Biegając dziesiątki kilometrów nieźle nami wytrzęsie. Eksperci zajmujący się wibroterapią twierdzą, ze jak już zapragniemy odpoczynku, to znów trzeba nami potrząsnąć. Więc trzęsą i to nieźle.

Pewnie słyszeliście kiedyś o takim grubawym facecie, który trzaskał kultowe filmy zanim jeszcze to słowo było modne. Nazywał się Alfred Hitchcock. Miał dosyć ciekawą koncepcję tworzenia arcydzieł kinematografii: „film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.” Gdy wprowadził to w życie, uzyskał kosmiczne efekty. Ludzie drżeli, krzyczeli i walili do kin na jego „Psychozę” czy „Ptaki”.

Aha, ale miało być o bieganiu i jakimś trzęsieniu. To w sumie nadal wszystko się zgadza, bo wibroterapia to połączenie napięcia (elektrycznego), trzęsienia (ciała) i kosmosu (raczej technologii kosmicznej).

Czym jest wibroterapia

Po pierwsze: czym jest wibroterapia: to oddziaływanie za pomocą drgań mechanicznych na ciało człowieka. Są one precyzyjnie obliczone i aplikowane aby oddziaływać na mięśnie, powięź, układ nerwowy czy wydzielniczy. W sporcie stosuje się najczęściej drgania o niskiej częstotliwości (pasmo 15-50 Hz). W ten sposób można wpłynąć na większy pobór tlenu, utlenowanie krwi i mięśni. Poprawić miejscowe krążenie, miejscową temperaturę tkanek, poddanych wibracjom oraz aktywację enzymów mięśniowych. Efekty te można także uzyskać nie tylko miejscowo, ale i w całym ciele (ogólnoustrojowo).
– Wibroterapia poprawia krążenie i pomaga w rehabilitacji organizmu a także polepsza wyniki treningów – tłumaczy dr Tomasz Pałka z krakowskiej AWF.
Brzmi skomplikowanie? Wcale takie nie jest.
W praktyce to najczęściej masaż na czymś w rodzaju łózka lub maty wibracyjnej. Minęły już czasy, gdy urządzenia takie były dostępne wyłącznie w gabinetach rehabilitacyjnych, a ustawienie odpowiedniej częstotliwości wymagało wprawy małego elektryka.
Czołowym polskim producentem domowych urządzeń jest Vitberg, który korzysta z wiedzy wielu wybitnych naukowców i lekarzy.

Gwiezdne wojny

Wróćmy jednak między gwiazdy, od których poniekąd zaczęliśmy. Ta kosmiczna technologia to efekt zimnej wojny między USA a ZSRR. Czerwony niedźwiedź akurat w tej części historii był górą, nad kowbojami z NASA. W trakcie tych „gwiezdnych wojen” Sowietów z Jankesami chodziło o symbole. Kto pierwszy (w kosmosie, na księżycu), kto szybciej albo dłużej. No i radzieccy kosmonauci mogli dłużej. Dużo dłużej. Słynny Walerij Polakow nieprzerwanie przebywał w kosmosie przez ponad 14 miesięcy (437 dni i 18 godzin. W tym czasie Amerykanów trzeba było ściągać na Ziemię po maksymalnie 120 dniach. Jednym z problemów b ył zanik mięśni i problemy z tkanką kostną. W warunkach mikrograwitacji ciało człowieka nie wykonuje tak dużego wysiłku jak na Niebieskiej Planecie. Kosmonauci muszą więc ćwiczyć, a i tak ich organizmy źle znoszą nieziemskie warunki. Uważni obserwatorzy zauważyli jednak, że Rosjanie mają się jednak lepiej od konkurencji. Dopiero, gdy Żelazna Kurtyna walnęła o ziemię z hukiem okazało się, że już w latach 70. rosyjscy inżynierowie stworzyli pierwsze urządzenie do treningu wibracyjnego wykorzystywane do ograniczenia atrofii mięśniowej i hamujące zmniejszenie gęstości tkanki kostnej.

Zaczęło się więc w kosmosie, ale gdy wypływa informacja o mięśniach, natychmiast w głowach, trenerów, fizjoterapeutów i sportowców, zapala się lampka, która rozświetla napis: można po tym, szybciej, dalej mocniej?

Walka z DOMS

I okazuje się, że można. Badań jest wiele, ale nas najbardziej ciekawią te, które odnoszą się do biegania, a nawet biegania w górach. Albo zbiegania. Zainteresowali się tym badacze z irańskiego Uniwersytetu w Senman. Zebrali oni 50 ochotników (nieuprawiających sportu). Badani musieli schodzić w dół na bieżni pod kątem 10˚ pracującej z prędkością 4 km na godzinę przez 30 min. Połowa osób przed wejściem na bieżnię była poddawana przez 1 minutę wibracji (mięśnie czworogłowe, udowe i łydki) przez 1 min przed chodzeniem w dół na bieżni. Okazało się, że grupa, której nie poddawano wibracjom był bardziej wrażliwa na ból, miały wyższe wskaźniki enzymu będącego wskaźnikiem uszkodzenia mięśni (CK) oraz znacząco szybciej spadała siłą skurczu mięśni (niż w grupie poddanej wibracji).

Zdaniem badaczy to dowód na to, że wibroterapia nie tylko może być efektywną formą rozgrzewki, ale i zmniejszyć potreningowe bóle mięśniowe (DOMS, błędnie nazywane zakwasami).

W dół mniej boli

Kolejne ciekawe badania opublikował British Journal of Sports Medicine. W piśmie opisany jest eksperyment naukowy wykonany na 29 rekreacyjnych biegaczach. Mieli oni przez 40 minut zbiegać w dół. Część uczestników poddawana było wibroterapii, część nie. Okazało się, że w grupie „wibracyjnej” odnotowano znaczny spadek bólu łydek 96 godzin po biegu i zmniejszenie bólu pośladków 20 godzin po biegu. Naukowcy piszą także, że grupa poddana terapii wibracyjnej miała niższy poziom interleukin prozapalnych IL6, a sama wibroterapia może stymulować odpowiedź limfocytów i neutrofili i może być użyteczna w leczeniu zapalenia mięśni.

Jak więc jest z tą wibroterapią? Zgłosiliśmy się do testów, żeby opisać nie tylko teoretyczną część zagadnienia, ale i przekonać się na własnej skórze co jest warta. O pomoc poprosiliśmy też parę czołowych polskich ultrasów. Wyniki prac naukowych są obiecujące. Na krakowskim AWF powstała nawet pierwsza w Polsce pracownia wibroterapii, więc można się spodziewać, że rzetelnych badań nad tą metodą będzie jeszcze więcej.

O Autorze

Oskar Berezowski

Jestem autorem tysięcy artykułów w czołowych polskich dziennikach, tygodnikach, miesięcznikach i serwisach online. Pracowałem m.in. dla gazety “Polska The Times” i “Dziennika Polska Europa Świat”. Dzięki nim mogłem relacjonować lekkoatletykę podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie, spotykać się z zawodnikami i trenerami podczas mityngów w Polsce i za granicą oraz analizować zmagania podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata. Sporo nauczyłem się także pracując w miesięczniku „Bieganie”. Współpracowałem i współpracuję z www.magazynbieganie.pl, „Esquire„, Gazeta Wyborcza, gazeta.pl, Forum Trenera.

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany