Trzynasta edycja Biegu Rzeźnika odbyła się w cieniu opadowym wojenki z Bieszczadzkim Parkiem Narodowym, której towarzyszyło sporo niepewności, sprzecznych informacji i wylewania żalu na forach internetowych. Burza zakończyła się zmianą trasy, która pozostawała niezmienną (z drobniutkimi wyjątkami) przez poprzednie 12 lat. Jak zawodnicy oceniają trasę i Bieg Rzeźnika w ogóle?

Gdy na stronie Biegu Rzeźnika pojawiła się informacja o braku zezwolenia na organizację tegorocznego Biegu Rzeźnika na kultowej trasie, na Facebooku zawrzało. Post z informacją na ten temat udostępniono 1876 razy, pojawiło się pod nim 975 komentarzy, na samym fanpage’u Biegu Rzeźnika. Mirek Bieniecki pisał:

Z przykrością informuję, że po latach partnerskich układów z Bieszczadzkim Parkiem Narodowym  w tym roku nie otrzymaliśmy zgody na organizację Biegu Rzeźnika w takim kształcie jak dotychczas. Dzisiaj po południu otrzymaliśmy informację, że minister Andrzej Szweda-Lewandowski podtrzymał decyzję wice-dyrektora BdPN, pana Tomasza Winnickiego. Wygrały argumenty, że turyści, którzy w tych dniach wyruszą na wędrówki górskie, oczekując spokoju i kontaktu z dziką przyrodą, będą zmuszeni wymijać się na wąskich ścieżkach z przebiegającymi lub przechodzącymi co chwilę zawodnikami co jest dla wielu nie do zaakceptowania. Poza tym (…) biegacze generalnie mniejszą uwagę zwracają na nawierzchnię szlaku i jego otoczenie (…) a opłata za bilety nie jest w stanie zrekompensować zniszczeń, jakich dokonują biegacze [w Parku]. Zamiast biegać, Park zachęca turystów do spokojnych wędrówek po wyznaczonych ścieżkach , zwiedzania poznawczego i edukacyjnego służącego obserwacji przyrody i  kontemplacji naturalnych krajobrazów. (…) Myślałem, żeby nagrać ten komunikat w formie filmu, ale za bardzo mi się głos łamie gdy o tym mówię. Dziękujemy za pomoc wszystkim tym, którzy wstawili się za nami w Parku i u Ministra Środowiska. Z naszej strony zapewniamy, że zrobimy wszystko co w naszej mocy, żebyście wyjechali z Bieszczad zmęczeni ale i zadowoleni z biegów, w których weźmiecie udział.

Jedni lamentowali, inni wyrażali swą nienawiść do BPN za taką decyzję, kolejni pisali z wyrazami współczucia, obiecywali, że w ramach protestu przyjadą pobiec tego dnia przez połoniny bez numeru startowego. Głosów rozsądku popartych poznaniem szczegółów sprawy było niewiele. Atmosfera ochłodziła się nieco i zrobiła się bardziej refleksyjna, gdy rankiem następnego dnia na stronie Bieszczadzkiego Parku Narodowego pojawiły się dokumenty, które otrzymali organizatorzy Biegu Rzeźnika. I jak to zwykle bywa, okazało się, że sprawa nie jest tak jednoznaczna, park nie jest tak do szpiku kości zły i przeciwny biegaczom, a organizatorzy nie są tacy kryształowo czyści w całym tym zamieszaniu. Więcej na ten temat pisał na napieraj.pl Oskar Berezowski.

Bieg Rzeznika Ultra 140

Niemal do ostatniej chwili decyzja w sprawie przebiegu trasy wisiała w powietrzu. Od organizatorów dowiedzieliśmy się, że sprawa trafiła nawet na biurko pani Premier Beaty Szydło. Wskutek tych zawirowań, prób wpłynięcia na decyzję o tym, którędy poprowadzi trasa, uczestnicy dowiedzieli się dopiero w środowy wieczór 25 maja. Wielu jednak zadawało pytania o nową trasę jeszcze w czwartek do wieczora, mając nadzieję na zmianę. Po tym jak zapadła ostateczna decyzja jedni się smucili, inni irytowali, a jeszcze inni się cieszyli. Ci ostatni argumentowali swoją radość tym, że nowa trasa to nowe wyzwanie, wyniki, których nie da się tak łatwo porównać z poprzednimi latami, a więc pierwiastek przygody i elektryzującej niewiadomej, jak i większy luz.

Start odbył się tradycyjnie z Komańczy, a fragment trasy aż do Drogi Mirka pozostał bez zmian. Były więc Jeziorka Duszatyńskie i Przełęcz Żebrak, przepak na Orliku w Cisnej, podejście na Jasło i Fereczatą. Dopiero po dobiegnięciu do Drogi Mirka, zamiast w lewo biegło się w prawo aż do punktu kontrolnego i przepaku na stokówce przed podejściem na Paportną (to ok. 49. kilometr trasy). Dalej, po wspinaczce na Paportną biegacze polecieli na Rabią Skałę i szlakiem granicznym do Okrąglika i w dół do Przełęczy nad Roztokami na punkt odpowiadający dawnym Berehom. Granicznym szlakiem biegli dalej przez Czernin do miejscowości Żubracze, gdzie na 82. kilometrze była zlokalizowana meta. Ci, którzy zdecydowali się na wersję Hardcore biegli dalej do Hyrlatej i stamtąd do Roztok Górnych, pod Worwosokę i do czerwonego szlaku, którym zbiegali do Cisnej, na metę.

Rafał Bielawa, który kilkukrotnie kończył już Bieg Rzeźnika i jego wersję Hardcore, ocenia trasę jako fajną. – Były problemy z wyprzedzaniem w końcówce, bo…. nie było się gdzie zajechać! Normalnie, lecąc spokojnie można było na ostatniej połoninie przesunąć się o sporo miejsc do przodu, bo ludzie padali jak muchy. Tu, od Paportnej praktycznie można było cały czas biec. Mam wrażenie, że w tym roku mniejsze znaczenie miała siła, a zdecydowanie większe – szybkość. Co zresztą potwierdza się w opinii sporej grupy ludzi. Szybcy ludzie trasę uważają za łatwą, a silni, bazujący na mocnych podejściach, mówią, że trasa była trudniejsza.

Rafał dodaje, że pojawiło się sporo młodych biegaczy, z dobrymi życiówkami w maratonie, którzy na tej trasie mieli okazję się wykazać. – Pod warunkiem, że nie ugotowali się już do Paportnej – śmieje się. Wersję Hardcore ocenia jako o wiele trudniejszą niż poprzednia.

Kibice na trasie 13. Bieg Rzeźnika. Fot. Krzysztof Dołęgowski

Kibice na trasie 13. Bieg Rzeźnika. Fot. Krzysztof Dołęgowski

Z nowej trasy była zadowolona Agata Matejczuk, która przybiegła na drugim miejscu wśród damskich teamów wraz z Ewą Ochmańską, a później wyruszyła na trasę Hardcore. – Dla mnie ta trasa była lepsza, bo bardziej zakryta. Ja umieram na słońcu. Połoniny są piękne, ale nie podziwiam ich, bo za bardzo masakruje mnie tam słońce i nie czerpię tego piękna. Jak szliśmy granicą, to był piękny widok po lewej stronie, na słowackie góry, a po prawej stronie na Bieszczady – wspomina.

O nową trasę zapytaliśmy też Marcina Krasonia, który wraz z Łukaszem Belowskim wykręcił świetny wynik 9 godzin i 30 minut, zajmując 7. miejsce. – Staraliśmy się być ponad całym tym zamieszaniem związanym ze zmianą trasy Biegu Rzeźnika. Trasa A czy trasa B – bez znaczenia, pojechaliśmy tam dać z siebie wszystko i daliśmy, a efekt przerósł najśmielsze oczekiwania – mówi Marcin. – Wprawdzie trenowaliśmy na starej trasie, ale jak nie ma innej opcji to nie ma, pobiegliśmy nową, skupiając się na sportowym wyzwaniu, a nie tym, co się wydarzyło kilka dni przed.
Porównując trasę z tego i ubiegłego roku, mam wrażenie, że ta jest łatwiejsza technicznie, ale przez to że dłuższa, to spędza się na niej nieco więcej czasu. Łatwiejsza, bo na nowym odcinku jest właściwie tylko jedno długie podejście (Rabia Skała), poza tym można było prawie cały czas biec. Nie było trudnego technicznie zejścia z Caryńskiej, w zamian za to mieliśmy łagodny zbieg, gdzie spokojnie można rozwijać sensowne tempa. Było kilka miejsc z ładnym widokiem, aczkolwiek – dla widoków to ja jeżdżę na rekonesanse, a nie na zawody – śmieje się Marcin. – Miałem obawy co do oznakowania nowej trasy, ale było to zrobione wzorowo. Ślepy by się nie zgubił, a praktycznie cały czas biegliśmy tam sami, więc opieraliśmy się na oznaczeniach organizatorów, a nie plecach poprzedników – dodaje.

Po stronie minusów Marcin wymienia umiejscowienie samej mety, „na końcu świata”. – Zabrakło kultowego strumienia, a ruch samochodów był fatalnie zorganizowany (właściwie to nie był w ogóle zorganizowany – obowiązkowo policja powinna pilnować parkowania i ruchu, bo w razie wypadku karetka miałaby poważny problem z wyjazdem) – analizuje. – Dużo lepszą metę ma Rzeźniczek, bo kibiców jest kilka razy więcej, no i Cisna ma lepsze zaplecze – dodaje.

W oczekiwaniu na start Biegu Rzeźnika 2016. Fot. Jacek Deneka/Ultralovers

W oczekiwaniu na start Biegu Rzeźnika 2016. Fot. Jacek Deneka/Ultralovers

Wyniki 13. Biegu Rzeźnika

Ultra

Festiwal Rzeźnicki (bo takiego miana doczekała się rozrośnięta do rozpuku impreza wokół „klasycznego Rzeźnika”) otworzył Bieg Rzeźnika Ultra. Uczestnicy wystartowali o 22 z Cisnej. Z 282 osób, które były zdecydowane przebiec 140-kilometrową trasę do mety w limicie dobiegło 47 zawodników. Najszybszy z nich, Tomek Komisarz, bardzo skromny gość, mający za sobą 17 lat biegania za piłką, uporał się z trasą w 18 godzin i 16 minut. Tomka możecie kojarzyć jako zwycięzcę Ultramaratonu Podkarpackiego czy Niepokornego Mnicha. Już wkrótce na napieraj.pl przeczytacie rozmowę, którą przeprowadziliśmy z Tomkiem w kilka dni po biegu.

Większość uczestników zdecydowała się jednak na finisz na setnym kilometrze. Zwyciężył Sebastian Białobrzeski (13:01:53). Na metę wpadł niemal 40 minut przed następnym biegaczem – Łukaszem Hryniów.

Tomek Komisarz Fot. Rafał Bielawa

Tomek Komisarz Fot. Rafał Bielawa

Bieg Rzeźnika 2016. Fot. Ultralovers/Jacek Deneka

Bieg Rzeźnika 2016. Fot. Ultralovers/Jacek Deneka

Na Raty

W poniedziałek 23 maja o 5 nad ranem z Komańczy wystartowali na pierwszy etap uczestnicy Biegu Rzeźnika na Raty. Oni również nie mieli pewności czy przyjdzie im się ścigać na klasycznej rzeźnickiej trasie, ostatecznie jednak byli jedynymi szczęśliwcami, którzy pobiegli w tym roku przez Połoninę Wetlińską i Caryńską. Nawet po pierwszym dniu na swoim profilu na Facebooku Agnieszka Kruszawska-Senk pisała: „Jeszcze tylko nie wiem, gdzie jutro biegniemy”. Aga już pierwszego dnia dorobiła się na podeszwach stóp pęcherzy średnicy 2 cm, które rozdarły się i uczyniły jej bieganie bardzo bolesnym. Mimo to dobiegła do mety całego etapowego biegu na drugim miejscu wśród kobiet. Pierwszego etapu zdecydowanie nie określiłaby jako udany.  „Najpierw na 7 km poleciałam za wszystkimi i zgubiliśmy szlak. Nadrobiłam około 1,5 km i kosztowało mnie to spadek z 2. miejsca na 10.” – relacjonuje Aga. Następnego dnia ledwie była w stanie stać na nogach. Zrobiła solidny opatrunek z compeedów, plastrów bez opatrunku i taśmą do pakowania. Na to wszystko założyła ciasne skarpety i umówiła się z mężem, że zrobi chociaż Połoninę Caryńską. „Jakby było bardzo źle to na punkcie zrezygnuję”. Ból nie opuszczał jej przez cały etap, ale widoki wszystko wynagradzały, więc dobiegła do mety budząc wielki podziw.

Na pokonanie 80-kilometrowego dystansu w trzech etapach zdecydowało się stu zawodników. Najszybszym był Artur Kamiński, pierwszą na mecie – Agnieszka Fogiel-Pawłowska.

Agnieszka Kruszewska-Senk - druga na mecie Biegu Rzeźnika na Raty. Fot. Obozybiegowe.pl

Agnieszka Kruszewska-Senk – druga na mecie Biegu Rzeźnika na Raty. Fot. Obozybiegowe.pl

Rzeźnik

Klasyczny, choć nieklasyczny Rzeźnik wystartował 27 maja, tradycyjnie o 3 nad ranem. Trudno porównywać wyniki z nowej trasy do poprzednich edycji. Trasa była dłuższa (w poprzednich latach dystans wynosił 76,1, a teraz ok. 82 km, więc różnica jest spora), a najszybsi – Piotr Hercog i Miłosz Szcześniewski pokonali ją w 8 godzin i 45 minut. Wśród damskich teamów najszybsze były Anna Kącka i Ewelina Matuła, które pokonały trasę w 10:21:57. W kategorii MIX zwyciężyli Agnieszka Łęcka i Tomasz Stroiński dobiegając do mety w 9:45:45. W tym roku rekordowa liczba osób zdecydowała się na wersję wydłużoną – Hardcore, która wiodła przez Hyrlatą i Worwosokę do mety w Cisnej. Tu finiszowało 91 osób (w tym 5 par MIX oraz 1 para KK).

Najszybsi:

– MM Tomasz Korzeniowski i Marcin Olek 12:49:42
– MIX  Agnieszka Łęcka i Daniel Stroinski 13:23:18
– KK  Małgorzata Czeczott i Joanna Kramer 16:57:12

Bieg Rzeźnika 2016. Fot. Piotr Dymus

Bieg Rzeźnika 2016. Fot. Piotr Dymus

Młodszy brat

W sobotę rano, Bieszczadzką Kolejką Leśną ze stacji Cisna na start Rzeźniczka odjechało 985 biegaczy. Na starcie było trochę zamieszania, ponieważ miał odbyć się w dwóch turach, ze względu na ograniczenie szerokości trasy i wielu chętnych. Jednak organizatorom nie udało się tego sprawnie przeprowadzić i ostatecznie – wszyscy pobiegli z jednego, wspólnego startu. – Kwestie zmian godzin startu Biegu Rzeźniczka i liczby fal tego startu lepiej chyba pozostawić bez komentarza – dodaje od siebie Marcin Krasoń.

Trasa Rzeźniczka nie uległa zmianie. Bieg ukończyło 977 osób. Pierwszy na mecie był faworyt zawodów Bartek Gorczyca kończąc bieg  z czasem 2:13:19. Najszybszą kobietą była Ewa Majer z czasem 2:47:30.

Podczas całego Rzeźnickiego Festiwalu Biegowego miał miejsce także Mały Szlem Rzeźnicki – Krzysztof Mańkowski postanowił pójść w ślady Marty Barcewicz i podobnie jak ona to zrobiła w zeszłym roku przebiec wszystkie rzeźnickie biegi. Wystartował więc w Biegu Rzeźnika Ultra (kończąc go na mecie setki), Rzeźniku na Raty, XIII Biegu Rzeźnika (wersja podstawowa) i kończącym cały cykl Rzeźniczku. Poza Mańkowskim wszystkie rzeźnickie biegi zaliczyli także Robert Karpiński i Rafał Kruzel.

Na nowej trasie Biegu Rzeźnika. Fot. Jacek Deneka/Ultralovers

Na nowej trasie Biegu Rzeźnika. Fot. Jacek Deneka/Ultralovers

Festyn

We wszystkich biegach wystartowało prawie 3500 osób, które przebiegły w sumie prawie 200 000 kilometrów, czyli biegnąc w sztafecie okrążyliby 5-krotnie kulę ziemską.

Tegoroczna edycja była wyjątkowa pod wieloma względami. Ważnym wydarzeniem, choć niewątpliwie przyćmionym aferą związaną z trasą było pojawienie się świeżo wydanej książki „Rzeźnik”, którą napisali Anna Dąbrowska i Piotr Skrzypczak, od kilku lat wolontariusze Biegu Rzeźnika, uczestnicy i pasjonaci biegów górskich, miłośnicy Bieszczad. Jeśli ktoś kojarzy Bieg Rzeźnika z tysiącami ludzi, koncertami, festynem z lodami i watą cukrową, z pewnością będzie zaskoczony jak bardzo ta impreza zmieniła się na przestrzeni lat. Zaczęło się od zakładu o to czy w ogóle da się pokonać taki dystans w jeden dzień. W realizacji zakładu wzięło udział ledwie 10 osób. Punkty żywieniowe? Owszem, były, jeśli trafiło się akurat na otwarty sklep i miało ze sobą parę groszy. Historia punktu żywieniowego w Smereku rozpoczęła się gdy biegacze wysępili od rodziców Mirka Bienieckiego parę kanapek, które Anna i Marek naszykowali sobie na dzień siedzenia i spisywania przebiegających przez punkt ludzi. W tamtym czasie nikt nie wyobrażał sobie, że impreza rozrośnie się do wielkiego festiwalu, przyciągającego całe rodziny.

– Festiwal Biegu Rzeźnika po raz pierwszy oceniam z perspektywy kogoś, kto nie biegł i nie kręcił żadnego reportażu z zawodów – mówi Marcin Rosłoń, dziennikarz, komentator sportowy, były piłkarz, a teraz redaktor naczelny magazynu ULTRA. – Tym razem większość czasu spędziłem w Cisnej na placu wypoczynkowo-targowym. I było super. Przyjechałem w Bieszczady po raz pierwszy w pakiecie rodzinnym, córka Marysia wystartowała w Rzeźniczku, żona Kasia ponownie poczuła klimat bieszczadzki, bo jeździła jako nastolatka na kolonie nad Solinę. Świętowałem ponadto hucznie 40. urodziny Piotra Dymusa, więc tym razem nie musiałem martwić się o sprzęt, zdrowie, formę, całą rzeźnicką organizacyjną zawieruchę i nowy profil trasy. Ale honorowo zerwałem się na start, kibicowałem na przepaku w Cisnej przez parę godzin, wpadłem na metę. Nagłe zmiany, o których wszyscy sporo wiemy, na szczęście nie sprawiły, że nasze magazyny Ultra i Trail musieliśmy sprzedawać z bagażnika. Ciekawe doświadczenie z Rzeźnika, bo zupełnie inne. Z boku. Bez presji, żalu, napinki. Okazało się, że tak też jest fajnie – opowiada Marcin.

Festyn na 13. Biegu Rzeźnika 13. Bieg Rzeźnika. Fot. Facebook Biegu Rzeźnika

Parę słów na zakończenie

Bieg Rzeźnika zrobił się imprezą gigantyczną, jak na górskie warunki. Spośród 3500 biegaczy sporo osób przyjechało z rodzinami. Z jednej strony tak zorganizowany festiwal daje szansę bliskim na spędzenie wspólnego weekendu w górach. Z drugiej – Bieg Rzeźnika miał swój kameralny klimat, za którym wielu biegaczy tęskni. Tegoroczna afera związana z trasą, co by nie mówić o niechęci władz Bieszczadzkiego Parku Narodowego do biegaczy, niewątpliwie ma prawo być silnie powiązana z liczbą ludzi, która przyjeżdża od dwóch lat na Festiwal. Trudno jednoznacznie ocenić czy taki rozrost imprezy to dobry czy zły kierunek. Ocen byłoby pewnie tyle ilu zabierających głos w tej dyskusji. Nie ma wątpliwości, że dzięki niemu organizatorzy zyskują, a wielu biegaczy, którzy nie trafią na listę startową klasyka bieszczadzkiego, może przyjechać i pobiec w którymś z pozostałych biegów i poczuć klimat. Trudno się jednak dziwić tym, którzy mają chronić bieszczadzką przyrodę, że nie cieszą się z tak wielkiej imprezy. Warto pamiętać, że Bieszczady to góry wyjątkowe, a połoniny są perełką w skali kraju. Oglądanie porozrzucanych w krzakach butelek z izotonikami czy colą jest skrajnie dołującym doświadczeniem. Ludziom, którzy od lat związani są z tymi górami, albo górami w ogóle, przykro patrzeć na festyn, któremu brakuje już chyba tylko wesołego miasteczka i dmuchańców dla dzieci. Przy rozbuchanym expo, koncertach i przepychu gadżetów, brakuje też zwrócenia większej uwagi na same biegi i poprawienia poziomu ich organizacji.

O Autorze

Magdalena Ostrowska-Dołęgowska

Dziennikarz sportowy, przez lata redaktor naczelna magazynbieganie.pl, biegaczka, zawodniczka rajdów przygodowych. Ultramaratonka, która ma na swoim koncie udział w prestiżowych imprezach, m. in. Marathon des Sables, Transalpine Run, CCC, Transgrancanaria czy Marathon 7500. Jedyna Polka, która ukończyła słynną angielską rundę Bob Graham Round. Promotorka biegania ultra w Polsce i współautorka książki "Szczęśliwi biegają ULTRA".

Podobne Posty

12 komentarzy

  1. Tom

    Fajny, analityczny tekst. Dziękuję! Jako kilkukrotny uczestnik bardzo byłem ciekaw, czy organizatorzy podołają i jak widac- podołali. Szkoda połonin w wersji „classic” ale odcinek do drogi Mirka tez jest fajny i ma wiele charakterystycznych momentów. Może się jeszcze kiedyś skuszę 😉

    Odpowiedz
  2. Jakub

    Bardzo trafna puenta. Jak próbowałem taki sam przekaz samemu przepchnąć to usłyszałem, że jestem zdrajcą i hejterem. Mam nadzieję, że Was ktoś z większą uwagą wysłucha.
    Swoją drogą macie przepiekną fotkę ze startu! Skąd to i jak można zdobyć? Fenomenalna jest!
    Pożyczyłbym do siebie – i nawet ślicznie podpisał, tudzież podziękował. Do siebie, w sensie że tu: https://100hrmax.pl/xiii-bieg-rzeznika-relacja-z-porazki/

    Odpowiedz
  3. Norbi

    Bieg rozrósł sie do festiwalu wcale nie dlatego, żeby umożliwić biegaczom ktorzy nie dostali sie na klasyka wziecie udzialu w innych biegach. organizatorzy chcieli zwyczajnie zarobic wiecej pieniedzy jak zobaczyli ze jest tylu chetnych. a jak wiadomo gdy ktoś chce zarobić wiecej pieniedzy kosztem przyrody i jakości samego biegu to źle sie to konczy. juz nie ma tego klimatu co kiedys. pozdrawiam

    Odpowiedz
  4. Dorota

    Proszę sprostować błąd.
    Otóż, góra, przez którą biegła w tym roku trasa Biegu Rzeźnika
    nazywa się Paportna (Paportna, a nie paprotna).

    To częsty błąd (niestety częsty, a nie czeski).

    Odpowiedz
  5. Kasia

    Ja mam mieszane uczucia. Z jednej strony tęsknię za dawnym Rzeźnikiem z kameralną atmosferą, a z drugiej strony nie można obrażać się na to, że coraz więcej ludzie chce biegać i także w górach. Jednakże dla mnie Bieg Rzeźnika = czerwony szlak i połoniny.

    Odpowiedz
  6. Basia

    Świetna relacja 😉 bardzo lubimy Bieszczady i ten klimat, który jest tylko tam. na Rzeźniku byliśmy z mężem i znajomymi 2 razy w 2010 i 2011 i było super , bez tłoku i różnych zamętów , no i wtedy nie było jeszcze żadnego losowania chętnych 😉

    Odpowiedz
  7. Maciek

    To był mój n-ty rzeżnik i myślę , że przepaki w kurzu , bez miejsc do siedzenia , jedzeniem o dość wątpliwej jakości to kicha . Za tak wysoką opłatę startową nalażałoby oczekiwać czegoś więcej . Jak startowało 200 osób było lepiej . Orgi powinny coś zmienić bo z legendy zostanie wydmuszka i smutek po czymś fajnym

    Odpowiedz
  8. Jadzia

    Biegłam po raz pierwszy rzeźnika na raty, trasa przepiękna. Organizacja dla mnie super, wspaniała atmosfera wśród zawodników, wolontariusze stanęli na wysokości zadania. Mam nadzieję na bieg w przyszłym roku. Z mojej strony należą się pochwały dla organizatora.

    Odpowiedz
  9. Mateusz

    „Na pokonanie 80-kilometrowego dystansu w trzech etapach zdecydowało się stu zawodników. ” – na wynikach było sto osób, ale ukończyło zdecydowanie więcej (111), a udział wzięło ok. 130. Obecnie na liście z wynikami już jest poprawnie. Teraz pytanie, czemu organizatorzy akurat listę obcięli do 100 biegaczy? 🙂

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany