Ósmego października na szlakach Beskidu Żywieckiego będzie się odbywało wielkie sprzątanie. Uzbrojone w worki na śmieci i rękawiczki ekipy ruszą na szlaki, zajrzą nad strumienie i poszukają dzikich wysypisk śmieci. Organizatorzy zapraszają również biegaczy żeby swoją obecnością zwrócili uwagę na problem śmieci na trasach imprez.

O akcji Czyste Beskidy opowiedział nam jej współorganizator – Rafał Bałaś, biegacz górski i regionalny muzyk.

Rafał, współorganizujesz akcję Czyste Beskidy. Opowiedz nam kto i po co to robi?

Rafał Bałaś: 8 października robimy sprzątanie w okolicach Rajczy. Z pozostałymi organizatorami – Szymonem Walusiem, Marta Matuszną i Martą Cymorek znamy się z Młóckarni (Towarzystwo Sportów Górskim Młóckarnia to grupa aktywnie działająca w Rajczy i okolicach, z ich inicjatywy powstała w Rajczy m. in. ścianka wspinaczkowa – przyp. red.) i kiedyś podpatrując akcję Czyste Tatry stwierdziliśmy, że chcemy coś w tym temacie i z takim rozmachem zrobić u nas w Beskidach. Mniej więcej od początku wiosny szukaliśmy pomysłów i sposobu jak to zrobić. W Beskidach wiele już w temacie sprzątania działo się wcześniej. Szkoły regularnie chodzą sprzątać, organizowane są różne mniejsze akcje, ale zależało nam na czymś o zasięgu ogólnopolskim. Po to żeby wzbudzać w ludziach świadomość, że o góry trzeba dbać. Że w górach się nie śmieci.

Widać to po Waszym spocie promujący akcję, w którym do sprzątania zachęca muzyk Łukasz Golec! To chyba dobry trop żeby trafić do przeciętnego Kowalskiego.

Tak, a gwiazdą wieczoru będzie zespół Akurat! Bo mamy w planie nie tylko samo sprzątanie gór ale też wspólną rozrywkę po zakończeniu sprzątania.

O, to opowiedz parę słów o tym jak będzie wyglądał ten dzień?

Między 7 a 9 spotykamy się w centrum w Rajczy, gdzie będą zapisy na poszczególne szlaki. Mamy wybrane 12 tras, które sprzątamy. Na start wszystkich zapewniamy dojazd autobusami. Na każdy szlak wyruszy nasz przewodnik. Chętni do sprzątania dostaną od nas „pakiet startowy” z workiem na śmieci, rękawiczkami, wodą i gadżetem związanym z akcją. Po sprzątaniu śmieci zostawimy je na początku szlaku, skąd następnego dnia zostaną zabrane przez samorządy. My wsiadamy z powrotem w autobusy i wszyscy gromadzimy się w Rajczy Nickulinie obok ośrodka Towarzystwa Edukacji Ekologicznej, gdzie będzie poczęstunek (grochówka i kiełbaska) i punkty gastronomiczne, w których będzie można kupić coś innego np. jedzenie w wersji wege. Będą szkolenia GOPR-u z pierwszej pomocy w górach, warsztaty znakarskie zrobione przez PTTK, konkursy z nagrodami od naszych partnerów i wspomniany koncert. Ta część rozrywkowa rozpocznie się ok. 14-15. To będzie nasza forma podziękowania dla osób, które przyjdą i przyłączą się do pracy.

W ogóle bardzo się cieszę z dużego zainteresowania i zaangażowania w akcję PTTK, parków krajobrazowych, samorządów czy schronisk. Znajomy, który prowadzi schronisko zaoferował, że w tygodniu poprzedzającym nasze sprzątanie zorganizuje ekipę i zlikwidują kilka dzikich wysypisk. Znalazły się i komercyjne firmy, które są naszymi partnerami.

A czy śmieci na szlaku to rzeczywiście problem dużej skali?

Na samych szlakach nie ma zbyt wiele śmieci, co bardzo mnie cieszy. Dzięki temu nie są aż tak zauważalne ale wystarczy spojrzeć do pobliskich rowów czy potoków i tam już jest gorzej. Zresztą jest kilka kategorii tych śmieci. Po turystach na szlakach to drobne papierki po batonach itp., w rowach jest już więcej butelek i śmieci większych. Ale czasem po turystach zostają całe worki, np. po ogniskach w górach. Tam, gdzie ludzie posiedzieli sobie dłużej. To jest wprost przerażające. Wczoraj zbierałem takie odpady na szlaku z Sopotni na Pilsko. Jak zbiegałem to zobaczyłem dwa rozdarte worki z puszkami przy miejscu po ognisku.

Kolejna przerażająca kategoria to śmieci porzucane przez ludzi miejscowych. Przykro o tym mówić, ale ilościowo – tych jest najwięcej. Jest w górach trochę takich dzikich wysypisk, do których mieszkańcy znoszą śmieci. Można tam znaleźć opony, sprzęt RTV, duże śmieci.

To jaki macie pomysł żeby skutecznie zachęcać lokalną ludność do sprzątania?

Edukować przede wszystkim. Działania w ramach inicjatywy Czyste Beskidy chcemy prowadzić przez cały rok. To będzie edukacja ekologiczna, jakieś warsztaty w szkołach. Chcemy zwracać uwagę lokalnej społeczności żeby nie wyrzucała śmieci do lasu, nie paliła śmieciami w piecach zimą. Turystów uświadamiać żeby swoje śmieci z gór znosili, nie zostawiali ich na szlakach czy w schroniskach. Chcemy w schroniskach zrobić tabliczki: „Gdzie wyrzucić śmieci? Nigdzie! Weź je ze sobą”, a pod nimi będą dostępne woreczki jednorazowe, do których ludzie będą mogli zapakować swoje odpadki i je ze sobą zabrać. Doszedłem do wniosku, że często ludzie nie mają problemu by wynieść pełne zamknięte jedzenie do góry, które jest czyste i nie brudzi im plecaka ale już np. otwarte puszki niekoniecznie. Nie chcą sobie śmieciami zapaskudzić innych rzeczy. Dlatego wyrzucają je do kosza w schronisku zamiast zabrać ze sobą. Tym sposobem będziemy mogli nawet zrobić recykling jednorazówek, których dużo ludzi ma całą masę i zrobić pojemnik na nie, z którego ludzie będą sobie zabierać torebki i pakować do nich śmieci i znosić na dół.

A co jest złego w zostawianiu śmieci w schronisku w koszu?

Dla schronisk jest sporym problemem ilość przyniesionych do nich śmieci. Są okresy w ciągu roku jak np. przedwiośnie, że na górę nie da się dojechać. Ratrakiem już się nie da, a samochodem terenowym – jeszcze się nie da. I te śmieci w dużej ilości tam po prostu zalegają. W Alpach oczywistością jest, że śmieci, które się przyniesie zabiera się ze sobą na dół, a Polsce ludzie w ogóle o tym nie pomyślą.

Przyznaję, że sama o tym nie pomyślałam. Więc Twoja akcja edukacyjna już ma na koncie jednego nauczonego! Opowiedz mi więcej, jak się będzie odbywała ta edukacja ekologiczna? Jak szary obywatel się o tym dowie?

To będą spotkania z dzieciakami w szkołach, ale i kontakt z nadleśnictwem żeby uczulać też robotników leśnych żeby nie zostawiali swoich śmieci.

Co?! To „ludzie lasu” też zostawiają śmieci?!

No niestety. Biegając po górach często widzę miejsca po ścince drzew, gdzie zostawione są puszki, śmieci po jedzeniu, opakowania po papierosach.

Przykre. Czasami jak rozmawiam z ludźmi o takich akcjach, to się buntują. Mówią, że jak będą sprzątać po kimś, to ten ktoś nigdy się nie nauczy i zawsze będzie rzucał, bo przecież – kto inny po nim posprząta…

Rozumiem takie podejście, ale ktoś musi coś zrobić żeby pokazywać dobry przykład. Mamy nadzieję, że na część ludzi taki dobry przykład podziała. Pokażemy ludziom w różnym wieku, że zależy nam i nie tylko nam, żeby w górach było czysto. W ciągu roku zorganizujemy kilka drobniejszych akcji dla miejscowych, gdzie będziemy o tym mówić. Mamy też nadzieję, że jeśli odbędzie się akcja w szkole, to dorośli, na przykład rodzice zobaczą, że ich dzieciaki sprzątają i coś im zaświta. Że choć trochę w tej kwestii zmiękną. Widzieliśmy, że to działało w przypadku akcji Czyste Tatry. Że nawet organizacja takiego jednego dobrze nagłośnionego dnia w roku przynosi efekt.

Zapytam przekornie, a czy to trochę rzeczywiście nie jest tak, że w ten sposób dajemy zielone światło tym, którzy śmierci zostawiają?

Myślę, że nie, bo jednocześnie uświadamiamy wielu innych. Sprzątamy po tych, którzy na razie nie słuchają, ale w efekcie i tak mamy mniej śmieci.

To prawda. Bo jednak ważne żeby w tych śmieciach nie pływać.

Dla kontrastu, żeby nie było tylko tak negatywnie, powiem, że znam też wielu ludzi, którzy każdorazowo idąc w góry biorą ze sobą worek na śmieci i po prostu przy okazji spaceru sprzątają.

A mieszkając w górach od zawsze widzisz jakieś zmiany? Śmieci jest mniej czy więcej?

Jest mniej dzikich wysypisk, jest mniej śmieci w rzekach, jednak nadal są w dużej ilości. I niestety – jest więcej śmieci na szlakach, bo jest coraz więcej turystów.

I biegaczy… Z żalem to mówię, bo gdy witam ludzi na mecie Chudego Wawrzyńca, nie wskazałabym palcem ani jednej osoby, która w moim odczuciu byłaby zdolna do wywalania śmieci na szlaku. A jednak – ludzie to robią. I jest grupka, która wcale się nie przejmuje prośbami… To mnie najbardziej boli. Może to efekt tego, że w biegach górskich pojawia się coraz więcej ludzi przyzwyczajonych do biegów ulicznych, gdzie śmieci rzuca się przy punktach żywieniowych „na drogę” i leci dalej.

Tym bardziej widać, że szeroko zakrojona akcja społeczna jest potrzebna. Biegaczy również serdecznie zapraszamy!

Dzięki! Przekażę. W świecie stricte biegowym też powstają akcje nagłaśniające potrzebę sprzątania i edukacji. Np. Run Wisła albo sprzątanie nad Wisłą w Warszawie przed Biegiem Wegańskim. Dzieje się. Dziękuję Ci za rozmowę. I co – życzyć Ci powodzenia na treningu dziś?

Dziś robię trening siłowy! A dokładnie – idę zrzucić 4 tony węgla do babci. Tylko jeszcze nagraniami muszę chwilę powalczyć. Zakładamy właśnie nową kapelę.

No właśnie Ty grasz na dudach, regionalnym instrumencie. Zagraliście na Chudym Wawrzyńcu na Przegibku.

Zagraliśmy w składzie Dudy Skrzypce. To było najlepsze dla mnie granie na dudach! Dawno nie widziałem tak przejętych ludzi tym, że ktoś dla nich gra! Świetne przeżycie!

A ta nowa kapela? To też będzie granie regionalne?

Tak, muzyka Beskidu Żywieckiego z zastosowaniem dud ale w nowym sposobie myślenia choć z tradycyjnym instrumentarium. Muzyka regionalna to ciągle żywy twór i rozwijający się, a nie tylko taki archaiczny, z jakim pewnie jest kojarzona. 8 października chyba też zagram z etno jazzowym zespołem Besquidians.

Świetna nazwa. To życzę siły w przerzucaniu węgla i do zobaczenia 8 października!

Śmieci na biegach:

Violetta Domaradzka, organizatorka Biegu Wegańskiego i sprzątania nad Wisłą

Ludzie chyba mają złe odruchy z biegów miejskich. Może myślą, że organizatorzy są po to, żeby wszystko sprzątnąć. Może uważają, że wszystko im wolno, bo płacą. To budzi we mnie smutek i irytację… A najgorsi są tacy, co to w krzaki rzucają, bo już lepiej, żeby na środku ścieżki zostawili, będzie łatwiej sprzątnąć. „Zabiegam o czystą Polskę” to nasza akcja analogiczna.
Czyste Beskidy znamy, wspieramy i lubimy, podobnie jak #runultranotrash.

Anna Dąbrowska, współorganizatorka Biegu Rzeźnika

Na Rzeźniku szlak sprzątany jest przed i po imprezie. I niestety worek z „przed” jest zawsze większy. To, co znajdujemy po biegaczach nie zawsze wskazuje na złe wychowanie – są to np. pełne opakowania żeli, batoniki. Ewidentnie przypadkowo znalazły się na szlaku. Dobrą robotę robi mówienie o tym, zapis w regulaminie, że śmiecenie to zło, brak kubków na punktach… Czyli patrzenie na śmieci bardziej globalnie w kontekście całej imprezy. Dawniej śmieci było mało, bo po pierwsze impreza jaką jest Rzeźnik była zdecydowanie mniejsza, a po drugie, mniej było opakowań – ludzie biegali na kanapkach zawiniętych w papier i chyba czuli się bardziej gośćmi.

O Autorze

Magdalena Ostrowska-Dołęgowska

Dziennikarz sportowy, przez lata redaktor naczelna magazynbieganie.pl, biegaczka, zawodniczka rajdów przygodowych. Ultramaratonka, która ma na swoim koncie udział w prestiżowych imprezach, m. in. Marathon des Sables, Transalpine Run, CCC, Transgrancanaria czy Marathon 7500. Jedyna Polka, która ukończyła słynną angielską rundę Bob Graham Round. Promotorka biegania ultra w Polsce i współautorka książki "Szczęśliwi biegają ULTRA".

Podobne Posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany