiąc przyśpieszenia. Wdrapujemy się na Gubałówkę: „czy ja tu już kiedyś nie byłem 🙂 ?”. Szybkie zjazdy do doliny Lejowej – sama końcówka to najbardziej kamienisty odcinek na całej trasie, przynajmniej tak go odbieram.

[b]Finisz[/b]

Jest punkt. Wskakujemy w uprzęże, chłopaki idą się wspinać, a ja z Olą podchodzić po linie. Szybko mamy to z głowy, już pachnie metą i każde zadanie wydaje się łatwe. Odjeżdżamy z zadania nie widząc przeciwników – już nas nie dogonią – za blisko mety. Ostatni podjazd do ośrodka w Kirach, runda honorowa po „stadionie”, meta i koniec. Udało się ! Znowu ! Jesteśmy na 5 miejscu w naszej kategorii, 7 ogólnie. Jest 2 w nocy. Wypijamy tradycyjnego szampana, robimy pamiątkowe foty i … wsiadamy na rowery, żeby dojechać te parę kilometrów do naszej bazy noclegowej.

[b] Zobacz również


[url=/xoops/modules/xcgal/thumbnails.php?album=28]Galeria zdjęć z rajdu[/url]

[url=/xoops/modules/news/article.php?storyid=348]Zapowiedź rajdu[/url]

[url=/xoops/modules/news/article.php?storyid=369]Relacja na żywo dzień 1[/url]

[url=/xoops/modules/news/article.php?storyid=370]Relacja na żywo dzień 2[/url]

[url=/xoops/modules/news/article.php?storyid=371]Relacja na żywo dzień 3 i 4[/url]

[url=/xoops/modules/wfsection/article.php?articleid=97]Wywiad z Filipem Pawluśkiewiczem – członkiem najszybszego zespołu trasy Masters[/url]

[url=/xoops/modules/wfsection/article.php?articleid=100]Relacja zespołu Pogoń Siedlce entre.pl z trasy open[/url]

[url=/xoops/modules/mylinks/visit.php?cid=1&lid=90]Strona The North Face Adventure Trophy[/url]

[/b]

Ее хитрые глазки, казалось, отражали осознание ею того, что пространство между ее покалеченными ногами постоянно оставалось в поле зрения этого мускулистого мужчины.

В левой руке она держала легкий лук со "Незадолго до наступления ночи" скрещенной тетивой; он был сделан из неизвестного Мелиашу дерева красноватого оттенка.

Отныне ваш император и вы, как его полномочный представитель, несете свою долю ответственности за соблюдение условий контракта.

Никчемная собака, решил человек с биноклем.

Огонь "перспективы кредитования в россии" подбирается к массивным еловым балкам асотеи; они загораются, трещат и падают во двор.

Я буду изображать миссис Спотсворт, милорд.

O Autorze

Adam Foland

Nawigator napieraj.pl. Startował w pierwszym rajdzie zorganizowanym na polskiej ziemi. Poza AR trenuje głównie orientację: w biegach, na rowerze i na nartach. Pasjonuje się wspinaczką w skałach i górach, chodzeniem po jaskiniach, startuje również w maratonach rowerowych i rogainingach.

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany