18 tysięcy biegaczy na orientację pod fińskim niebem. Viola Piatrouskaya o Jukola 2016

Polacy wracają właśnie z niewyobrażalnej imprezy na orientację, która odbyła się w miniony weekend w Finlandii. Tysiące sztafet spędziły noc i dzień na poszukiwaniach punktów, pod czujnym okiem kamer, kibiców i telewidzów. Zapytaliśmy o tę imprezę Violę Piatrouską.

Transvulcania 2016 – syta opowieść o pięknym biegu

Transvulcania stała się dla Polaków wyścigiem dość popularnym, a klimatyczna wyspa, na której rozgrywany jest bieg, jest przy okazji dobrą miejscówką na wakacje, które można sobie przy okazji zafundować. O bieganiu po wulkanicznych skałach, widokach, rekonesansie i realiach na wyspie opowiada Andrzej Olszanowski, uczestnik Transvulcania 2016.
źródło: http://www.crockettclan.org/blog/?p=451

Ultra Szlem Gór Skalistych: Leadville Trail 100, Hardrock 100, Bear 100 i Wasatch 100

Być może już zdążyliście zapomnieć, ale jakiś czas temu zaczęliśmy cykl na temat Ultra Szlema Gór Stołowych. Przybliżyliśmy wam już Leadville 100 i Hardrocka, ale później pojawiło się kilka innych ciekawych tematów, więc wpadła mała przerwa, ale co się odwlecze… W dzisiejszym odcinku weźmiemy na tapetę trzy stumilowce, które pozostały nam do skompletowania szlema.
Leadville 100 był to pierwszy start Antona Krupicki w biegu ultra. Wystartował pod namową kumpla i od razu wygrał (17:01:56; 2006 rok) (źródło: http://www.quandarygraphics.com/Welcome/category/leadville-trail-100-run/

Ultramaraton Leadville Trail 100

Leadville to owiane legendą miasteczko w sercu Gór Skalistych, które w okresie swojej świetności w drugiej połowie XIX wieku przyciągało bohaterów Dzikiego Zachodu. Miasteczko jak z westernu – stereotypowy Dziki Zachód, gdzie napada się na dyliżansy, a z saloonu wypadają rewolwerowcy i na ulicach rozpętują strzelaninę. Tak przynajmniej kiedyś to wyglądało.

Bier się w k… do pola czyli relacja z World Trail Championships Annecy 2015

Krok za krokiem wdrapuję się wąską ścieżką po zalesionym zboczu. Na szczęście słońce tu nie dociera, bo marne byłyby moje widoki, zresztą - zdechłam już ze 25 km wcześniej. To druga połowa, gdzieś przed skałami Mont Baron, choć może to był któryś z hopków przed ostatnim punktem odżywczym na 69. kilometrze.