Ultrasi dbający o dietę mogą sporo poczytać o tym, jakie to niebezpieczeństwo drzemie w zakwaszaniu organizmu. Przykre, że piszą o tym często dietetycy. Tymczasem owo zakwaszenie to ściema. Dietę „alkalizującą” też możecie sobie wywalić z pamięci.

Poglądy sporej części dietetyków na żywienie ludzi czy sportowców czasem mnie przerażają. Jednym z modnych tematów jest odkwaszanie organizmu. Jak bowiem wiadomo, zakwaszony organizm jest chory, biedny, grzeszny i niewydolny. Odkwaszony to okaz zdrowia, który zrzuca z siebie raki, nadwagi i wszystkie zmartwienia. A nie… Przepraszam. Nic takiego nie wiadomo!

A co wiadomo? Nie jest wielką tajemnicą dla ludzi potrafiących czytać, że prawidłowe pH krwi zamyka się w bardzo wąskim przedziale 7,35-7,45. Wszystko co jest poniżej tej normy to kwasica. Powyżej – zasadowica. Dzielimy je jeszcze na metaboliczne i oddechowe, ale do tego tekstu nie będziemy o tym musieli pamiętać. Kto ma kwasicę lub zasadowicę ma – jak mawia genialny doktor Gregory House – pechunia. Może bowiem stracić życie. Nie tak od razu, bo często wcześniej zapada w śpiączkę lub dostaje drgawek. Nie fajnie.

Nie pij tyle!

Generalnie jeśli aktualnie nie macie drgawek, nie zapadliście w śpiączkę, to jesteście w miarę bezpieczni. Na szczęście też na taką kwasicę nie zapada się ot tak, po zjedzeniu: mięsa, nabiału, tłuszczy zwierzęcych, słodyczy, mąki, ryżu, ziemniaków, kawy czy alkoholu czyli żywności kwasotwórczej. Napisałem alkoholu? Wróć! Z nim jest taki problem, że właśnie on może spowodować kwasicę gdy bardzo mocno z nim przeholujecie.
Zagrożeniem jest za to cukrzyca, poważne niedożywienie, nadczynność tarczycy, wstrząs, niedotlenienie, uszkodzenie nerek i kilka innych paskudnych przypadłości. Wahania pH poza przedziałem 7,35-7,45 jest więc niebezpieczne.

Trochę Was oszukałem

W tym momencie ktoś może mnie przyłapać na pewnej niekonsekwencji. Napisałem, że pH krwi to wąski przedział. A sok żołądkowy ze swoim pH 2,5 albo z drugiej strony trzustka z pH do 8,8? Prawda to. Ja pisałem o parametrach krwi. Bo lokalnie w naszym organizmie dzieją się różne rzeczy. Najciekawsze – w komórce podczas wysiłku.

I tu możemy mówić o zakwaszeniu komórki co ma niebagatelny wpływ na naszą zdolność do podejmowania wysiłku. Podczas przemian beztlenowych pojawia się bowiem kwas mlekowy, który może zaburzać sprawność komórek mięśniowych i systemu bezpieczeństwa w naszym organizmie. Te przemiany beztlenowe mogą zachodzić podczas intensywnego wysiłku, ale być także reakcją na zaburzenia produkcji energii z przemian tlenowych – wówczas mitochondria są zmuszone do przemian beztlenowych.

Trujemy z własnych kominów

Przed zakwaszeniem właśnie chroni nas kilka systemów bezpieczeństwa, czyli układów buforowych (kwas węglowy/wodorowęglan – zewnątrzkomórkowy, fosforan jednozasadowy/fosforan dwuzasadowy – wewnątrzkomórkowy, białczanowy – wewnątrzkomórkowy, hemoglobinianowy – wewnątrzkomórkowy).
Przeczytałem właśnie zawartość nawiasu i zdałem sobie sprawę, że to niewiele mówi zwykłym ludziom (w tym mnie).
Prościej? Abyśmy się strasznie nie zakwasili używamy swoich płuc. To one wyrzucają przez komin, zwany ustami lub nosem, masę dwutlenku węgla eliminując nadmiar kwasów (ciekawe kiedy zostanie za to nałożony podatek w ramach redukcji CO2?). Z kwasu czyszczą naszą krew także nerki. To co w nawiasie nieźle tłumaczy układy buforowe krwi i osocza (białka krwi, fosforany i węglany), które reagują z kwasami i zasadami.

Kwaśny sik

sneakers-933127_1280

Woda wzbogacana w wapń może mieć działanie alkalizujące, ale powinniśmy uzupełniać płyny nie w obawie przed zakwaszeniem, ale by odpowiednio nawodnić organizm

I tu na białym rumaku przybywa dietetyk, który przeczytał, że pod wpływem jakiegoś pokarmu lub wysiłku mocz zmienia pH i to jest koronny dowód na zakwaszenie. Walnij na obiad dwa duże stejki, sikniesz kwasem. Szach, mat nieuki!
Taaa… Jest to dowód ale na działanie mechanizmów ochronnych, które właśnie wydalając z organizmu nadmiar kwasów lub zasad utrzymują go w bezpiecznych widełkach pH 7,35-7,45. Do żołądka wrzucamy wiele niezdrowych składników diety, a jednak organizm je z niego wywala. Oczywiście nie ma co przesadzać. 10 stejków dziennie wpędzi nas do grobu, ale nie tylko z powodu kwasu…
Kwasotwórcza dieta nie jest na dłuższą metę korzystna dla człowieka, ale nie dlatego, że nas zakwasi, bo ona nie wpływa na pH krwi. Zazwyczaj w takiej diecie brakuje równowagi: warzyw, owoców, minerałów, które wpływają na różne funkcje naszego organizmu, nie tylko na bufory kwasów i zasad.

Kości głupcze…

„Dietetyk”, który wziął od Was kasę za dietę alkalizującą (odkwaszającą) tak łatwo się nie podda. Zakrzyknie więc: kości głupcze! Do neutralizowania kwasu niezbędny jest wapń. Gdzie jest wapń? W kościach! Co robi organizm? Wysysa go z kości! Są na to dowody? Niekoniecznie!
Znów bowiem sprawa rozbija się o szczegóły. Zasadowa dieta faktycznie może prowadzić do zmniejszenia kwasowości moczu (co nie zawsze jest korzystne dla zdrowia, gdyż kwaśny odczyn chroni nasz układ moczowy przed rozwojem bakterii chorobotwórczych). Może nawet się okazać, ze wydalamy mniej wapnia z moczem. Badania nie wykazują jednak, by miało to wpływ na zdrowie kości. Niektóre faktycznie wskazują, że dieta wysokobiałkowa i niskowęglowodanowa może negatywnie wpływać na poziom wapnia w kościach. Tyle, że mówimy tu o diecie ubogiej w wiele składników niezbędnych do odpowiedniej gospodarki wapniem (choćby witamin D i K). Ponadto wiele badań wskazuje, że wysokobiałkowa zróżnicowana dieta nie jest zagrożeniem dla kości osób zdrowych.

Nie dla diety alkalicznej

StockSnap_3J13XAT5LM

Ani dieta alkaliczna ani dieta zakwaszająca dla zdrowego człowieka nie jest optymalnym rozwiązaniem. Najważniejszy jest dobrze zbilansowany posiłek bogaty w różne składniki odżywcze: te kwaso- i zasadotwórcze także.

Tak więc ani dieta kwasotwórcza ani dieta zasadotwórcza nie jest korzystna dla naszego organizmu. Korzystna jest równowaga w spożywanych pokarmach. Kwaśne i zasadowe muszą pojawiać się w naszym żołądku. Przegięcie w którąkolwiek stronę nigdy nie jest dobre. Dieta biegacza powinna być więc bogata w warzywa i owoce (z reguły zasadotwórcze), ale i zawierać białka. Nie zaufałbym dietetykowi, który chce mnie uraczyć dietą alkalizującą, chyba, że jest to dietetyk kliniczny w szpitalu przywracający mnie do żywych po wyprowadzeniu z kwasicy.
Po intensywnym wysiłku możemy lekko wesprzeć różne nasze mechanizmy ochronne, ale działajmy kompleksowo. W posiłku regeneracyjnym powinny się znaleźć i białka i węglowodany, minerały, witaminy, kwasy tłuszczowe. Wszystkie te składniki
razem łagodzą skutki wysiłku (większy poziom kwasu mlekowego, stres oksydacyjny, odwodnienie, mikrouszkodzenia mięśni i kości, interleukiny prozapalne itd).

Źródła:

O Autorze

Oskar Berezowski

Jestem autorem tysięcy artykułów w czołowych polskich dziennikach, tygodnikach, miesięcznikach i serwisach online. Pracowałem m.in. dla gazety “Polska The Times” i “Dziennika Polska Europa Świat”. Dzięki nim mogłem relacjonować lekkoatletykę podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie, spotykać się z zawodnikami i trenerami podczas mityngów w Polsce i za granicą oraz analizować zmagania podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata. Sporo nauczyłem się także pracując w miesięczniku „Bieganie”. Współpracowałem i współpracuję z www.magazynbieganie.pl, „Esquire„, Gazeta Wyborcza, gazeta.pl, Forum Trenera.

Podobne Posty

6 Responses

  1. Rafał Adametz

    Tezy, wyglądają na dobrze uargumentowne. Dobry artykuł. Wydaje mi się, że parcie na alkalizujące diety itp. oczywiście może być przesadzone i podparte głównie chęcią zysku. Ale.

    Na bardzo wiele problemów nasz organizm ma swoje środki (na tym jego wspaniałość polega). Takie np. cieszące się złą sławą „wolne rodnik” są naturalnym produktem przemiany materii i nasze systemy obrony dobrze sobie z nimi radzą, pod jednym warunkiem – że nie przesadzamy z ich produkcją (autopromocja: http://www.magazynbieganie.pl/antyoksydanty-a-dyscypliny-ultra/).

    Podobnie można spojrzeć zatem na kwestię „zakwaszenia” – owszem, hamburger, pączek – damy radę. Pytanie, gdzie jest granica wydolności naszych systemów obronnych? Dorzucimy do tego jeszcze ultra-maratony – robi się ciężko, nereczki mają co robić (ostatni artykuł w spisie sugeruje, że to one mogą być najbardziej poszkodowane przy diecie wysoko białkowej, ja bym jeszcze dodał układ nerwowy, ale to inna sprawa i szlak).

    Także, najważniejszym hasłem tego artykułu jest wg. mnie – RÓWNOWAGA – pamiętajmy jednak, że dla każdego z nas złoty środek leży gdzie indziej. I tutaj DOBRY dietetyk może być niezbędnym pomocnikiem. Dobra, rozpisałem się… czas na piwo 😉

    Odpowiedz
    • Oskar Berezowski
      Oskar Berezowski

      Tak też próbowałem to pokazać. Równowaga jest podstawą, a diety alkaliczne to lep na ludzi szukających łatwych rozwiązań: jem byle co, potem się „zalkalizuję” i będzie fajnie. Ponadto jest tu pułapka, bo dieta „alkaliczna” faktycznie może być zdrowa, ale dlatego, że zawiera warzywa i owoce oraz nieprzetworzone produkty. Tyle, że nie „odkwaszanie” jest tu kluczem, ale właśnie lepszy bilans składników odżywczych i ograniczenie nadmiaru białek zwierzęcych np.

      Odpowiedz
  2. Dariusz

    Ryzykowne tematy z postawieniem tak jednoznacznej tezy :). Opieranie się na PH krwi jest raczej lekko chybione – jeśli nie ma choroby to krew zawsze będzie miała dobre PH – organizm po to ma mechanizmy do regulacji https://en.wikipedia.org/wiki/Acid%E2%80%93base_homeostasis . To jest niezależne od diety. Jeśli już to PH moczu się zmienia w zależności od tego co jemy, ale to też jest mechanizm regulacji. Oczywiście zgadzam się z tym że dieta odkwaszająca to marketing 🙂

    Odpowiedz
  3. Enfantterrible

    A gdyby odwrócić pytanie: Czy rak lub jakaś inna choroba objawia się w jakiś sposób poprzez zmianę pH krwi?

    Odpowiedz
  4. Whookash

    Co do tezy z chęcią zysku dietetyków przepisujących diety alkalizujące – trochę drogi Autorze popłynąłeś. Każdy wykonujący jakikolwiek zawód raczej nie robi tego charytatywnie, ale takie nośne hasła jak „chęć zysku” zawsze wzbudzają negatywne konotacje. Nie jestem dietetykiem. Ale sporo eksperymentowałem na własnym ciele, z wieloma dietetykami miałem do czynienia. I jedno wiem na podstawie własnych doświadczeń – prędzej zaufam dietetykowi niż lekarzowi klinicznemu jeśli rozmawiamy o chęciu zysku 🙂

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany