Klinika Mamy relacje z pierwszej ręki. Poczytajcie co Stefan, Gaweł, Jacek i Maciek piszą o najdłuższym etapie.

 

 

STEFAN:

To był długi i męczący etap, ale jestem z niego bardzo zadowolony. Trasa chyba trochę trudniejsza niż w poprzednim roku – więcej wydm, zwłaszcza w drugiej połowie, gdzie powinienem przyspieszać , a mimo to wynik ok. 20min lepszy . Od samego początku lecieliśmy razem z Gawłem, tak jak na poprzednich etapach. To bardzo mobilizowało, zwłaszcza gdy jeden czuł się przez chwilę gorzej. Tak przeszliśmy wspólnie przez kilka małych kryzysów (na zmianę )i dotarliśmy do ostatniego CP na trasie. Wtedy  mnie dopadł DUŻY kryzys energetyczny, a nie miałem już nic do jedzenia pod ręką. Gaweł dał mi batona i dosłownie po 5 min baterie się naładowały i pobiegliśmy dalej. Nasz najlepszy odcinek, prosto do mety! Dzisiaj czuję się zaskakująco dobrze i już się mentalnie szykuję do ostrej walki jutro. To  będzie łatwa i szybka trasa, więc będzie wielu szybkich biegaczy, którzy wczoraj gorzej sobie radzili na wydmach i będą chcieli to odrobić. Dzisiaj jedynym problemem jest silny wiatr, który nanosi nam masę piasku do namiotu. Ja mam z niego  maseczkę na twarzy.

GAWEŁ:

Leczymy rany celnie zadane wczoraj na trasie, ale jest ok. Trochę  pęcherzy ,ścięgno i to właściwie tyle .Etap był trudny, dużo wydm i piachu .Lecieliśmy  równo, zgodnie  założeniami. Kryzys przyszedł gdzieś między PK5 a PK6. Ale było juz blisko .Pogoda nam sprzyjała ,było pochmurno i wietrznie (w plecy).Na wydmach rządziliśmy i sporo wyprzedzaliśmy. Ciężko było stwierdzić jak nam idzie więc staraliśmy się przyspieszać .Na początku etapu było piękne podejście, a później niesamowity zbieg GIGANTYCZNY .Krajobrazy wspaniałe. Piękny etap Nie dał mi jednak spokojnej pierwszej setki ,więc dalej będzie nerwowo .Po położeniu się spać ból nie mijał i noc była taka sobie ,ale odsypiamy teraz. Strasznie wieje , niewiele widać . Idę naprawiać stopy jeść i spać 🙂

JACEK:

Witam wszystkich po etapie prawdy ,który wciąż trwa bowiem do linii mety po pokonaniu 82 km dochodzą kolejni piechurzy. Z tego względu  biegacze ,którzy ukończyli wcześniej mają dziś dzień przerwy .Dla mnie był to kolejny udany etap  ukończyłem go na 65-miejscu i w klasyfikacji generalnej przesunąłem się na miejsce nr 73. Wszyscy Polacy na tym najdłuższym etapie wypadli bardzo dobrze-jak zwykle najlepiej Zbysiu Malinowski który wszedł do pierwszej 50-tki. Dzisiaj znacznie chłodniej -tylko 24°C. Atmosfera na biwaku przypomina bardziej szpital polowy – lekarze i pielęgniarki maja pełne ręce roboty ,a zawodnicy wyglądają jak po froncie .Ja na szczęście utrzymuję się w bardzo dobrej formie psychofizycznej i poza drobnymi otarciami nic mi nie dolega . Jutro etap maratoński, a pojutrze tylko 15 km, ale za to po najwyższych wydmach w Maroku. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie ,szczególnie najbliższych. Do jutra-Jacek.

MACIEK:

Jestem po długim etapie. Poszło  dobrze. Pomogła mi pogoda- było wietrznie, wiatr studził nas. Trasa nie monotonna, co też pomaga. Do tego miałem fart, na 60-tym km spotkałem Jacka i z nim  w dobrym tempie biegłem  już do końca. Ostatnia godzina po ciemku- tutaj to szczególnie trudne.
Dzisiaj dzień odpoczynku- dziwny dzień. Łamie dotychczasowy schemat. Człowiek tak szybko adaptuje się do powtarzających się czynności. Dziś głównie jedzenie, leżenie i pewnie trochę triumfalizmu myślowego po wczorajszym
Ciekawostka: udany etap tak mnie odprężył, że miałem sen o pracy. Myśli uwolniły się od biegania.
Życie tutaj to trochę obóz przetrwania. Wyglądamy jak więźniowie gułagu. Wielu pokurczonych, kulejących, wszyscy brudni. Zaczynam tęsknic za bieżącą woda i brakiem piachu, bo jest wszędobylski. Znów mocno wieje, więc nawet w namiotach mamy piach, ale generalnie jest super. Jutro 42k i trzeba się zmobilizować. Muszę też poszyć stuptuty podarte przez kamienie i ostre trawy.


 

Polska ekipa zakończyła wczoraj w nocy czwarty – najdłuższy etap Maratonu Piasków. Cała szóstka! Najszybciej pokonał go Zbigniew Malinowski i awansował na 45 pozycję w klas. generalnej! To naprawdę super wynik w warunkach zupełnie nie sprzyjających ludziom z naszej części Europy. Wyścig się jeszcze nie zakończył, a wiele wskazuje na to, że Zbyszek może jeszcze poszaleć.

Jak popatrzyłem kilka razy na klasyfikację generalną to widać, że cały czas trochę „pływa”. Brakuje w niej na przykład lidera wyścigu – Rachida El Morabity, który leciał, leciał i… znikł za ostatnim punktem kontrolnym. Podejrzewamy kłopot z chipem odczytującym wyniki… Ale… Jest na liście rezygnacji!! Czekamy na jakąś szerszą wieść ze strony organizatorów.

Rachid (1) w drodze na jeden z punktów kontrolnych etapu 4. Nie wygląda źle!

 

A tymczasem Polacy idą w górę

Miejsce Nazwisko Imie Zespół

Czas łączny

 

Strata śr. prędkoś
45 65 MALINOWSKI Zbigniew 23H08’31 7H38’46 8.21
73 63 LABUDZKI Dariusz Jacek 24H53’40 9H23’55 7.63
83 723 ZYTO Maciej TEAM POLAND 25H16’25 9H46’40 7.52
92 722 BOGUTA Gawel TEAM POLAND 25H38’34 10H08’49 7.41
98 721 BATORY Stefan TEAM POLAND 26H00’37 10H30’52 7.30
321 737 JEDRASZEWSKI Konrad 33H30’44 18H00’59 5.67

 

 

 

 

 

 

 

Widać, że sprawdza się taktyka założona od początku. Chłopaki mieli zaczynać spokojnie i stopniowo piąć się do góry. I tak jest! Dobrze ocenili swoje możliwości.

Jesteśmy pełni podziwu dla ich cierpliwości. I tego że udało się zrobić małe trzęsienie ziemi w klas. generalnej. Zresztą po długim etapie miejsca tasują się jak w rękach szulera. Kto się zagotował lub miał słabszy dzień, może spaść o 30-50 miejsc w generalce i nie będzie miał już większych szans na odrobienie.

Jak się popatrzy na statystyki, to Polacy naprawdę świetnie się prezentują. 5 na 6 jest w pierwszej 100. Przy 800 zawodnikach na trasie to wzbudza respekt. Już w zeszłym roku niemiecki przedstawiciel organizatorów (wyjazd załatwia się przez niemieckie biuro) patrzył na biało-czerwonych z szacunkiem. Teraz będzie chyba klękał 🙂

 

Mohamad Ahansal – wielokrotny zwycięzca imprezy (a częściej 2 w generalce za swoim bratem Lahncenem, który dominował w MdS kilka lat temu)

 

Poniżej obiecany filmik z wywiadami. Polacy produkują się około 0:55

{youtube}31oavMFTpdA{/youtube}

 

Szczęśliwie pogoda nadal sprzyjała zawodnikom, zapewniając im około 20-to procentową wilgotność powietrza i temperaturę o 11.00 do 29°C

 

Informacja ta pochodzi ze strony organizatorów i mam do niej ograniczone zaufanie. Już w tym roku zdarzały się niemałe rozbieżności między temperaturami podawanymi przez organizatorów a odczuciami/ informacjami od zawodników. Ci pierwsi najwyraźniej mierzą ją przy otwartej lodówce. Z pewnością jednak warunki pogodowe należą do dość sprzyjających. W zeszłym roku zawodnicy zmagali się z temperaturami przekraczającymi 50 st C, nawet wg organizatorów 😉 a szczytowa temperatura przypadła na dzień odpoczynku i sięgała 60-62st C !!! To gwoli informacji, gdyby któryś z chłopaków chciał narzekać na gorąco w Maroku, po powrocie do Polski ;-))

 

Spójrzcie na górną część kadru. Tam widać trasę którą zbiegali zawodnicy z poprzedniego zdjęcia. Niezłe, co?

 

Za to trasa z pewnością dostarczyła emocji. Na tych ciężkich ale z pewnością satysfakcjonujących 81,5 kilometrach, poza zapowiadanym, konkretnym bo w sumie ponad 20 kilometrowym odcinkiem wydm znalazły się też inne atrakcje. Patrick Bauer zapewnił im także niemałe podejścia, ze szczytu których rozciągały się zapierające dech w piersiach widoki oraz zbiegi czy zejścia, których z pewnością jedno zapadło w pamięć ze względu na stopień trudności – wąskie, kamieniste o nachyleniu prawie 20%, zaopatrzone w poręcze linowe dla bezpieczeństwa.

 

Ponieważ kamieniste fragmenty pustyni przedstawiają ponoć istnie marsjański obraz takie zejścia również nie odbiegają od „marsjańskiego” klimatu i niekiedy stanowią istne przedzieranie się przez niemałe głazy.

 

Ekipa miała szczęście, że zawitała na metę dosyć wcześnie. Będą mogli się dobrze wyspać zanim zrobi się gorąco o poranki i kiedy spać po prostu się nie da. Można co najwyżej wegetować pod płachtą namiotu i na siłę zajadać kolejne obiadki. Dzień 5 jest przyjemny również z tego względu, że plecak robi się wyraźnie lżejszy. Znika nie tylko jedzienie z 4 dnia, ale też obiadu odpoczynkowego nie trzeba nigdzie nosić. Jeśli Zbyszek był na mecie po 20, możliwe że miał jeszcze siłę i spręża żeby ugotować sobie zupę (a to robi sporą różnicę w regeneracji i ogólnym samopoczuciu – w zeszłym roku kończyliśmy 4 etap w fatalnym stanie).

 

Woda! Naprawdę wyjątkowa sprawa na trasie MdS. W 2009 roku zawodnicy co prawda mieli powódź na trasie, ale trafić na rzekę na pograniczu Maroka i Algierii to rzadkość.

Zwróćcie przy okazji uwagę na sprzęt tego zawodnika. Używa zwykłych stuptutów RaidLighta. Pewnie przez dziury w siatce naleciało mu już kilo piachu 🙂

 

Woda! Popatrzcie na mały szczególik na numerze. Wszyscy zawodnicy z pierwszej 50 mają numery oznakowane różową lub zieloną kropą. Startowali 3 godziny po peletonie, ale dogonili jego ogon pewnie już po 5, bo końcówka porusza się naprawdę spacerowo (a kto im zabroni! Są na wakacjach!)

A to przykład beztroskiego podejścia do ścigania. I dowód na to że kobiety też się pocą – te białe kręgi na staniku.

 

Na koniec fotka Laurence Klein – liderki klasyfikacji kobiet

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany