To miała być jedna opowieść, a wyszły trzy. Bo niezależnie od siebie wypłynęły trzy ultra przedsięwzięcia, których motywem przewodnim jest przesilenie letnie i najdłuższe dni w roku.

Za słońcem przez góry

Robert Celiński znany jest z mnóstwa biegowych pomysłów. Bawił się w bieganie maratonów na wszystkich kontynentach, potem we wszystkich europejskich stolicach (nie zważając na fakt, że w niektórych wcale nie ma zorganizowanych imprez), zdarzało mu się biegać ultra (nawet bardzo grube w rodzaju najdłuższej trasy Beskidy Ultra Trail). Jest biegowym maniakiem. Kiedy nie pracuje, to tworzy aplikacje związane z bieganiem (m.in. Runcalc i Polskie Góry).

Bieg ku Słońcu

Bieg ku Słońcu, Robert Celiński – okolice Chrobaczej Łąki. Fot. Krzysztof Dołęgowski

Parę dni temu wspomniał przy grillowanym bakłażanie, że szuka kompana do projektu pod kryptonimem „Bieg ku Słońcu”. W kilku zdaniach wyjaśnił o co chodzi. W najdłuższy dzień roku zamierza wystartować ze swojego domu w Bielsku-Białej. Przywitać wschód słońca na szczycie Gaiki (to wierzchołek wznoszący się na 808 m n.p.m. na skraju miasta), a potem biec przed siebie, cały czas podążając za słońcem przesuwającym się po nieboskłonie. Zatem najpierw na wschód, potem ku południowi, by z ładną opalenizną kończyć biegiem na zachód. Wziął mapę (Robert jest też maniakiem kartografii) i opracował trasę. Okazało się, że niewiele odchodząc od idealnego łuku, da się ułożyć logiczny przebieg po najważniejszych grzbietach regionu. Zatem za Gaikami poleciał nad Jezioro Międzybrodzkie, potem wspiął się na Bukowski Groń, Przełęcz Kocierską, dalej przez Stryszawę i Zawoję na Babią Górę. Z Babiej zahaczając o Słowację na szczyt Pilska. Metę ustawił w Węgierskiej Górce. Całość to ponad 130 km.

Jak pomyślał tak zrobił. Bez fanfar i telewizji. Spotkaliśmy się we dwóch na szczycie Gaików. Towarzyszyłem mu przez 12 km, bo nadal dochodzę do siebie po kontuzji, ale pomysł bardzo mi przypadł do gustu, więc wczłapałem o 4:30 rano na tę górkę i razem przywitaliśmy wschód słońca. Potem ja się zwinąłem do domu, a Robert kontynuował. Mówi, że biegło się bardzo dobrze, choć pomysł z przemieszczaniem się z twarzą non-stop ku słońcu, ma też swoje wady. Do domu wrócił z popalonymi udami i twarzą. Ale zadowolony. Nie zrobił całości, choć trzymał do końca bardzo dobre tempo. Gdy dotarł do schroniska na Hali Miziowej, akurat Polska grała mecz z Ukrainą w ramach Mistrzostw Europy UEFA. Załapał się na jedyną bramkę spotkania. Wypił piwo i zbiegł do Żabnicy. Ostatni kawałek prowadzący asfaltem już sobie darował. Na dole czekała w aucie żona (Ania Celińska – czołowa polska biegaczka górska). I tak zaliczył około 131 km w czasie nieco ponad 16 godzin (przewyższenie około 4000 m). To niezły czas nawet jak na zawody. A jak na zabawę solo, bez wsparcia i punktów żywieniowych – rewelacja.

Bieg ku Słońcu, Robert Celiński

Bieg ku Słońcu, Robert Celiński zbiega do Porąbki. Fot. Krzysztof Dołęgowski

Robert nie chce robić z tej trasy wyścigu. Ale ma nadzieję, że w przyszłym roku uda się zebrać kilka osób, które wspólnie powtórzą bieg bez ścigania się. Ot, dla zabawy.

Capture

Przewieźć trochę morza do Czech

Bohaterem akcji jest Tomek „Żurek” Żurawski, który postanowił przejechać rowerem Polskę od morza do gór, w ciągu jednego dnia. Na miejsce startu wybrał Mielno, a na metę granicę czeską w Jakuszycach. Ruszył na szosówce w formule solo. Bez osób, które by mu nadawały tempo czy tworzyły tunel aerodynamiczny. Korzystał jedynie ze wsparcia w postaci towarzyszącego mu auta, skąd mógł brać jedzenie i napoje.

zurek - mapa

Akcja zakończyła się powodzeniem. Żurek na 21 minut przed zachodem słońca dotarł do znaku granicznego (słońce zachodzi w Jakuszycach o 21:15). Ten projekt nie był wyłącznie zabawą i walką z bólem tyłka czy łydek. Tomek Żurawski zbiera pieniądze na cel charytatywny.

zurek

„Żurek” na trasie od morza w góry. Fot. Grzegorz Łuczko / Natural Born Runners

Goniąc Słońce wokół góry

Ostatnia impreza to przykład na to, jak mały projekcik da się rozdmuchać do globalnych rozmiarów. Jeśli tylko ma się chęć, mocnego sponsora i… sporą górę, o której zawsze miło posłuchać czy pooglądać jej fotki. W tym wypadku role zostały rozdane następująco. Kasę wykłada ASICS, który mocno wchodzi w rynek trailowy. Idea to bieg sztafetowy od świtu do zmierzchu, a plenery szykuje niezawodny Mont Blanc. Dystans jest niebagatelny – około 150 km, a czas od wschodu do zachodu to 15 godzin i 41 minut (na południu latem dni są nieco krótsze).

To nie jest otwarty bieg, na który może się zapisać każdy. Organizatorzy wybrali ekipy mieszając zawodowców i amatorów. Podzielili zespoły regionalnie. Zatem ścigały się sztafety Afryki, Azji i Pacyfiku, Wschodniej Azji, Europy (podzielonej na południe, wschód i centrum), oraz dwa zespoły Ameryki. W sumie 48 osób kontra słońce. ASICS postarał się o prawdziwe gwiazdy. Nie tylko trailu. W amerykańskim teamie pojawił się najszybszy biały maratończyk Ryan Hall oraz czołowa maratonka Deena Kastor.

Rywalizację wygrał zespół północnej Europy docierając do mety 51 minut przed zachodem słońca.

ASICS announced the 'Beat the Sun' challenges as amateurs and professional athletes work together in a unique running relay race around the iconic Mont Blanc on June 21, the longest day of the year. (PRNewsFoto/ASICS America)

Asics – Beat The Sun. Fot. materiały prasowe ASICS.

O Autorze

Krzysztof Dołęgowski

Biegacz, ultramaratończyk, zawodnik rajdów przygodowych. Przez lata zastępca redaktora naczelnego magazynu Bieganie. Współautor książki "Szczęśliwi biegają ULTRA:, promotor biegania ultra, organizator imprez (m. in. Chudego Wawrzyńca, Monte Kazury i Wilczych Groni). Jako pierwszy Polak pokonał słynną angielską Bob Graham Round, był w pierwszej 50. na Marathon Des Sables, zajął wysokie miejsce w UTMB. Wielokrotny zwycięzca Kieratu - setki na orientację.

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany