[size=x-large]Test plecaka Columbia Mobex Trail Pack[/size]


Waga: 836g
Cena: 359zł

Zdawało by się, iż w temacie plecaków wymyślono już wszystko. Wymyślono już chyba wszystkie kształty, wielkości, dziwne kieszonki, schowki i uchwyty, do tego kosmiczne systemy nośne i wentylacyjne, cudowne materiały i technologie. Ale to co wymyślili goście od projektowania plecaków z firmy Columbia, to jednak jest spora ciekawostka. Prawdopodobnie z braku pomysłów lub w wyniku jakiejś mega burzy mózgów postanowili zaprosić do współpracy kolegów z działu projektowania… namiotów. Skutkiem tej współpracy powstało coś faktycznie na kształt przenośnego i pomniejszonego namiotu. Tak, namiotu, bo jest tu i stelaż i tropik. Kshysiek w majowym numerze miesięcznika Bieganie nawet opisał ten plecak jako namiot dla świnki morskiej 🙂

OK, pożartowaliśmy, ale teraz trzeba na poważnie “prześwietlić” ten plecak z każdej strony.
Plecak jest przeznaczony do aktywnej turystyki, ale wg mnie nadaje się także do dłuższych rajdów AR. Przy pojemności 25 litrów jest bardzo lekki, waży tylko 840 gram. Wyposażony jest w masę kieszeni i uchwytów. Dokładnie rzecz biorąc, posiada aż 10 różnych kieszeni, w tym 4 zapinane na zamek, plus kieszeń na bukłak oraz uchwyt na bidon.
Dwie zewnętrzne kieszenie z elastycznej siateczki są na tyle duże, że można do nich wsadzić nawet buty na zmianę. Kieszeń górna i dolna, zapinane na zamek, świetnie nadają się na schowanie dokumentów czy innych papierów. Kolejna kieszeń na zamek umieszczona jest na pasie biodrowym, pomieści sporo batonów czy nawet kanapek. Jeśli ktoś preferuje korzystanie z bidonu, to na pasie biodrowym, po lewej stronie jest kieszeń dokładnie pasująca do bidonu 0.5l, a jeśli nie, to możemy do niej schować zwiniętą wiatrówkę czy pelerynę. Wewnątrz komory plecaka mamy 3 niewielkie kieszenie siateczkowe na jakieś drobiazgi, jedną dużą i płaską np. na mapy oraz kolejną kieszeń zamykaną na zamek na jakieś ważne szpargały. Dodatkowo w komorze jest coś na wzór kurtyny, z cienkiej prześwitującej siateczki, która trzyma wszystkie upakowane szpargały, tak by po otwarciu plecaka nam nie wypadły. Plecak posiada bardzo szczelny zamek na ¾ obwodu, więc po całkowitym jego rozpięciu dzieli on plecak na dwie części, kompletnie oddzielając komorę bagażową od bukłaka oraz systemu nośnego.

Plecak jest dosyć duży, pakowny, ale dzięki tym wszystkim kieszonkom, oraz kurtynie, nic nam nie lata luzem i mamy szybki dostęp do każdej rzeczy, bez potrzeby przekopywania plecaka. Do specjalnej kieszeni idealnie mieści się bukłak 2 litrowy, ale nawet 3 litrowy wejdzie na wcisk, jednak czuć wtedy wyraźną “bułę” na plecach.
Powłoka zewnętrzna wykonana jest z tkaniny Omni-Shield, odpornej na deszcz, jednakże wymieniony już wcześniej zewnętrzny lekki stelaż, jeszcze dodatkowo napręża tkaninę zewnętrzną, przez co plecak jest bardzo odporny na deszcz. Dokładnie na zasadzie tropiku w namiocie. Przetestowałem go podczas ostatnich solidnych burz, było nawet chwilowe oberwanie chmury, jednak poza niewielkimi przemoknięciami w okolicach szwów, rzeczy w środku były suche.

Pasy naramienne są wykonane z przewiewnej siateczki, posiadają po 3 uchwyty do zamocowania szpeju, oraz – co najciekawsze – mają specjalne plastikowe szyny, po których możemy dowolnie przesuwać pas piersiowy w zakresie 15cm góra-dół, ustawiając go w najbardziej odpowiadającym nam położeniu – to powinno szczególnie zainteresować Panie. Po dokładnym dociśnięciu pasów naramiennych, wyregulowaniu pasa piersiowego oraz pasa biodrowego, plecak przywiera do nas bardzo dokładnie, nie lata nam na plecach. Jak dla mnie tylna część plecaka, przylegająca do pleców jest zbyt płaska, nie posiada w zasadzie żadnego systemu “klimatyzacji” pleców, przez co dosyć szybko mam całe plecy mokre.
Na zewnątrz komory, w miejscach krzyżowania się stelaża, zamocowano pętelki kompresyjne, które idealnie nadają się do przymocowywania wszelakiego szpeje, ale także idealnie pasują do składanych kijków trekkingowych, które nie zwisają nam bezwładnie na plecaku, jak to zwykle bywa, ale są sztywno i solidnie przymocowane.

Przetestowałem Mobexa solidnie przez kilka miesięcy – zaliczyliśmy razem kilkaset km na rowerze oraz kilkanaście wycieczek biegowych, zabierałem go także na wszystkie weekendowe wycieczki turystyczne po górach. Pogoda nas nie oszczędzała, kilka razy dopadły nas porządne ulewy, raz nawet gradobicie. Ten tropik faktycznie dobrze chroni przed deszczem, w środku nic nie zamokło. Dzięki tym wszystkim kieszonkom i schowkom mamy szybki dostęp do każdego drobiazgu w naszym bagażu, nie trzeba przekopywać całego plecaka. W trakcie testów, z powodów czysto higienicznych zmuszony nawet byłem dwa razy go wyprać. Nie stwierdziłem żadnych strat, jak na razie wszystkie szwy są całe, zamki także. Ja też nie doznałem żadnych obtarć, szczerze mogę przyznać, że Mobexa nosi mi się bardzo komfortowo. Może to profanacja, ale zabrałem go także kilka razy na… zakupy 🙂 i tam też się sprawdził, właśnie z powodu ogromnej ilości kieszonek.
Plecak jest dostępny w trzech wersjach kolorystycznych: żółto-grafitowej, niebiesko-grafitowej oraz czarnej. Cena 359zł.

Można by powiedzieć, że te 25 litrów to trochę za dużo, na krótkie wycieczki czy rajdy nie potrzebna taka ładowność. Dlatego Columbia wypuściła mniejsza wersję tego plecaka. Mobex Sprint ma pojemność 12 litrów i waży tylko 600 gram. Ma mniej kieszeni, ale posiada większość systemów swojego większego brata, w tym regulowany pas piersiowy oraz oczywiście ma stelaż. Taki namiocik dla chomika 🙂

Tekst: Arek Koźmin

O Autorze

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany