Minął pierwszy dzień. Nocą przyszły wieści od zawodników!

GAWEŁ: Czuję się dobrze. Etap wymagający ze względu na gorąco. Teren w miarę prosty, chociaż ostatnie podejście wielu rozłożyło. Starałem się biec spokojnie, ale chyba nie do końca mi wyszło. Troszkę za szybko, ale regeneruję się teraz intensywnie. Jem i piję  bez problemu.  Miałem po drodze jeden kryzys, na szczęście krótki. Strome podejście pozwoliło mi uspokoić tempo. W stawce jestem mniej więcej tam gdzie chciałem (trochę za wysoko). Sprzęt sprawdza się super,a dobór jedzenia doskonały. Orzeszki ratują mi życie 🙂 Jeszcze dzisiaj ciepła kolacja i odpoczynek. Mamy w namiocie jeszcze 2 Rosjan, jest śmiesznie. Na palcu mam 1 mały odcisk, za to obiłem sobie duże paluchy. Ale nie powinno mi to przeszkadzać. Buty działają bez problemu i deformacja, która powstała po przyklejeniu rzepa nie przeszkadza. Mietek robi zdjęcia i wspiera nas duchowo. Kręcę dużo filmów i będzie co oglądać. Nastrój bardzo dobry, ale lekko nie będzie 😉 !
Wygląda na to, że Gaweł idzie zgodnie z planem. To normalne, że pod koniec etapu pojawia się kryzys, zwłaszcza gdy jest podejście. A na podejściach zwykle jest słabszy wiatr i gorzej znosi się upał.Mietek to oczywiście Mieczysław Pawłowicz – dziennikarz/podróżnik który jest na Maratonie Piasków już 3 lub 4 raz.

Laurence Klein (w środku)  – liderka klasyfikacji kobiet. Wygląda na to, że w tym roku nie będzie miała silnej konkurencji

STEFAN: Góra, która złamała mi serce. Pierwsze 2 dni w obozie przeszły rutynowo. Checkin przeszedl gładko i całą sobotę  odpoczywaliśmy czekając na start. Pogoda byla ‚piękna’, słońce świeciło od samego rana, zero chmur. Zacząłem, wydawało mi się w spokojnym tempie, planując gallowaya 25/5. Do cp1 wszystko szło jak po sznurku. Niestety wraz ze wzrostem temperatury, po minięciu cp2 coś zaczęło się dziać. Blisko 50stC odcisnęło swoje piętno i pomimo picia co 3-4 min, w ustach miałem cały czas sucho. Pierwsze 2 jebele, które wcale nie były takie duże zabrały mi sporo sił i dalej zaczęło się człapanie -coraz więcej marszu. Około 5km przed metą stała największa dzisiaj przeszkoda- 1800m podbiegu. Tuż przed zaczęły mnie łapać skurcze. W połowie podejścia kręciło mi się w głowie, a skurcze nasiliły się. Co 2 minuty robiłem przerwy na odpoczynek i rozciąganie. Niewiele to pomogło,a ja miałem w głowie myśli o skończeniu- ta góra złamała mi serce. Ostatnie 3km były już tylko męczarnią. W namiocie doliczyłem się sześciu odcisków. Jutro ma być cieplej.
6 odcisków pierwszego dnia to sporo. Co prawda większość z nich zwykle pojawia się od pierwszego do trzeciego dnia, a potem się stabilizuje, ale 6 to dużo. Niepokoją też skurcze Stefana i generalna zła reakcja na gorąco. Skoro pobiegł Gallowayem – znaczy, że zaczął bardzo ostrożnie. W zeszłym roku jeśli dobrze pamiętam biegł całość (a moc miał niezłą). 1800m podbiegu jest liczone w poziomie. Różnica wysokości to około 250m. 50°C to nie żart. We wcześniejszych wieściach podawaliśmy dane meteo mówiące o 35°, ale to było mierzone w cieniu. Jak wiadomo cienia na pustyni jest niewiele. Teraz u Stefana wszystko zależy od regeneracji. A tą ma najlepszą ze wszystkich zawodników (trenował po kilka dni z rzędu na długich – za długich jak na normalny trening wybieganiach).
JACEK ŁABUDZKI: Zacząłem ostrożnie, aby nie przegrzać silnika- etap ukończyłem ok.170 miejsca, w bardzo dobrej dyspozycji fizycznej, czego nie można powiedzieć o wielu uczestnikach, którzy wymagali pilnej interwencji medycznej. Na szczęście polska ekipa trzyma się bardzo dobrze-zajmujemy miejsca w 2-ej setce. Najlepszy Zbysiu Malinowski jest 104. Teraz regeneracja i jutro start do 2-go etapu o długości 38km. Sprzęt na razie nie zawodzi- szczególne podziękowania i PCK dla mojej żony za znakomite przygotowanie butów.  Na koniec najlepsze życzenia Świąteczne dla wszystkich, szczególnie dla moich najbliższych-Beatki, Kacperka, Bartka i Piotra. Aby wysłać do mnie maila należy skorzystać z instrukcji na stronie www.napieraj.pl. Mój  nr startowy to 63,a numer namiotu 106.Pozdrawiam wszystkich serdecznie i bardzo gorąco- Jacek.
Jacka nie znam tak dobrze, ale rzuca się w oczy różnica w klimacie opowieści. Gaweł i Stefan jakoś nie piszą o sobie, że byli „w bardzo dobrej dyspozycji fizycznej”. Oczywiście można (a nawet powinniście wspierać zawodników i prosić o dalsze relacje poprzez formularz ze strony organizatorów Wystarczy znać numer:

63 Jacek Łabudzki

65 Zbigniew Malinowski

721 Stefan Batory

722 Gaweł Boguta

723 Maciej Żyto

737 Konrad Jędraszewski

 

Proszę wybaczyć opóźnienia w relacji, ale dane są przekazywane w kawałkach. Informacje o rezultatach naszych zawodników są przekazywane na żywo, ale standardowo wieści o warunkach na trasie, relacje chłopaków przychodzą do nas zwykle koło północy po etapie (każdy ma prawo skorzystać z namiotu internetowego raz dziennie i wypuścić jednego maila na około 1000 znaków  – wszystkie maile są wysyłane łączem satelitarnym wieczorem). Może Mietek Pawłowicz będzie miał częstszy dostęp do sieci i pomoże.

Etap wygrał Rachid El Morabity dokładając Mohamadowi Ahansalowi ponad 6 minut. To spora przewaga już na pierwszym etapie (zwycięzca miał czas 2:27 – średnia prędkość 13.85 km/h). Polacy – jak to zwykle nasza nacja – pobiegli równo. Pomiędzy 104, a 286 miejscem. Pomyślicie, że Konrad Jędraszewski tracący 2h 44′ do lidera jest słaby, ale zwróćcie uwagę, że mimo wszystko lokuje się w 1/3 peletonu.

 

 

Gaweł w zeszłym roku (jak i w czasie swojego pierwszego startu w 2004 roku) pierwszy etap poleciał za mocno. Stefan biegł dosyć dobrze taktycznie. Tym razem Gaweł obiecał rozkręcać się  i nie szarżować przez pierwsze dni. Wiem, że zarówno Stefan jak i Gaweł mają więcej mocy niż rok temu, zatem za te słabe (jak na ich ambicje) wyniki należy tylko ich pochwalić. Rok temu Gaweł był 50 po pierwszym etapie, a skończył 98. Mamy nadzieję, że chłopaki teraz już śpią smacznie pod namiotami, są po kolacji.

Skalisty zbieg na 28 kilometrze

 

Na 7 pozycji przybiegł nasz druh z namiotu z zeszłego roku – Anton Vencelj. Jego towarzystwo było nieocenionym źródłem informacji – jak wygląda czołówka biegu. Wśród pań prowadzi Laurence Klein – tyczkowata Francuzka, która wygrała również w zeszłym roku. Nie jestem pewien, czy to tempo czołówki jest mordercze, czy panie są w tym roku nieco słabsze. Wygląda na to, że panowie trochę zaszarżowali. W pierwszej setce jest tylko 7 pań. Warto wspomnieć też o Marco Olmo, który mimo podeszłego wieku (63 lata), przybiegł na 19 pozycji

 

Miejsca Polaków

Miejsce Numer Nazwisko Imię Equipe Czas Strata Średnia prędkość
104 65 MALINOWSKI Zbigniew 4H15’46 1H48’26 7.98
114 722 BOGUTA Gawel TEAM POLAND 4H20’52 1H53’32 7.82
115 723 ZYTO Maciej TEAM POLAND 4H20’53 1H53’33 7.82
162 721 BATORY Stefan TEAM POLAND 4H39’50 2H12’30 7.29
180 63 LABUDZKI Dariusz Jacek 4H42’54 2H15’34 7.21
286 737 JEDRASZEWSKI Konrad 5H11’32 2H44’12 6.55

 

 

 

 

 

 

 

Temperatury są na szczęście dosyć łaskawe. Podobnie z wilgotnością. Póki jest suche powietrze – da się biegać nawet jak jest niezły skwar. Gdy robi się wilgotno – nawet 30° jest bardzo uciążliwe.

8.00: Wilgotność: 26.3%. Temperatura : 19.9°C.
10.00: Wilgotność: 18.7%. Temperatura : 29.7°C.
12:00: Wilgotność: 12%. Temperatura: 35.8°C.

 

 

Polacy na MdS – pierwsze wspólne foteczki – jeszcze na czysto. Fot.: Mieczyslaw Pawlowicz/Goplanet.pl

 

{youtube}2kho_75IwvM{/youtube}

Oto filmik sprzed startu. Jest trochę zwodniczy, bo częściowo kręcono go po oddaniu bagaży, a częściowo przed. Te zdjęcia gdzie ludzie są w różnokolorowych ubrankach i jedzą różne smakowite rzeczy zostały zrobione w piątek. W sobotę po południu już wszyscy byli przebrani w ciuszki „robocze”.

Ta kolejka na początku to codzienny rytuał ustawiania się po wodę. Koło 6:30 rano zajeżdża „Star” czy inne marokańskie cudo, ze zgrzewkami wody mineralnej. Jeśli dobrze pamiętam: Dostaje się po 2 butelki z rana. Pierwszą można sobie wypić, a drugą pakuje się na start – na pierwsze 10km.

W czasie wiatru warto jest ustawić namiot bokiem do jego kierunku, albo przynajmniej zamknąć jedną część. Namioty w swojej standardowej pozycji to tylko płachty chroniące przed słońcem. Przewiew na wylot jest bardzo przyjemny. Płachta jest czarna, po to by wpuszczać do środka jak najmniej słońca. Płachta w południe się bardzo nagrzewa, co czuć jak się stanie pod nią. Lepiej trzymać się blisko gruntu.

Piękny techniczny zbieg. W takich miejscach ludzie przyzwyczajeni do asfaltu poruszają się jak księżniczka na ziarnku grochu, a Ci którzy poćwiczyli w terenie łykają ich bezlitośnie

 

Poniżej rozpiska tego co zawodnicy spotkali na trasie pierwszego etapu. Na mapce biegną od lewej do prawej, na obrazku – z dołu do góry. Etap nie jest wyjątkowo ciężki. Ważna jest góra pod koniec (28km)

Zwróćcie uwagę na piękne tłumaczenie z angielskiego na francuski – opis zaczyna się w jęz. organizatorów, potem przechodzi na angielski, a potem wraca na francuski (bo tłumacz się zmęczył)

Km 0: Prendre direction S/E (cap 133°) jusqu’à la pointe des reliefs de droite.
Km 1,7: Keep hilltops to the right. School to the left (equipped on 21st MDS).
Km 2,5: Ruins before sandy area with palm trees.
Km 3,3 : Enter Ahssia Oued and follow it.
Km 4,9: Palm grove with small dunes.
Km 5,6: Follow small path along Ahandar ruins for 400m and follow oued.
Km 6,7: Aït Kherdj ruins to the left. Follow oued to CP1.
Km 14: CP1 at end of small dunes. Cross rocky plateau direction E/SE (109°).
Km 16,4: Steep climb up small jebel for 200m (over 15% gradient).
Km 16,9: Bottom of descent. Cross rocky valley towards East (course 97°).
Km 18,1: Start of sandy ascent round fault sector.
Km 18,4: Follow the crest to avoid faults on the side of Bou Lalhirh Jebel.
Km 19,9: Technical descent for 200m followed by rocky valley and small hill.
Km 20,6: Valley with few stones. Go S/E (course 124°) up to Km 21.8.
Km 21,8: Summit of small hill. Go East (course 100°) into valley.
Km 24,5: Summit of small hill with sandy passage. Go down towards CP2.
Km 25: CP2. Cross fairly rocky valley towards East (course 89°) to Km 28.
Km 28: Début du sentier qui monte le jebel Tibert.
Km 29,3: Sommet du sentier. Descente.
Km30,5: Fin de la descente. Relief à main droite.
Km31,1: Fin du relief. Traverser la vallée direction E/NE (cap 76°) jusqu’au bivouac.
Km 33,8: Arrivée B2.

 

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany