U progu drugiej nocki na Rajdzie Zimowym 360 Stopni sytuacja następująca: czub w pełni międzynarodowy daleko od krajowych konkurentów, zima delikatna, za dnia sporo dodatnich temperatur, historyczne psie zaprzęgi w akcji i rowerem po jeziorze, czyli słowiańska fantazja. Wszystkie zespoły są w bezpiecznych here odległościach od limitów czasowych.

 

 

 

 

zima Na czele, od 50 kilometrowego etapu narciarskiego, pewnie prą Estończycy z ACE Adventure Team. Ich przewaga wynosi obecnie ok. 2-3,5h, ale to nie oznacza, że mogą czuć się bezpiecznie. Raz, że na zadaniu specjalnym dostali półtorej godziny kar, dwa, że gonią ich nieliche ekipy – Czesi z OpavaNet i Rosjanie z Garmin. Dalej jest przepaść. Kolejne ekipy – pięć polskich i ukraińska – mają już ok. 5h straty.

 

 

Pierwszy dzień rywalizacji na najdłuższej trasie stał pod znakiem przepięknego słońca, delikatnego mrozu i rowerowo – trekkingowych etapów. Przyglądając się bliżej live – trackingowi można była podpatrzeć wiele ciekawych wariantów. Ot Rosjanie z Garmin zdecydowali przejechać rowerami na jeziorze, a że śnieg wywiany, tafla gładka i bezpieczna, to właściwie dlaczego nie? Czasowo ich wariant okazał się podobny do bezpiecznego i objazdowego, jaki wykonali Estończycy. Ukraińcy poszli (pojechali) śladami Rosjan. Polacy w większości wracali po swoich śladach.

 

wariant

 

Gdy zapadał zmrok, większość ekip goniła po narciarskim scorelaufie w okolicy Orzysza. Wyjątkowo sprawnie pokonali go Estończycy – zajął im jedynie 6 godzin (dystans około 50 km). Najdłużej potrzebował polski Tetrahedron, który musiał mocno się pogubić, gdyż potrzebował aż 11 godzin na ukończenie tego etapu. Całość drugiego dnia to potężny etap rowerowy. Prawie stu kilometrowy rower przenosił zawodników w północne rejony mapy, w pobliże granicy z Kaliningradem. Po drodze dwa zadania specjalne – eksploracja bunkrów i most linowy na poniemieckiej ruinie mostu w Kruklanach. Znowu spoglądając na live tracking można wywnioskować, że to nie był łatwy i szybki rower – zespoły obierały bezpieczne, objazdowe warianty unikając zagłębiania się w lasy. Po potężnym rowerze przyszedł czas na trekking – stosunkowo krótki, bo liczący jednie 26 kilometrów. Około 14 w czwartek sytuacja na mapie przedstawiała się następująco:


zima

Estończycy – fioletowy punkcik w prawym skraju daaaleko w przodzie. Za nimi Czesi (czerwień) i Rosjanie (pomarańcz) kończą trekking. W lewym dolnym rogu pierwsza polska ekipa – RajdKonwalii Team i Ukraińcy.

 

Końcówka treku musiała być jednak przesympatyczna. Zawodnicy dosiadali (tak się mówi?) psi zaprzęg na skromną pętelkę. To jedno z tych najrzadszych rajdowych doświadczeń. Zawodnikom zazdrościmy!

 

Gdy piszę te słowa (21:30) Estończycy, po niespełna godzinnej posiadówie na przepaku w Folwarku Łękuk, mierzą się z ostatnią dużą trudnością imprezy – ponad 60 kilometrowym etapem narciarskim w sercu Puszczy Boreckiej. Długie i wcale nie oczywiste przeloty. Czujna, nocna nawigacja, choć – patrząc na to, co pokazali pierwszej nocy, błyskawicznie uwijając się z etapem narciarskim w okolicy Orzysza, nie powinni i tu marudzić za długo. Choć, kto wie? Wszak to druga noc, a Estończycy nie zmrużyli oka i to z sennością z pewnością przyjdzie im się mierzyć przez kolejnych kilkanaście godzin. Po treku 27 kilometrów roweru i meta.

 

Dużo fot regularnie spływa na facebooku grupy Team 360 Stopni, jak i na oficjalnej stronie imprezy. Live Tracking hula wyśmienicie!

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany