Z Edytą Lewandowską, byłą mistrzynią Polski w maratonie ulicznym i aktualną złotą medalistką mistrzostw w długodystansowych biegach górskich w Szczawnicy, rozmawia Oskar Berezowski.

Twoje zwycięstwo w tegorocznych Mistrzostwach Polski w Długodystansowym Biegu Górskim było mimo wszystko lekkim zaskoczeniem. Nie chodzi o Twój potencjał, ale o potwierdzenie, że szybko odnajdziesz się w górach. Byłaś zaskoczona rozmiarami zwycięstwa?

Już stając na linii startu byłam nastawiona na walkę o zwycięstwo. Dodatkowym bodźcem była możliwość wywalczenia kwalifikacji na mistrzostwa świata, więc motywacja była ogromna. A wykonany trening, jak i samopoczucie w dniach poprzedzających bieg utwierdzały mnie w przekonaniu, że jestem dobrze przygotowana. Reszta pozostała w moich nogach i głowie.

To co mówiła głowa, gdy szybko objęłaś prowadzenie?

Czułam się bardzo dobrze. Nie miałam problemu z tempem, dystansem. Na ostatnich kilometrach, na kamienistym zbiegu, uciekła mi noga, którą lekko skręciłam. A to spowodowało, że biegłam potem asekuracyjnie. Moja przewaga była jednak na tyle spora, że mogłam w pełni w komforcie kontrolować bieg i na ostatnich metrach cieszyć się razem z kibicami z mojej wygranej i rekordu trasy, poprawionym o ponad 25 minut! A nie był to maks moich możliwości (śmiech). To taka moja nagroda za wytrwałość i potwierdzenie, że mogę walczyć również w górach!

A kiedy pomyślałaś, że te góry, ultramaratony to coś dla Ciebie?

Szczerze mówiąc – mam predyspozycje do długich biegów. Nie przeraża mnie ani duży kilometraż w nogach, ani długotrwały wysiłek. Po prostu kocham biegać. Ponad trzy lata walczyłam z kontuzją pleców, która wyeliminowała mnie z biegów na asfalcie. To był ciężki okres w moim życiu. Ciągła niepewność, setki wizyt u specjalistów. Walka i łzy. Do tego dochodziły spore wydatki finansowe na leczenie, a efekt był marny.

Edyta Lewandowska zwycięża w Mistrzostwach Polski w Maratonie Górskim w Szczawnicy. Fot. Materiały organizatora

Edyta Lewandowska zwycięża w Mistrzostwach Polski w Maratonie Górskim w Szczawnicy. Fot. Materiały organizatora

W końcu bardzo pomogła mi wizyta u specjalistki z Krakowa i jej ogromna wiedza. Za co bardzo dziękuję! Systematyczne ćwiczenia i konsultacje przyniosły w końcu oczekiwany efekt i nadzieję, że wrócę na biegowe szlaki. Widać – potrzebowałam czasu. Moje plecy wzmocniły się i wszechstronny trening dał pozytywny efekt. Ja po prostu czuję, że dostałam drugą szansę na bieganie,więc staram się wykorzystać ją najlepiej jak się da. Motywację mam ogromną, głód biegania jeszcze większy! Oby zdrowie dopisało, to jeszcze nieraz sprawię kibicom biegową niespodziankę.

Jeszcze niecały rok temu powiedziałaś o kobiecym ultra w Polsce: „Konkurencja nie jest tam tak silna, jak gdzie indziej”. Podtrzymujesz tę opinię?

Biegi górskie i ultra rozwijają się, jednak nie są tak popularne i tak mocno obsadzone, jak biegi uliczne, czy te na bieżni. Niestety, nie są też dyscypliną olimpijską, co pewnie ma wpływ na poziom rywalizacji sportowej. Nie ma także wysokich nagród i licznych sponsorów. Z roku na rok widać jednak, że sytuacja powoli się zmienia i poziom rywalizacji rośnie. To co powiedziałam, nie wyklucza jednak tego, że mamy już w górach dobrych biegaczy i biegaczki. Jest rywalizacja, jest walka.

W miarę jedzenie nabiera się podobno apetytu. Co teraz chciałabyś zjeść?

Apetyt mam ogromny! Marzenia sportowe, które chciałabym, żeby się spełniły – także. Najważniejsze jest dla mnie zdrowie. Reszta to odpowiedni trening, cel i wewnętrzna motywacja! W tym sezonie moim celem jest walka o kilka tytułów mistrzyni Polski w biegu pod górę i ultramaratonie. W planach mam również kilka imprez zagranicznych. Dodatkowo w tym roku mogę rywalizować w Mistrzostwach Polski Weteranów, więc szansa na kolejne medale jest w zasięgu. Trzeba trenować, planować i realizować marzenia. Łatwo się nie poddam!

Jako mistrzyni Polski masz otwartą drogę na mistrzostwa świata. W jaki sposób się przygotowujesz?

Miałam w planach wyjazd na obóz w góry, jednak życie pisze zupełnie inny scenariusz. Kiedyś był tylko trening, teraz jest również praca i obowiązki domowe. Oczywiście staram się wszystko układać w taki sposób, by po treningu mieć czas na odpoczynek. Ale nie zawsze jest to takie proste. Jestem jednak szczęściarą, bo mieszkam i trenuję w Olsztynie na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Mam tu bardzo dobre warunki do biegania. Lasy, ścieżki crossowe, a w razie potrzeby asfalt. Wychodzę z domu i po minucie jestem w lesie, przebiegając wokół błoni zamku na Jurze. Dodatkowo mój partner również bardzo dobrze biega, więc nakręcamy się nawzajem. Na urodziny dostałam również psiego pacemakera Froda – huskiego, który bardzo często towarzyszy mi na treningach. Oprócz treningu biegowego są zajęcia wzmacniające na macie. Dodatkowo staram się korzystać z sauny. W domowym spa korzystam z kąpieli solankowej, która bardzo dobrze regeneruje zmęczone mięśnie (tutaj podziękowania dla Salco – producenta soli dla sportowców) oraz w razie potrzeby z masażu.

Edyta Lewandowska zwycięża w Mistrzostwach Polski w Maratonie Górskim w Szczawnicy. Fot. Materiały organizatora

Edyta Lewandowska zwycięża w Mistrzostwach Polski w Maratonie Górskim w Szczawnicy. Fot. Materiały organizatora

Przed rozpoczęciem kariery w ultra twierdziłaś, że trening maratończyka niewiele różni się od treningu ultramaratończyka. Praktyka zweryfikowała ten pogląd?

Nadal tak twierdzę! Oczywiście są pewne różnice chociażby w kilometrażu, dostosowania jednostek treningowych w kontekście tempa biegu. Wszystko jednak zależy, na jaki rezultat się przygotowujemy oraz od profilu trasy, jej długości i tak dalej. Ważne czy jest to start docelowy. Można być mistrzem treningu, zresztą znam takich wielu, a wiadomo, że w pewnym momencie organizm musi odpocząć i złapać świeżość, by oddać formę na starcie. Dodatkowo, jeśli bieg jest typowo górski, trzeba pracować nad elementami podbiegów, zbiegów…

Jaka była więc największa trudność podczas przestawiania się z ulicy na góry?

Nie miałam takiej trudności (śmiech). Zawsze lubiłam biegać crossy i wycieczki biegowe na obozach. Tak jak mówiłam wcześniej, kontuzja pleców wykluczyła moje starty na asfalcie i trafiłam w góry, co nie znaczy, że nie powalczę na asfalcie… Choć raczej na innym dystansie niż klasyczny maraton. Ciągnie mnie na 100 kilometrów. Jest tu sporo do pobiegania!

Sporo jest także do zjedzenia. W dodatku zjedzenia czegoś innego niż na ulicy. Ktoś Ci doradza w sprawach diety?

Rzeczywiście żywienie w biegach górskich i ultra to klucz do sukcesu. Mam przyjemność współpracować z najlepszymi. Od tego sezonu niezbędnej energii dostarcza mi mój sponsor – firma Olimp, znana z bardzo dobrej jakości suplementów i witamin. Konsultuję też kwestie żywienia z kliniką z Łodzi. Dodatkowo interesuję się żywieniem i dietetyką, więc sporo czytam i staram się słuchać swojego organizmu.

Wielu ultrasów uwielbia czytać o sprzęcie. Długo wybierałaś buty?

Zaczęłam współpracę z firmą Adidas, więc o odpowiedni sprzęt zarówno do treningu, jak i startów nie muszę się martwić. Na Wielkiej Prehybie startowałam w innym obuwiu z uwagi na charakter trasy i miałam mały problem z doborem rozmiaru moich ulubionych startówek. Wybór, jakiego dokonałam, był trafny, bo buty dobrze układały mi się na stopie i nie było problemów na trasie biegu. Można powiedzieć, że to był lekki spontan, choć marka jest mi znana (Inov-8 przyp. redakcji) i rozmawiałam z paroma biegaczami na ten temat. Obawiałam się jedynie, czy trafię z rozmiarem, udało się. Dwa rozruchy zrobione i wiedziałam, że dadzą radę!

Spontan spontanem, ale w górach ważny jest drop, miękkość podeszwy, czucie terenu i masa innych szczegółów. Zawracałaś sobie tym głowę?

Rozmawiałam o wyborze odpowiedniego buta, wiedziałam, że zwykłe startówki mogą mieć problem, szczególnie w błocie i na kamieniach. Nie miałam jednak dużo czasu na analizy i gdybanie. Musiałam działać szybko!

cytat

fot. Adam Kokot

Jesteś też trenerem w swoim klubie. Łatwo jest dzielić czas na własne przygotowania i nauczanie innych?

Niedawno założyliśmy Fundację E.L.ite Sports, nazwa to inicjały od mojego imienia i nazwiska. Mam kilku zawodników, których trenuję i widać już pierwsze efekty naszej pracy. Trenowanie innych jest dla mnie bardzo ważne. Cieszę się, że mogę przekazać im swoją wiedzę i spełniać ich biegowe marzenia. Oprócz tego, że są to moi zawodnicy, to również świetni kumple, na których mogę liczyć. Jeśli chodzi o czas, to zawsze mam go za mało, doby jednak nie jestem w stanie przedłużyć. Wszystko to kwestia priorytetów. Zawsze mam czas dla swoich zawodników i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Ja żyję ich startami, oni moimi. Tak się nawzajem mobilizujemy i dodajemy sobie energii.

Kto pomaga w takim razie planować treningi Tobie? Uczy techniki?

Wcześniej współpracowałam ze Zbyszkiem Nadolskim (trenerem m. in. rekordzistki Polski kobiet w biegu na 10 km i 10 000 m – Karoliny Jarzyńskiej – teraz Nadolskiej – przyp. red.). Teraz trenuję sama i konsultuję kwestie planu z zaufaną osobą. Mam spore rezerwy, jeśli chodzi o trening górski i ultra. Staram się trenować z głową. Po mistrzostwach świata zaczynam współpracę z osobą, która wie wszystko na temat gór. Mam nadzieję, że powalczymy wspólnie i pokonamy niejeden podbieg!

Podpowiesz coś? Biega jeszcze?

Biega, ale umówiliśmy się, że nazwisko ogłosimy po mistrzostwach. Więcej ode mnie nie wyciągniesz!

No dobrze, mieszkasz w Olsztynie na Jurze i tam masz dobre warunki do treningu, ale jeśli myśli się o podboju świata, to takie „górki” są za małe. Masz już inne ulubione miejsce do treningów?

Uwielbiam Szklarską Porębę i od niedawna Szczawnicę, której uroki poznałam przed Wielką Prehybą i w jej trakcie. Wielu górali i ultrasów jeździ do Zakopanego, może i ja niedługo tam zawitam… Szklarską znam bardzo dobrze i lubię jej klimat. Czuję się tam jak w domu. Ośrodek Górnicza Strzecha to idealne miejsce dla biegaczy. Spokój, jedzenie dostosowane do sportowców i wspaniała atmosfera sprawiają, że zawsze tam wracam. Może uda się w drugiej części sezonu bywać tam częściej. Bardzo bym chciała.

Pieski 577

Docelowo na jakich dystansach chciałabyś walczyć? Wśród klasyków są biegi 100-milowe. Interesują Cię te legendarne imprezy?

Stumilowe imprezy na razie mnie nie interesują, ale jak to się mówi, „nigdy nie mów nigdy” (śmiech). Gdy kiedyś biegałam maraton na asfalcie, nawet przez myśl nie przeszłoby mi, że mogłabym rywalizować na dłuższych dystansach. Na ten sezon pozostanę jednak przy imprezach górskich i kilku biegach ultra.

Jaką masz radę dla ludzi zbiegających z ulicy do lasu? O czym powinni pamiętać?

Bardzo częstym błędem, z jakim się spotykam u amatorów, jest za szybkie zwiększanie liczby kilometrów na treningach i zbyt mocne tempo biegów. Dodatkowo nieodpowiedni ubiór do panujących warunków atmosferycznych. O butach nie wspomnę… Tutaj jest też sporo do poprawy. Najważniejsze to nie zrobić sobie krzywdy, ale od tego są trenerzy, by zadbać o takie detale.

Czy jest jakaś książka o biegach górskich, która zmieniała Twoje postrzeganie tego sportu?

Czytam sporo, szczególnie jak jestem na wyjazdach. Nie skupiam się jedynie na tematyce górskiej i biegowej. Interesuję się żywieniem i dietetyką – po takie książki również sięgam. Lubię czytać biografie sportowe.

Z perspektywy startów w wielkich, ulicznych imprezach skrzących się blaskiem gwiazd, kibiców, nagród, to co Cię ciągnie w góry, gdzie na razie nie ma ani wielkiej kasy, ani wielkiej sławy?

Otaczająca przyroda, wolność i radość z każdym kilometrem. Mój powrót do biegania to dla mnie nagroda. Nagroda za upór i wytrwałość. Nie mam ciśnienia, presji, jestem raczej czarnym koniem w górach.

Czego Ci życzyć w tym roku?

Zdrowia i realizacji planów. Kalendarz jest napięty. Na podsumowanie przyjedzie czas pod koniec roku!

Niech Ci więc góry wyjdą na zdrowie!

meta piątka

Edyta Lewandowska

Urodziła się 22 listopada 1980 roku. Specjalizowała się w biegach długodystansowych, była mistrzynią Polski w maratonie w 2009. Ma na swoim koncie również wicemistrzostwo w biegu na 3000 metrów z przeszkodami zdobyte w 2001, w biegu na 10 000 metrów i w biegu przełajowym z 2003 roku, w półmaratonie z 2004, 2005, 2006, 2007 i 2008 oraz w maratonie z 2004 i 2008. Jest brązową medalistką w biegu na 3000 metrów z przeszkodami z 2002 i 2003 oraz w biegu przełajowym z 2002. Dwukrotnie zajmowała 7. miejsce w prestiżowym Maratonie Berlińskim w 2004 i 2008. Jej rekord życiowy w maratonie wynosił 2:33, ustanowiła go w Berlinie w 2008 roku.

***

O Autorze

Oskar Berezowski

Jestem autorem tysięcy artykułów w czołowych polskich dziennikach, tygodnikach, miesięcznikach i serwisach online. Pracowałem m.in. dla gazety “Polska The Times” i “Dziennika Polska Europa Świat”. Dzięki nim mogłem relacjonować lekkoatletykę podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie, spotykać się z zawodnikami i trenerami podczas mityngów w Polsce i za granicą oraz analizować zmagania podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata. Sporo nauczyłem się także pracując w miesięczniku „Bieganie”. Współpracowałem i współpracuję z www.magazynbieganie.pl, „Esquire„, Gazeta Wyborcza, gazeta.pl, Forum Trenera.

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany