Jeśli staniesz przy trasie dowolnego biegu ultra w Polsce czy zagranicą, odniesiesz wrażenie, że ludzi na starcie wyszykowali się na wyprawę górską, a nie bieg. Kto to słyszał żeby tachać na plecach w czasie biegu tyle dobytku? Pokaźny bagaż może zniechęcać osoby pragnące zacząć startować w ultra. Tymczasem biegania po górach nie zawsze potrzeba góry sprzętu.

Napisał: Jarek Sekuła, swoje trzy grosze dołożyła: Magda Ostrowska-Dołęgowska

Wielu biegaczy ultra przypomina szerpów, a nie górskich ścigaczy. Gdy popatrzysz na początek peletonu, odniesiesz wrażenie, że połowa zawodników w ogóle zapomniała się ubrać, a przedstartowym amoku zapomniała zabrać ze sobą plecak, a na ramiona narzuciła zakoszone komuś naprędce stringi, byleby podczepić do nich picie w prezerwatywie, by nie musieć cały czas nieść jej w rękach. Jeśli nie jesteś zawodnikiem z czołówki, ale nie wybierasz się też na oblężnicze zdobywanie ośmiotysięcznika, prawdę odnośnie tego całego sprzętu jak zwykle znajdziesz pośrodku.

Buty

Większość zapewne uważa to za najważniejszy element wyposażenia, i jest w tym dużo racji. Ale to, że bieg odbywa się górach nie oznacza od razu konieczności wydawania często dość pokaźnej kwoty na buty terenowe. Góry są niezwykle zróżnicowane, są tam zarówno strome, trudne techniczne odcinki z błotem i kamieniami, ale też ładne szutrowe drogi, czy ścieżki wyłożone całkiem równymi kamieniami. A w takich warunkach można bez większych problemów wybrać się w butach szosowych. Przynajmniej na debiut. Zaprawieni w bojach zawodnicy pokonują w butach szosowych nawet bardzo trudne i techniczne górskie biegi. Na naszym podwórku przykładem takiej osoby może być Ewa Majer, a za granicą słynny Marco Olmo. Obydwoje lubią sobie pohasać w butach na asfalt. To jednak bardzo mocni zawodnicy i raczej nie powinni być pod tym względem wyznacznikiem. Pokazują po prostu, że się da. Osoby zaczynające przygodę z górami mogą pozostać przy butach szosowych gdy trasa jest łatwa technicznie i raczej sucha. Jeżeli planujesz start na trasie o nieznanej nawierzchni, lub gdy wiesz, że trasa będzie wymagająca, nie ma co kombinować i należy uznać kupno butów terenowych za obligatoryjne. Im bardziej błotnistej trasy się spodziewasz, tym bardziej agresywny powinien być bieżnik. Na mokrej trasie z błotem buty szosowe mogą zamienić bieg w walkę o przetrwanie, a tego nie chcesz.

Łemkowyna Ultra Trail i bieżnik Mudclaw 300.

Na trudne warunki, błotniste podłoże, świetnie sprawdzą się buty z bardzo agresynym bieżnikiem. Na zdjęciu prezentuje swoje wdzięki inov-8 mudclaw 300.

Plecak

W zasadzie należy uznać ten element za konieczny, chyba, że posiadasz np. duży pas biodrowy, który powinien się sprawdzić na krótszych trasach. O ile oczywiście lubisz takie rozwiązanie i umiesz dopasować go tak, by nie podskakiwał i cię nie wkurzał. Na wiele biegów górskich, i to niekoniecznie ultra, organizatorzy wymagają specjalnego wyposażenia typu: telefon, mapa, folia NRC czy określona ilość picia. W zależności od dystansu może być ono większe (powiększone np. o kurtkę, spodnie, kubek, czapkę i całą masę innych rzeczy) lub mniejsze, ale gdzieś to trzeba
pomieścić, więc plecak tak czy siak trzeba kupić. Ciężko doradzić pojemność, bo zależy ona od bardzo wielu czynników, jak choćby wspomniane elementy obowiązkowe, dystans trasy czy preferencje zawodnika. Ale jedno jest pewne – nie warto na plecaku oszczędzać. Jest to taki element, który ma olbrzymi wpływ na komfort biegu. Gdy plecak będzie podskakiwał, albo uwierał, czy co gorsza, powodował otarcia, doprowadzi nas do szału i zazwyczaj skończy się na kupnie kolejnego, dlatego warto kupić raz, a dobrze.

Oczywiście, że w sklepie nie dowiemy się, czy dany modele nie będzie uwierał po kilku godzinach biegu, ale jeśli już w czasie przymiarki czujemy, że coś jest nie tak to lepiej odpuścić nawet jeśli innym bardziej pasujący model wymaga dołożenia nieco grosza. Umiejscowienie kieszonek również ma znaczenie, bo co nam po plecaku jak będziemy musieli go np., ściągać za każdym razem gdy np. chcemy sięgnąć po coś do jedzenia bo nie ma kieszonek, albo są one trudno dostępne. Plecaka nie wymieniamy tak często jak buty, więc lepiej niech będzie wygodny i praktyczny, skoro może być z nami kilka lat.

Ewa Majer na mecie Chudego Wawrzyńca w 2015 roku. Fot. Piotr Dymus

Ewa Majer na mecie Chudego Wawrzyńca w 2015 roku. Ewa biega z plecakiem kamizelką i bukłakiem, bo ilość wody jaką pochłania w trakcie biegu ultra stała się już legendarna. Fot. Piotr Dymus

Pojemnik na picie

Nie ma biegów ultra, na których punkty z wodą byłyby tak często rozmieszczone, że biegacz mógłby się dobrze nawodnić nie zabierając nic z sobą. Biegi w górach są nieprzewidywalne. Dziesięć kilometrów z kilkuset metrami podejść zajmuje znacznie więcej niż łagodne góra-dół. Najczęściej nie da się tego łatwo przeliczyć patrząc tylko na profil i znając swoje możliwości na płaskim. Potrafią to doświadczeni zawodnicy wiedząc np., że pokonają 1000 metrów podejścia w godzinę. Zbieg może być szybki i przyjemny, może też być najeżony kamieniami, a ty możesz mieć już dokumentnie zajechane mięśnie czworogłowe. Coś do picia to podstawa, zwłaszcza tam, gdzie nie ma strumieni czyli na górskich grzbietach. Bukłak sprawdza się bardzo dobrze tam, gdzie punkty z wodą są rozmieszczone rzadko. Ewentualnie – jeśli wiesz, że pijesz bardzo dużo – lepiej żebyś miał ze sobą więcej picia. Lepszym rozwiązaniem na ultra, zwłaszcza te krótsze lub bogatsze w wodę, są bidony – twarde albo tzw. softflaski. Łatwo i szybko uzupełnia się wodę, dokładnie widzisz ile ci jej zostało. W wielu plecakach są specjalne mocowania na bidony. Możesz też spróbować biec ze zwykłą butelką po izotoniku czy wodzie – byleby była z dzióbkiem. Albo jak słynny amerykański maratończyk Bill Rogers, zwycięzca z Bostonu z 1975 roku – skonstruować sobie bidon z… butelki po szamponie.

Ciuchy

Nie, nie będziemy opowiadać ci o tym żebyś ubrał się adekwatnie do pogody, sprawdził wcześniej prognozę i pamiętał, że pogoda w górach zmienną jest. Zakładamy, że wiesz takie rzeczy. Wspomnimy więc tylko o paru istotnych, z naszego punktu widzenia aspektach. Nie ubieraj się za ciepło. To nie misja oblężnicza. Załóż wygodne gacie. Majtki znaczy się! W przypadku kobiet piekielnie ważny jest też wygodny stanik. Poza tym – mógłbyś się ubrać w worek po ziemniakach. Choć może taki z przegródkami na nogi. Jeśli, jak rasowy biegacz, masz dwa pokaźnych rozmiarów uda, które nie chcą się mieścić do garnituru dopasowanego do twojej wąskiej talii – wybierz spodenki, które osłonią uda i nie pozwolą im się wzajemnie obcierać. Maraton można jeszcze w ten sposób przetrwać, ale obtarcia podczas biegów ultra są z nami o wiele, wiele dłużej. Skarpetki od garnituru też zostaw w domu. Wybór dobrych ma jeszcze większe znaczenie niż przy płaskich biegach ulicznych. A kurtka? Przyda się, jeśli zawody nie są krótkie, a pogoda niepewna. Choć widziano i takich, którzy całkiem zgrabne wdzianko umieli skonstruować sobie z folii NRC (to jest rajdowe i ultramaratońskie „must have!”), albo na metę dobiegali w ordynarnych, kupionych w kiosku pelerynach foliowych. Oczywiście – im dłuższe ultra, im trudniejsze góry i im poważniejsze podejście – tym takich patentów mniej.

Kurtka? A po co to komu, skoro jest stara, dobra folia NRC? Zdjęcie zrobione podczas pierwszej edycji Chudego Wawrzyńca. Na starcie było ładnie i ciepło, a później, mimo sierpniowego terminu, zrobiło się 11 stopni w dolinach. Ile było na górze? Chyba mniej... Fot. Piotr Dymus

Kurtka? A po co to komu, skoro jest stara, dobra folia NRC? Zdjęcie zrobione podczas pierwszej edycji Chudego Wawrzyńca. Na starcie było ładnie i ciepło, a później, mimo sierpniowego terminu, zrobiło się 11 stopni w dolinach. Ile było na górze? Chyba mniej… Fot. Piotr Dymus

Kije

Najdroższe modele kosztują nawet 700 zł. Nie ma się co oszukiwać, to  kwota zawrotna. Jeśli myślisz, że z pewnością poprawią wynik na mecie, jesteś w błędzie. Kije rzeczywiście mogą wspomóc, szczególnie na podejściach, ale należy mieć świadomość, że mają one sens przede wszystkim na zawodach ultra, i to z tych dłuższych, dobijających do 100 km lub więcej. Ewentualnie na krótszych trasach, ale wybitnie górskich, z potężnymi przewyższeniami i bardzo stromymi podejściami. Oczywiście – im słabszy zawodnik, tym większe korzyści odniesie przy krótszej trasie, ale generalnie na trasy poniżej 50 km nie warto nawet zawracać sobie nimi głowy. Na krótkim dystansie więcej można stracić niż zyskać. Zupełnie inna sprawa to umiejętność posługiwania się nimi. Niby żadna filozofia machać patykami, ale jeśli ktoś nie biega na nartach, nie chodzi na skiturach, to lepiej niech najpierw potrenuje „na sucho”. Inaczej kije będą zapewne służyły jako laska do podpierania się na podejściu, a nie będą dodatkowym napędem. Dynamiczne poruszanie się z kijami jednak mocno różni się od podpierania.

Kije do biegania powinny być lekkie. Bo poza długimi, trudnymi podejściami będziesz je targać w rękach. Pamiętaj też, że jeśli decydujesz się ich używać, powinieneś być uważny i zadbać o nieprzeszkadzanie innym. Przełóż kije do jednej ręki. Jeśli będziesz biegł jak pani na zdjęciu zagrodzisz całą szerokość ścieżki uniemożliwiając innym wyprzedzenie cię. Fot. Piotr Dymus

Kije do biegania powinny być lekkie. Bo poza długimi, trudnymi podejściami będziesz je targać w rękach. Pamiętaj też, że jeśli decydujesz się ich używać, powinieneś być uważny i zadbać o nieprzeszkadzanie innym. Przełóż kije do jednej ręki. Jeśli będziesz biegł jak pani na zdjęciu zagrodzisz całą szerokość ścieżki uniemożliwiając innym wyprzedzenie cię. Fot. Piotr Dymus

Kompresja

Jeśli chcesz ładnie i modnie wyglądać to kupuj śmiało. Jeśli masz nadmiar gotówki, też kupuj w ciemno, choć równie dobrze możesz przelać kasę na moje konto. Tak na poważnie, to mimo, że kompresja jest rozwiązaniem bardzo popularnym wśród ultrasów i sprawia, że mięśnie mniej drgają, to śmiało można się bez niej obyć. Zresztą chyba nikt ostatecznie nie udowodnił, że obcisłe ciuchy poprawiają czasy, więc nie ma co zawracać sobie tym głowy.

Oświetlenie

Czołówka miłośnikom przygód czy podróży zawsze może się przydać, ale jeśli takimi nie jesteśmy i poza startem nie będziemy jej używać, to na wielu zawodach można sobie bez niej poradzić. Spora część biegów i to nawet część ultra odbywa się w całości za dnia, więc nie ma konieczności używania własnego światła. Co prawda, regulaminy niektórych biegów wymagają jej posiadania, mimo że limit czasu nie przewiduje poruszania się po ciemku, ale jednak na znaczącej części imprez światło nie będzie potrzebne.
Decyzję o kupnie czołówki na bieg warto podjąć po przeanalizowaniu regulaminu i limitów czasu, choć jeśli planujemy kończyć na granicy dnia i nocy, warto choćby na wszelki wypadek zaopatrzyć się przynajmniej w niewielkie, awaryjne światło umożliwiające bezpieczny powrót. Świecenie sobie komórką pojawia się w opowieściach czy to debiutantów, czy weteranów, których zgubiła brawura. Ale opcja to raczej słaba i na krótką metę. Sytuacja wygląda inaczej na dłuższych biegach ultra, gdzie po ciemku czasem trzeba poruszać się czasem i kilkanaście godzin, ale raczej mało jest początkujących biegaczy porywających się od razu na takie wyrypy.

Marcin Świerc (źróło: https://www.facebook.com/MarcinSwiercOfficial)

Marcin Świerc z czołówką na Biegu 7 Dolin w Krynicy. Impreza ta startuje po ciemku, a elita zdąży pokonać kawał drogi nim zrobi się jasno. Na bieg, gdzie szybko wbiega się w trudny teren – własne światło jest więcej niż zalecane. Fot. Facebook.com/MarcinSwiercOfficial

Worek na śmieci

Stwierdzamy to z rozpaczą i zażenowaniem, ale im popularniejsze stają się biegi ultra, tym więcej niekulturalnych zachowań. Nie ma się co oszukiwać, że biegacze są inni, śmiecą tak samo. To, że nie wyrzucają po drodze do lasu starego telewizora czy odpadów budowlanych nie usprawiedliwia wyrzucania opakowań po żelach czy batonach albo butelek. Jeśli obawiasz się, że tubka po żelu, lub upaćkane czekoladą sreberko po batonie zabrudzi kieszonkę w plecaku czy spodenkach, zabierz ze sobą torebkę, w której znajda się śmieci. Nie bądź chamem, nie śmieć.

Telefon

Nie, nie po to żebyś sobie cykał foteczki na połoninach i wrzucał je od razu na Instagram. Choć wiemy, że pewnie ci to przez myśl nie przeszło. Telefon, z naładowaną baterią, jest wymagany na większości biegów ultra jako łącznik ze światem poza trasą. Zadzwonisz z niego do organizatora, jeśli będziesz zmuszony się wycofać, albo jeśli będziesz potrzebował pomocy. Zadzwonisz do Marioli albo Heńka z prośbą żeby słownie kopnął cię w zadek, jeśli zabraknie ci motywacji do dalszego biegu. A jeśli lubisz gadżety i aplikacje – będziesz mógł włączyć endomondo i zarejestrować swój bieg (żeby sobie później przeanalizować), czy włączyć aplikację typu RunCalc z konfiguracją na konkretny bieg. Warto żebyś zapisał sobie w telefonie numer do organizatora i do GOPR. Ale zawsze najpierw dzwoń do organizatora.

Papier toaletowy! Chyba nie musimy ci tłumaczyć dlaczego?


Co jeszcze warto rozważyć?

Jeśli jest gorąco – weź czapkę z daszkiem i nawet startując w środku nocy – posmaruj się kremem do opalania. Wiemy co mówimy. To żadne pieszczenie się ze sobą, żadna rewia mody na plaży w Sopocie. Parę godzin na słońcu potrafi uczynić z biegacza ultra pieczonego kurczaka z rożna z podrzędnego baru przy drodze.

Buff – albo inna tego typu chusta. Niczym McGyver zrobisz z niej 500 rzeczy. Czapkę, szalik, koszulkę, spódnicę i… jeszcze pewnie z 496 innych drobiazgów.

Zegarek – celowo nie wspominamy o tym jako „must have”. To zdecydowanie kwestia gustu. Jedni wolą biegać na czuja, nic nie rejestrować i nie przejmować się czasem. Inni czujni jak ważka czekają na każdą wibrację swojego Garmina na nadgarstku.

Jeśli ma być zimno, a ty jesteś zmarzlakiem – weź ciepłą czapkę i rękawiczki. Praktyka (a nie tylko słowa babć), że najłatwiej wychłodzić się przez głowę, dłonie i stopy. Możesz nie mieć grubej warstwy na grzbiecie, ale jeśli ogrzejesz końcówki – będzie ci ciepło. Zadbaj też o osłonienie szyi – to też znacznie większa komfort. Możliwe, że widziałeś górskich biegaczy w krótkich gaciach i koszulkach z rękawkiem, za to w czapce, rękawiczkach i buffie na szyi.

Coś słonego – zwykle na punktach żywieniowych, o ile w ogóle są (a najczęściej są) dostaniesz mnóstwo słodkości. Profi batony i żele, izotoniki, ciastka, banany, rodzynki. A ty masz już tych słodyczy po dziurki w nosie i najchętniej zacząłbyś ssać swoją słoną od potu koszulkę. Weź słone orzeszki albo parę precelków czy krakersów – na czarną godzinę. Niektórzy doceniają nawet kawałek kabanosa. Mimo że potem co chwilę im się tym kabanosem odbija.

Apteczka – parę plastrów na otarcia czy pęcherze, agrafka (można nią przebić bąbel lub spiąć coś, co się rozerwie itp.) czy malutki scyzoryk. Jeśli znasz swój organizm możesz też wziąć jakieś przeciwbólowce, które ci służą. Ale bądź z nimi ostrożny. Ultra przeleciane na ketonalu nie da ci ujemnych not za styl, ale z małego bólu może się urodzić spora kontuzja.

Mapa – to rzecz nieobowiązkowa, ale takie nasze małe, rajdowe zboczenie. Oczywiście, o ile umiesz z niej skorzystać. Dobrze wiedzieć gdzie jesteś, jeśli jakimś cudem zboczysz z oznakowanej trasy, albo dokąd zejść, jeśli zdecydujesz się wycofać.

Dowód osobisty – wielu organizatorów go wymaga, zwłaszcza jeśli biegniesz za granicą albo w strefie nadgranicznej.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany