Ile to razy po wyczerpującym biegu leczyliście nie tylko skatowane nogi, ale i rozpalone gardło? Organizm poddany olbrzymiemu wysiłkowi jest bardziej podatny na przeziębienia. Według naukowców sposobem na zminimalizowanie ryzyka jest jednak różeniec górski.

Różeniec niewiele ma wspólnego z różańcem, choć do tej pory wiele osób twierdziło, że obie rzeczy łączy wyłącznie wiara. Jeśli komuś ona nie wystarcza to różeniec (Rhodiola Rosea) doczekał się wreszcie wielu dowodów na swoje działanie. Na szczęście dla sportowców często jest on testowany na przedstawicielach dyscyplin wytrzymałościowych, i dzięki temu możemy wyciągnąć sporo wniosków dla siebie.

Bardzo ogólnie o różeńcu pisze się w literaturze fachowej, że jest adaptogenem. Brzmi podejrzanie, ale chodzi o to, że wpływa na zdolność organizmu do szybszej adaptacji do stresu (fizycznego i psychicznego), czyli zmieniających się warunków zewnętrznych i wewnętrznych działających na organizm. Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby wydedukować połączenie między stresem a długotrwałym wysiłkiem. Wyczerpujący bieg łączy się z niebagatelnym obciążeniem na naszą psychikę i ciało. Naukowcy twierdzą, że dzięki różeńcowi, szybciej możemy nauczyć swój organizm jak się bronić i jak przetrwać w takich warunkach.

Ktoś czytając to powie: dobra, dobra, to jakieś paranaukowe pitu pitu, a ja chcę faktów. Oto i one. Trzymajcie się krzesła!

Aby bowiem sprawdzić, czy różeniec górski faktycznie może wpływać na zmniejszenie przeziębień po długim biegu zbadano 48 doświadczonych maratończyków. Jedna połowa dostawała 600 mg różeńca dziennie przez 30 dni przed maratonem i 7 dni po. Druga grupa była kontrolna, a więc grzecznie zażywała sobie placebo.

Podczas eksperymentu uczestnikom pobrano krew przed startem, wypuszczono na trasę i upuszczono jeszcze krew 15 min po i 1,5 godziny po biegu. Okazało się, że różeniec pobudzał do przeciwwirusowej aktywności organizmu, opóźniając wzrost zależnych od ćwiczeń replikacji wirusa (w tym przypadku pęcherzykowego zapalenia jamy ustnej).

Wczytując się dokładnie w badania przeprowadzone na Appalachian State University możemy wyczytać, że różeniec nie jest remedium doskonałym i nie eliminuje całkowicie ryzyka zachorowania, lecz zmniejsza je wyraźnie w porównaniu z grupą kontrolną (taką, która brała placebo). Wyniki te wskazują, że związki bioaktywne w surowicy pacjentów z przyjmowaniem górskiego ziółka mogą wywierać działanie ochronne wobec namnażania wirusa, a następnie intensywnego i długotrwałego wysiłku. Jest to możliwe dzięki pobudzeniu aktywności przeciwwirusowej.

Moim skromnym zdaniem na badania warto także zwrócić uwagę ze względy na naukowców w nie zaangażowanych. Od lat zajmują się oni bowiem poszukiwaniem różnych substancji, które mogą chronić organizm w trakcie długotrwałych wysiłków, a ich prace są dobrze udokumentowane wieloma publikacjami. A więc w razie czego smacznego i nie polecam szukania różeńca na własną rękę na polu, bo sprytne ziele upodobało sobie w Polsce tereny parków narodowych w Sudetach i Karpatach. W razie czego – ja rekomenduję aptekę.


Źródło:

„Rhodiola rose exerts antiviral activity in athletes following a competitive marathon race” Frontiers in Nutrition, 31.07.2015

O Autorze

Oskar Berezowski

Jestem autorem tysięcy artykułów w czołowych polskich dziennikach, tygodnikach, miesięcznikach i serwisach online. Pracowałem m.in. dla gazety “Polska The Times” i “Dziennika Polska Europa Świat”. Dzięki nim mogłem relacjonować lekkoatletykę podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie, spotykać się z zawodnikami i trenerami podczas mityngów w Polsce i za granicą oraz analizować zmagania podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata. Sporo nauczyłem się także pracując w miesięczniku „Bieganie”. Współpracowałem i współpracuję z www.magazynbieganie.pl, „Esquire„, Gazeta Wyborcza, gazeta.pl, Forum Trenera.

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany