Kiedy padł pomysł, żeby powtórzyć numer Piotra Kłosowicza i obskoczyć Główny Szlak Beskidzki w tydzień bez wspomagania, stanąłem przed dylematem jaki plecak wybrać. Potrzebowałem czegoś co pomieści cały niezbędny szpej, pozwoli zachować odpowiednią mobilność na szlaku, a jednocześnie wytrzyma trudy napierania ponad 500 kilometrów po górach.

Tak w moje ręce trafił nowy model inov-8 Race Elite 24. Po 117 godzinach testów przyszedł czas na jego recenzję.


Dane techniczne:

pojemność: 24 l
waga: 330 g
wysokość: 52 cm
cena: 519 zł – miękki bidon w zestawie (dane z lipca 2015)


Jak to jest zrobione?

Nowy plecak ze stajni inov-8 to prawdziwie kompaktowy mistrz wagi piórkowej. Złożony zajmuje tyle miejsca co litrowy karton soku, a waży mniej niż puszka coli. Pod tym względem, przy pojemności 24 litrów i wadze 330 gramów, bije na głowę produkty konkurencji, które przy podobnej objętości ważą nierzadko 2 razy więcej. Jak to się udało?  Projektanci pozbawili go wszystkiego co zbędne, stawiając na praktyczny minimalizm. Nie znajdziemy w nim żadnych stelaży, usztywnień czy wyściółek.

 Główna komora plecaka przypomina kształtem cylindryczny worek z przeprowadzonym wzdłuż dwustronnym suwakiem i jest uszyta z cienkiego nylonu pokrytego od wewnątrz poliuretanem. Materiał, choć niepozorny, jest wytrzymały i odporny na przedarcia, a przy tym ochroni zawartość przed niewielkim deszczem. Dzięki dwustronnemu suwakowi łatwo dostaniemy się do wnętrza, a jeśli chcemy wyciągnąć coś z dna nie musimy od razu rozpakowywać całości. Suwadła posiadają duże pętle, które pozwalają na łatwą obsługę nawet w grubych rękawiczkach.

Plecak wyposażono w pomysłowy system kompresji w postaci elastycznej linki, która oplata go zygzakiem po obu stronach suwaka i pozwala ścisnąć zawartość bez zdejmowania worka z grzbietu. Po lewej stronie głównej komory umieszczono mocowanie, które sprawdzi się przy troczeniu kijków teleskopowych. Niestety moje składane kijki okazały się za krótkie, a pętle mocujące za wąskie do skorzystania z tego patentu.  W zimie zamiast kijów możemy w tym miejscu zamocować czekan. Wewnątrz komory znajdziemy mocowanie do bukłaka z wyprowadzeniem rurki przy prawej szelce, oraz małą kieszonkę zapinaną na suwak, która pomieści np. klucze, dokumenty i pieniądze. Tył plecaka uszyty jest z siatki, która dobrze leży na plecach i nie mechaci koszulek.

Prawdziwą rewolucję w tegorocznym modelu plecaka przeszedł system nośny. W miejsce klasycznych szelek i pasa biodrowego znanych z poprzednich lat, zastosowano kamizelkę wzorowaną na modelu Race Ultra Vest. Takie rozwiązanie zwiększa stabilność plecaka w ruchu, ułatwia dostęp do jego zawartości i pozwala na bardziej równomierne rozłożenie ciężaru ekwipunku.

Przednie panele kamizelki łączą się z plecakiem wąskimi szelkami u góry, oraz dwoma regulowanymi paskami z każdej strony na dole. Z przodu panele łączą się ze sobą przy pomocy 2 regulowanych pasów piersiowych z klamerkami. Panele uszyto z elastycznego materiału, a od strony ciała użyto takiej samej siatki jak na plecach. Dzięki takiemu rozwiązaniu, po założeniu i wyregulowaniu wszystkich pasków, kamizelka dobrze się dopasowuje i przylega do ciała jak należy.

Na froncie kamizelki znajdziemy: 2 małe elastyczne kieszonki, 2 większe elastyczne kieszonki, oraz 2 duże kieszenie zapinane na suwak – każda zmieści np. 500 ml miękką butelkę (softflask). Jedną butelkę dostajemy w zestawie z plecakiem. Dodatkowo na lewym panelu zamontowano gwizdek.

Jak to działa?

Plecak testowałem w czerwcu na Głównym Szlaku Beskidzkim. Nosiłem w nim od 5 do nawet 9 kg (w upalne dni na niektórych odcinkach miałem na grzbiecie 4 litry płynów – jak wielbłąd). Każdego dnia spędzałem w ruchu kilkanaście godzin maszerując, truchtając, wdrapując się i zbiegając, a po 8 dniach wróciłem do domu bez jednego otarcia na ciele.

Główna komora dzięki suwakowi na całej długości pozwala na łatwy dostęp do zawartości. Cały szpej dobrze jest podzielić i spakować do torebek strunowych. Dzięki temu łatwiej będzie na przepakach, a w upale ekwipunek nie złapie wilgoci od spoconych pleców. Jeśli używamy bukłaka to aby go napełnić trzeba niestety wypakować sprzęt. Na szczęście pakowanie jest banalnie proste. Wystarczy wszystko wrzucić do środka, a jeśli pozostał luz w plecaku, ściągnąć linki kompresyjne, tak by nic nie latało. Dzięki podłużnej budowie worek nie zasłania łopatek, pozostawiając pełną swobodę ruchów i ułatwiając balansowanie podczas zbiegów.

Szelki kamizelki są u góry wąskie i osadzone blisko siebie. To atut dla ludzi o wąskich ramionach, ale może być problemem dla tych z szeroką szyją. W moim przypadku rozstaw szelek był w porządku, natomiast przy pełnym załadunku plecaka, po dłuższym czasie doskwierała ich smukłość. Radziłem sobie montując w tych miejscach kawałki karimaty, natomiast trzeba uczciwie powiedzieć, że przy normalnym obciążeniu rzędu 5 kg ten problem nie występował. Pomimo moich obaw o trwałość łączenia szelek z plecakiem, nawet przy pełnym ładunku spisywało się ono bez zarzutu.

Kamizelka ma spory zakres regulacji za pomocą 4 bocznych i 2 przednich pasków. Można ją łatwo dopasować do siebie bez konieczności zdejmowania plecaka. Przednie kieszenie na suwak świetnie sprawdzają się w noszeniu pół litrowych miękkich butelek, jak również smartfona czy małego aparatu. Mniejsze kieszonki pomieszczą żele lub inne drobiazgi. W praktyce takie rozwiązanie okazało się bardzo wygodne. Wszystko co najważniejsze miałem zawsze pod ręką, a dzięki przeniesieniu części wagi na przód, dużo łatwiej mogłem balansować z plecakiem w terenie.

W trakcie testów używałem 2-litrowego bukłaka, który bez problemu dało się zamocować wewnątrz worka za pomocą rzepu. Rurkę od bukłaka przełożyłem przez pętelki zamocowane na szelkach na wysokości pasków piersiowych, dzięki czemu była zawsze na miejscu bez obaw, że o coś zaczepi.

Po ponad 500 kilometrach w trasie plecak nie ma praktycznie żadnych śladów zużycia, z wyjątkiem zmechaconej siatki w dolnej części pleców na skutek noszenia z pasem biegowym zapinanym na rzep. Suwaki działają bez zarzutu, nic się nie urywa i nie przeciera.

Jakie z tego wnioski?

 Nowy model  inov-8 Race Elite 24 to według mnie naprawdę udana konstrukcja. Wykonany z porządnych i przyjemnych w dotyku materiałów, nie powoduje żadnych otarć podczas użytkowania, a pomieści wszystko czego możemy potrzebować nawet w kilkudniowej trasie. Oczywiście nie jest to plecak idealny, bo takich nie ma. Każdy musi sam odpowiedzieć na pytanie czy tego właśnie szuka.


Plusy:

waga

prosta konstrukcja

świetny system kompresji

system dopasowania do sylwetki

łatwy dostęp do głównej komory

miękka flaszka w zestawie

praktyczne kieszenie w kamizelce

możliwość obsługi w rękawiczkach (klamry, pętle na suwadłach)


Minusy:

osoby o szerokiej szyi mogą mieć problemy z dopasowaniem

wąskie szelki na ramionach mogą być problemem przy dużym obciążeniu

mocowanie do kijów trekkingowych dobre tylko do kijów teleskopowych i czekana


Komu to potrzebne?

Jeśli lubisz górskie wycieczki, startujesz w ultramaratonach, pieszych setkach lub rajdach przygodowych, a przy tym lubisz się solidnie spakować to warto przyjrzeć się nowemu plecakowi inov-8. Nie znajdziesz w nim zbędnych bajerów i dziesiątek kieszeni, ale łatwo dostępną przestrzeń, która bez problemu zmieści wszystko co może się przydać na spotkaniu z przygodą. Ostatnio używam go na skuterze jako worka na większe zakupy i w tej roli sprawdza się równie dobrze.

Testował: Maciek Ners

Jedna odpowiedź

  1. Marek

    Cześć!
    Chciałbym zasięgnąć paru wskazówek od Ciebie na temat GSB, gdzie spałeś ile km dziennie pokonywałeś, ja ze znajomym chcemy zrobić gsb w czerwcu.

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany