[size=x-large][b]Dom dla ślimaka[/size]

Recenzja namiotu Raidlight TB-1080 ULTRA[/b]

Waga: katalogowa 1080 g, testowany egzemplarz 1260g (wraz z pokrowcami)
Wymiary: po złożeniu 37 x 14 x 10 cm
Wymiary po rozłożeniu: 210 (dł.) x 120 (szer.) x 90 (wys.) cm
Cena: 696zł (marzec 2009)


W lutym zeszłego roku wybierając się z rowerami na Teneryfę nie mieliśmy w planach zabierania namiotu. Teneryfa to ciepła wyspa, nawet w lutym a i podobno rzadko na niej pada. Mogliśmy na wpadek deszczu wziąć tylko płachtę biwakową, o niebo lżejszą od naszego starego, wysłużonego już dwuosobowego namiotu. W końcu 3 kilogramy więcej czy mniej w bagażu, który będzie się ze sobą woziło przez cały wyjazd to nie przelewki. Rozsądnie spakowane worki – odpowiednia ilość ubrań, kuchenka turystyczna i jedzenie na 2 tygodnie (jeśli się chce, żeby wyjazd był niskobudżetowy trzeba się w nie zaopatrzyć i nie szaleć po knajpach) ważyły razem ponad 30 kg a i sama przyczepka z 5. Trzydzieści pięć dodatkowych kilogramów do roweru nie napawa optymizmem i nie zawsze miło sobie tłumaczyć – ale będę miał potem formę! Na Teneryfie mieliśmy szczęście – padało 2 razy. Raz, kiedy akurat przypadkiem spaliśmy w opuszczonej stodole, za drugim razem zbudowaliśmy sobie konstrukcję namiotopodobną z płachty biwakowej i dwóch rowerów, spełniających tym razem funkcję masztów.

[b]Zima na pustyni[/b]

W styczniu tego roku, gdy w planach był wyjazd do Kaliforni – słonecznej – a jakże, jednak zimowej (a zimowa noc na pustyni to nie zabawa) postanowiliśmy umieścić na naszej liście ekwipunku namiot. Ale problem 3 kg pozostał. A worki od przyczepki miały ważyć jeszcze więcej, bo trzeba było wziąć więcej ciepłych ubrań. Szybko przejrzeliśmy ofertę namiotów dostępnych na rynku, których waga by nas zadowoliła. Bezkonkurencyjny pod tym względem okazał się Raidlight TB-1080 ULTRA. Zastanawialiśmy się, czy tak lekki namiot nie będzie dla nas trochę za mały, martwiła nas trochę też jego jednopowłokowość – czy będzie przemakał? czy w środku nie będziemy mokrzy jak śledzie od naszego potu? Raz kozie śmierć! Jest tak lekki i pakowny (po złożeniu ma rozmiary 37 na 14 na 10 cm, czyli tyle co niewielki śpiwór), że zdecydowaliśmy się nie wybrzydzać.

I namiot okazał się strzałem w dziesiątkę. Przynajmniej na wyjazd, na którym niczym ślimak codziennie wozi się swój „domek” na grzbiecie i śpi co noc gdzie indziej. Z czystym sumieniem mogę go polecić wszystkim rowerzystom na wyprawy i piechurom, którzy wędrują z dużym plecakiem. TB-1080 ULTRA będzie też niezastąpiony na zagranicznych rajdach, na których namiot jest wyposażeniem obowiązkowym. Na wyjazd stacjonarny (lub częściowo stacjonarny) – lepiej zabrać większy, przestronniejszy, z przedsionkiem i dwiema powłokami, w którym każda rzecz znajdzie swoje stałe miejsce. Dwie osoby spokojnie znajdą w nim wystarczająco dużo miejsca dla siebie, ale o wciąganiu do środka plecaków ze stelażem raczej bym nie myślała – aż tak dużo przestrzeni tam nie ma. Myśmy codziennie spali z małym plecakiem w środku, z torebką z ubraniami (gdyby noc była wyjątkowo zimna i trzeba było coś więcej na siebie wciągnąć) i torebką ze śniadaniami. Poza tym w namiocie nocowały też książki, aparat fotograficzny i dwa żółwie (maskotki, które dzielnie służą nam za poduszki) a zatem można powiedzieć, że namiot jest „animal tested” i „animal friendly”. Reszta rzeczy, dla powiększenia naszego komfortu spała na zewnątrz w nieprzemakalnych workach od przyczepki. Oczywiście – zmieściłoby się w środku więcej rzeczy, ale ucierpiałby komfort. Piechurzy, wyposażeni w placaki gabarytu 80l musieliby trzymać bagaż na zewnątrz. No, chyba, że ktoś podróżuje solo. Ten bez problemu zmieści w środku cały dobytek.

[b]Klimatologia praktyczna[/b]

Chociaż „…It never rains in southern California…”, Nam przytrafił się niewielki deszcz, był on jednak na tyle słaby, że nie do końca czuję się specjalistką od oceniania jego wodoszczelności. W czasie domowych testów impregnowana tkanina spisywała się super. Można w fałdę namiotu nalać sporo wody, bez obawy, że przesiąknie na zewnątrz. Również gdy zacznie się dotykać ścianek tak powstałego „nacznynia”, nie ma problemu przemakania. Wszystkie szwy są podklejone. Na czubku namiotu jest wywietrznik w postaci cienkiej siateczki, który można przykryć niewielką „pelerynką” – żeby w razie deszczu nie kapało na głowę i żeby ograniczyć cyrkulację powietrza. W ciepłe noce wywietrznik może pozostawać otwarty, wtedy w namiocie nie dokucza wilgoć. Gdy zapomni się go odsłonić można obudzić się jak w saunie. Zimne noce motywują do kombinacji – trzeba znaleźć złoty środek pomiędzy odprowadzaniem wilgoci i ciepła z namiotu. W naprawdę zimną noc wigloć nie będzie dokuczała – zamieni się po prostu w zlodowaciałą warstewkę na wewnętrznej powierzchni.

[b]Tylko dach, ściany, podłoga[/b]

Namiot nie ma bajerów typu wewnątrzne kieszonki, gruba podłoga ze specjalnego tworzywa ani przedsionka. Chociaż dzięki tej ostatniej cesze można kładąc się głową do wyjścia otworzyć namiot i obserwować pięknie rozgwieżdżone niebo. Mankamentem otworu namiotu jest taka konstrukcja, że wyjście rozsuwane jest w dół. Przez to nie można używając dwóch patyków zrobić sobie pseudoprzedsionka by np. gotować (na kuchence benzynowej) pod przykryciem namiotu w czasie deszczowego wieczoru. Dodatkowo, gdy fragment powłoki namiotu leży na ziemi, łatwo go przydepnąć, co na kamienistym podłoży może zakończyć się uszkodzeniem.
Plusem są za to bardzo, ale to bardzo lekkie aluminiowe maszty tworzące konstrukcję igloo, w których każdy segment rozpoczynający maszt jest wydłużony i wygięty tak, by namiot był wyższy i dało się w nim siedzieć. Raidlight TB-1080 ULTRA bardzo szybko się rozkłada – wystarczy zmontować dwa maszty i gotowe. W przypadku silnego wiatru można wbić jeszcze śledzie (4szt). Nie ma niestety pod sufitem żadnej pętelki, którą tak ukochaliśmy w naszym starym wysłużonym trzykilowcu, pozwalającej na zwieszenie u góry czołówki. Ale cóż – za tę wagę i niewielki rozmiar można mu to z całą pewnością wybaczyć.

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany